http://www1.gazeta.pl/krakow/1093892,42699,1371582.html?as=1&ias=3

Tożsamość Nikifora


Nikifor, Krynica 1962 Fot. Tadeusz Rolke

 Ireneusz Dańko  - 14-03-2003, ostatnia aktualizacja 21-03-2003 09:39

Marian Włosiński, artysta plastyk zdrojowy, kiedy przygarnął schorowanego 67-letniego Nikifora miał wiele czasu, by go wypytać o jego życie. Ale Nikifor nie lubił takich rozmów. Ucinał je słowami: "Szkoda gadać, trzeba malować".

Był skromnym malarzem i na pewno nawet do głowy by mu nie przyszło, że po latach od jego śmierci w sądzie będzie toczył się sześcioletni spór o jego urzędową tożsamość. Stronami sporu są Łemkowie i muzealnicy z Nowego Sącza. Pierwsi zabiegają o oficjalne uznanie, że Nikifor Krynicki to naprawdę Epifaniusz Drowniak. Dyrekcja muzeum w Nowym Sączu utrudnia zmianę fikcyjnej, ale jednak urzędowej tożsamości.

Przypadkowa zbieżność nazwisk

Dziadek etnografa Seweryna Wisłockiego Harasym znał dobrze matkę Nikifora, głuchoniemą Ewdokię Drowniak. - Babka Epifaniusza nazywała się Krynicka, ale to tylko przypadkowa zbieżność z nazwiskiem, które mu wymyślono, żeby oderwać od łemkowskiej kultury.

Seweryn Wisłocki kilka tygodni temu zeznawał jako ostatni świadek w sądzie w Muszynie. Od dziadków Gromosiaków i rodziców nieraz słyszał o Drowniku, bezdomnym, niepełnosprawnym malarzu, który przez wiele lat przed wojną zimował u nich. Sypiał w komórce pod schodami, a w skrzyni przechowywał swoje skarby - obrazki, które malował. To nimi rewanżował się gospodarzom za nocleg i jedzenie. Choć - jak wspomina Seweryn Wisłocki - obrazki dziadkowi się nie podobały, to trzymał je, żeby nie urazić Nikifora.

- Imię Nikifor utarło się wśród Łemków zastępczo. Epifan jest od dawna archaiczne. Matka była niemową, tułali się po obcych. Kto miał je zapamiętać? - Tak tłumaczy, dlaczego artysta samouk nie używał prawdziwego imienia.

Wisłocki wiele razy pisał o słynnym malarzu. M.in. do katalogu na wielką, retrospektywną wystawę, którą w 1995 r. na 100-lecie urodzin Nikifora zorganizowało Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie. Wtedy nikt nie prostował "niepewnych danych". Rok później jednak urzędnicy nie zgodzili się, by zamieścić je na tablicy pamiątkowej przy wejściu do Muzeum Nikifora w Krynicy.

Dwa nazwiska, dwa języki

Wacław Szlanta, były przewodniczący Zjednoczenia Łemków, podkreśla: - Nie chcieliśmy narzucać nowego nazwiska, tylko przywrócić rodowe.

Pokazuje trzy projekty tablicy, którą planował wmurować przy wejściu do Muzeum Nikifora w Krynicy. Na każdym widać duże popiersie artysty w kapeluszu i z napisem. Pierwotna inskrypcja: "Nikifor, Epifanij Drowniak, 21 V 1895-10 X 1968, ps. art. Nikifor Krynicki". Tylko ostatnie dwa wyrazy były po polsku, reszta po łemkowsku.

Wygląd tablic oceniała w połowie lat 90. dyrekcja Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, która wówczas w krynickiej willi Romanówka otworzyła filię ze zbiorami słynnego prymitywisty. Muzealnikom i władzom wojewódzkim nie spodobało się określenie "pseudonim artystyczny" w odniesieniu do imienia Nikifor oraz kolejność napisów (łemkowski nad polskim). Jednak to nie przez to, a przez podaną przez Łemków datę urodzenia oraz imię i nazwisko twórcy nie zatwierdzono tablic.

Dane są niezgodne z oficjalną metryką z 1962 r. - orzekli urzędnicy wojewódzcy. Również władze Krynicy nie zgodziły się, by uzupełnić o taki sam napis płytę nagrobną Nikifora na cmentarzu komunalnym, choć autor nagrobka rzeźbiarz Bronisław Chromy nie zgłaszał sprzeciwu i wyraził Łemkom pisemną zgodę na zmiany.

Wacław Szlanta komentuje całą sytuację jednoznacznie: - Polacy bronią się przed podaniem prawdziwego pochodzenia Nikifora, bo zbyt wielu uczestniczyło w zakłamywaniu i polonizowaniu jego rodowodu.

Zmyślona metryka

W 1962 r. sąd w Muszynie nadał malarzowi fikcyjne imię i nazwisko - Nikifor Krynicki. Wniosek o "ustalenie treści aktu urodzenia" podpisał Stefan Półchłopek, ówczesny przewodniczący prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Krynicy. Rozprawa trwała zaledwie dziesięć minut. Jako rodziców artysty wpisano do metryki nieistniejących Jana i Ksenię Krynickich. Podobnie wskazano datę urodzenia - 1 stycznia 1895 r.

Stefan Półchłopek nie ukrywa, że podał wówczas zmyślone dane. Zrobił to, bo - jak twierdzi - nie potrafił ustalić, kim był naprawdę malarz samouk i kiedy się urodził. Oczywiste wydawało się tylko imię Nikifor. Tak lub podobnie mówił o sobie sam artysta i podpisywał się na obrazkach.

Dwa lata wcześniej, w 1960 r., Nikifor po tym, jak stracił schronienie u gospodarzy, którzy bali się zarazić od niego gruźlicą, przyszedł do Mariana Włosińskiego. Ten przygarnął schorowanego malarza, a w 1962 r. w sądzie uzyskał formalny status jego opiekuna. Zdaniem Włosińskiego i Półchłopka bez metryki 67-letni artysta nie mógł uzyskać dowodu osobistego ani paszportu i, choć cieszył się już uznaniem w świecie, nie mógł korzystać z licznych zaproszeń.

Malarz swoje nazwisko Krynicki zobaczył dopiero w dowodzie osobistym. Nic nie powiedział.

W procesie nie występował, bo uznano, że nie będzie w stanie odpowiadać na pytania ze względu na wadę wymowy.

Dzięki dokumentom Włosiński mógł zabrać Nikifora na wczasy do Bułgarii. - Pierwszy raz leciał samolotem. Myślał, że jest w niebie - opowiada Włosiński, który ma kolekcję 300 zdjęć Nikifora. Robił mu je od 1950 r. aż do śmierci artysty. W oparciu m.in. o nie i wspomnienia Włosińskiego powstał scenariusz do filmu o Nikiforze, który w tym roku zamierza nakręcić Krzysztof Krauze.

Na zdjęciach drobny mężczyzna z wąsikiem na plaży i na wielbłądzie, którego wcześniej nigdy nie widział.

- Nikifor dla Łemków to był żebrak i niedojda. Nawet gdy zdobył sławę, to się nim nie interesowali. Nie pomagali mu, choć ciężko chorował na gruźlicę. A teraz wszystkich oskarżają o nieuczciwość - denerwuje się Włosiński w kuchni pełnej świątków i drewnianych nikiforków.

Świadectwo sąsiadów

- Jak mogliśmy pomagać, skoro wszystkich wysiedlono z Łemkowszczyzny? Każdy siedział jak mysz pod miotłą ze strachu przed represjami - odpowiada Szlanta. W imieniu Zjednoczenia Łemków wystąpił w styczniu 1997 r. z wnioskiem o sprostowanie aktu urodzenia Nikifora Krynickiego. Sądową drogę poleciły Łemkom władze wojewódzkie.

Łemkowie - prócz odpisu aktu urodzenia i metryki Epifaniusza Drowniaka - przedstawili świadków. Zeznający ludzie dobiegali 90 lat, znali osobiście malarza pod nazwiskiem Drowniak.

Anna Lorczak z Krynicy: - Ewdochia Drowniak chodziła po prośbie, żeby swego syna Nikifora wyżywić.

Stefania Czyczła z Zielonej Góry (dawniej z Sołotwiny koło Krynicy): - Jak zaczął zarabiać, ładnie się ubierał. Przy spotkaniu z nami obracał się, śmiejąc, i mówił " Nykyfor welki pana". Zawsze chciał się pochwalić swoim wyglądem.

Stefania Capok z Krynicy: - Przychodził co dnia do cerkwi przed pójściem na deptak, gdzie malował swoje obrazy, i trzy razy się chrzcił, nisko się kłaniał przed obrazem Matki Boskiej, bijąc pokłony. To osobiście widziałam (...) był on częstym gościem w naszym domu i lubił sobie porozmawiać z moim mężem Stefanem Capkiem.

Ksiądz mitrat Stefan Dziubina, w latach 1942-45 greckokatolicki proboszcz w Krynicy i spowiednik głęboko religijnego malarza: - Spotkaliśmy się po latach, kiedy został Nikiforem Krynickim. Powiedziałem wówczas do niego: "Wy nazywacie się Drowniak, a nie Krynicki". Wtedy odpowiedział, że wie, ale nie przyznaje się, bo nie jest głupi i nie chce siedzieć w kryminale.

Duchowny twierdził, że Nikifor ukrywał prawdziwą tożsamość, ponieważ wcześniej był kilkakrotnie wysiedlany podczas akcji "Wisła". Represji miał też obawiać się Paweł Stefanowski, łemkowski etnograf z podgorlickiej Bielanki, który w 1960 r. - jeszcze jako student - dotarł do metryki i odpisu aktu urodzenia Drowniaka.

- W Krynicy Wsi znali go jako Nycyfora Drowniaka, syna głuchoniemej Ewdokii - zapewnia Stefanowski. Oba dokumenty podają 21 maja 1895 r. jako datę urodzenia malarza, a Jewdokię Drowniak jako jego matkę. Z metryki znane są nazwiska akuszerki i księdza, który chrzcił Nikifora.

Stefanowski początkowo swojego odkrycia nie ujawnił. Kilka lat później dowiedział się, że Nikifora nazwano Krynickim.

- Sprawdziłem nawet, czy nie miał brata, do którego pasowałaby znaleziona metryka. Wspominał przecież, że matka nosiła jakieś dziecko na plecach. Okazało się, że to siostra, która szybko zmarła - opowiada Stefanowski.

Prymon, Tryfon, Netyfor

Pożółkłe kilkustronicowe akta sprawy z 1962 r. kontrastują z pękatymi teczkami dokumentów ze współczesnego procesu. Po 40 latach tożsamością artysty zajmowało się kilka sądów. Prócz zeznań Zjednoczenie Łemków załączyło również fragmenty artykułów prasowych, książek, a nawet film telewizyjny. Wszystkie potwierdzają, że Nikifor to Epifaniusz Drowniak.

- Nawet encyklopedia PWN nie poddaje tego w wątpliwość - mówi Stefan Hładyk.

W 1997 r., kiedy spodziewano się końca sprawy, na sali rozpraw nieoczekiwanie pojawił się pełnomocnik muzeum z Nowego Sącza. Zgłosił swój udział w imieniu dyrekcji, powołując się na spadek odziedziczony po artyście przez muzeum. Przedstawił nowych świadków i dokumenty, zakwestionował dotychczasowe dowody.

Zeznania złożyli m.in. Stefan Półchłopek i Marian Włosiński. Kategorycznie zaprzeczyli, aby artysta używał innego imienia niż Nikifor (Netyfor) czy Matejko. Potwierdziła to również Helena Jarosz. 74-letnia mieszkanka Muszyny (z polsko-łemkowskiej rodziny) sama miała zgłosić się do muzeum, aby powiedzieć, co wie o Nikiforze, a właściwie o Prymonie, bo tak do malarza zwracała się jej babcia Antonina Platynikowa. Babcia miała też przyjmować na świat syna głuchoniemej dziewczyny, a nie akuszerka wymieniona w greckokatolickiej metryce.

- Trudno jest dociec prawdy - konstatował kustosz Zbigniew Wolanin, kierownik działu sztuki ludowej i nieprofesjonalnej nowosądeckiego muzeum. I dodawał kolejne "biograficzne sprzeczności": - Przed wojną Nikifora znano jako Tryfona. Wiem to od Mariana Ferka, którym dorywczo jako dzieckiem opiekowała się matka Nikifora.

Encyklopedyczną notę zrzucił na karb nierzetelności autora. By dodatkowo zagmatwać sprawę, podał, że w sąsiedniej gminie Uście Gorlickie pod koniec XIX w. urodziło się dziecko nazwane Nikifor Krynicki. Nie sprawdził - co jednak później zrobili Łemkowie, że ów Krynicki wyjechał już w 1945 r. do Związku Radzieckiego.

Postać publiczna

- Ustalenie prawdziwego nazwiska winno być przedmiotem badań naukowych, a nie sądu - uważa kustosz Wolanin. Mówi, że muzeum dotychczas tego nie zrobiło, bo interesowało się Nikiforem jako malarzem artystą.

Muzeum zarzuciło łemkowskiej organizacji, że nie ma prawa występować przed sądem o ustalenie tożsamości artysty, że mogliby to zrobić jedynie krewni zmarłego, wykazując interes prawny.

W odpowiedzi Zjednoczenie Łemków przypomniało, że ma obowiązek reprezentować, chronić i pielęgnować swoją kulturę, której "immanentnym składnikiem" jest postać publiczna, a nie osoba prywatna - Nikifor. Padły przy tym oskarżenia "o prezentowanie tez z okresu komunistycznego" i próbę zawłaszczenia malarza przez polską kulturę.

- Nikt nie kwestionuje przecież, że Nikifor był Łemkiem - odpiera pełnomocnik muzeum Waldemar Bagiński, ale muzeum wciąż uczestniczyło w procesie, który toczył się w Gorlicach, Nowym Sączu, a w końcu w Muszynie.

Sądowe wystąpienia do archiwów państwowych o dane dotyczące dawnych mieszkańców Krynicy i okolic potwierdziły w zasadzie, to co już wcześniej było wiadomo: w 1895 r. w Krynicy Wsi urodził się jeden nieślubny chłopiec - Epifaniusz, syn Ewdokii Drowniak. Nigdzie nie natrafiono na jego akt zgonu. Nigdzie też nie znaleziono metryki Nikifora Krynickiego ani podobnego dziecka z Krynicy Wsi. Wykaz łemkowskich rodzin wysiedlonych z Krynicy w akcji "Wisła", który mógł rzucić nowe światło na sprawę, nie zawierał listy konkretnych osób.

Łemkowską organizację reprezentował m.in. prof. Hubert Izdebski, warszawski prawnik, autorytet w dziedzinie prawa cywilnego. Skrytykował państwowe muzeum, że daje pole do oskarżeń Polski o niewłaściwy stosunek do mniejszości narodowych. Na jego wniosek ("z uwagi na szczególny charakter sprawy") udział w procesie zgłosiła prokuratura.

Polak potrafi

Seweryn Wisłocki: - Epifan Drowniak to jedyny artysta z Polski, którego uznano na całym świecie. Ani Matejko, ani Chełmoński nie zdobyli części jego sławy.

Według niego Polacy od początku próbowali wyrywać Nikifora z łemkowskiej kultury. Wisłocki bez wahania wymienia Andrzeja Banacha, powojennego popularyzatora twórczości Nikifora. Wspólnie ze Stefanem Półchłopkiem miał on zacierać łemkowskie korzenie malarza. Dlaczego? - Aby na świecie nie pytano o wysiedlenia Łemków i akcję "Wisła" - dopowiada Aleksander Maślej, były przewodniczący zjednoczenia i prezydent Światowej Federacji Łemków. W domu przechowuje drugą wersję pamiątkowej tablicy na 100-lecie Nikifora. Pierwsza parę lat temu zawisła przy wejściu do greckokatolickiej cerkwi, gdzie ochrzczono Nikifora. Druga - zdaniem Maśleja - powinna bez zmian ozdobić krynickie muzeum malarza. Łemkowski napis "Nikifor, Epifaniusz Drowniak" jest nad polskim tłumaczeniem. - Żadna ustawa nie reguluje, w którym języku ma być powyżej - dodaje Maślej.

Ustalenie prawdziwej tożsamości malarza to dla działaczy zjednoczenia najważniejszy problem obok naprawienia krzywd z akcji "Wisła". Tylko tak można - ich zdaniem - zakończyć pół wieku polonizacji biografii malarza. Mnożą dawne i współczesne przykłady zawłaszczania Nikifora przez Polaków. Jeden z ostatnich to folder reklamowy Muzeum Nikifora, gdzie nawet nie wspomina się, że patronem placówki jest Łemko.

- Nie możemy czekać, aż wymrą wszyscy świadkowie i nie da się zmienić zafałszowanej biografii. Nie można podtrzymywać wyroków urągających prawu! - przekonuje Stefan Hładyk, obecny szef zjednoczenia.

Łemko Krynicki

- Muzeum jest spadkobiercą Nikifora. Nie możemy nic nie robić w kwestii tak ważnej, jak biografia Nikifora - wyjaśnia pełnomocnik Waldemar Bagiński.

- Jesteśmy instytucją naukową, nie możemy upowszechniać niepewnej wiedzy - wtóruje kustosz Wolanin.

Nie dowierza łemkowskim świadkom. Jego zdaniem byli zbyt młodzi, aby znać prawdziwe nazwisko Nikifora, którego on sam nie wymieniał. Zarzuty o polonizowanie artysty kwituje ironicznym uśmiechem.

- Wybrano sobie jedną tezę. Kto jest innego zdania, tego od razu traktują jak polskiego nacjonalistę. Banach już w pierwszej książce napisał, że Nikifor był Łemkiem. Poza tym Krynicki to jedno z najstarszych łemkowskich nazwisk - przekonuje Wolanin.

Sześcioletnie postępowanie przed kilkoma sądami nie wniosło według niego nic nowego, co jednoznacznie wyjaśniłoby pochodzenie malarza. Dlatego w Muzeum Nikifora nie ma dalej ani słowa o Epifaniuszu Drowniaku.

- Prezentujemy tam sztukę, a nie historię procesu - zastrzega Wolanin. - Jeśli ktoś chce czcić Nikifora jako Epifaniusza Drowniaka, to niech buduje mu pomniki, ale nie zmusza do tego innych.

Kustosz subtelności

W rozmowach często tłumaczy się opór muzealników obawą przed ewentualnymi roszczeniami łemkowskich organizacji o spuściznę po Nikiforze. Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu w 1970 r. odziedziczyło największą na świecie kolekcję jego dzieł i pamiątek, ponieważ nikt nie wykazał przed sądem, że jest krewniakiem artysty. W nowosądeckim muzeum nikt ni potwierdza obaw, choć krytykują nadmierną "roszczeniowość" niektórych łemkowskich działaczy i to, że chcą zaistnieć, wykorzystując sprawę Nikifora. Zjednoczenie Łemków zapewnia, że chce tylko umieścić tablicę. Dopiero od niedawna dodaje również postulat zatrudnienia kustosza krynickiej kolekcji ze swojego środowiska.

- Tylko taki fachowiec potrafi oddać wszystkie subtelności łemkowskiej sztuki - wyjaśnia Hładyk.

- Łemko z odpowiednim wykształceniem, jak każdy, może zostać kustoszem - komentuje Wolanin.

Antoni Kroh, znany sądecki etnograf, który przez lata opiekował się zbiorami łemkowskimi w nowosądeckim muzeum, przyznaje, że bliżej mu do stanowiska Łemków. Już 20 lat temu zgodził się umieścić podpis "Epifaniusz Drowniak" pod zdjęciem Nikifora na wystawie łemkowskiej kultury. Nie podziela jednak zarzutów o polonizowanie sławnego malarza: - Poza jednym zdaniem, w którym Banach napisał, że Nikifor jest Polakiem, trudno coś takiego udowodnić - przekonuje Kroh.

Historyczną manipulację biografią Nikifora dostrzega profesor Aleksander Jackowski, największy znawca sztuki naiwnej w Polsce. Sam - jak podkreśla - zawsze traktował malarza jako reprezentanta społeczności łemkowskiej. - Nie mam wątpliwości, że Banach chciał przyciągnąć Nikifora do polskiej kultury. To był taki czas, kiedy się walczyło, aby Polska była krajem jednolitym narodowościowo - opowiada. Jego zdaniem polonizacji miała sprzyjać fikcyjna tożsamość malarza. Tak też rozumie opór muzeum przed zamieszczeniem pamiątkowej tablicy z "właściwym nazwiskiem artysty".

- Nie ma powodów, by wątpić, że malarz urodził się w Krynicy jako Łemko Epifan Drowniak - uważa profesor Jackowski. - Dla mnie liczy się przede wszystkim, że był wybitnym twórcą. Łemkowskim, ale i polskim, jak Picasso, który pozostaje częścią hiszpańskiej i francuskiej kultury.

Ireneusz Dańko

Local Links:

Icon Return to Lemko Home Page


Document Information Document URL:http://lemko.org/lemko/nikifor/nik7.html

Page prepared by Walter Maksimovich
E-mail: walter@lemko.org

Copyright © LV Productions, Ltd.
E-mail: webmaster@lemko.org


LV Productions, Ltd.
c/o Walter Maksimovich
3923 Washington Street,
Kensington MD 20895-3934
USA
© LV Productions, Ltd. 
Originally Composed: March 29th, 2003
Date last modified: