Marian Włosiński, artysta plastyk zdrojowy, kiedy przygarnął schorowanego 67-letniego
Nikifora miał wiele czasu, by go wypytać o jego życie. Ale Nikifor nie lubił
takich rozmów. Ucinał je słowami: "Szkoda gadać, trzeba malować".
Był skromnym malarzem i na pewno nawet
do głowy by mu nie przyszło, że po latach od jego śmierci w sądzie będzie
toczył się sześcioletni spór o jego urzędową tożsamość. Stronami sporu są
Łemkowie i muzealnicy z Nowego Sącza. Pierwsi zabiegają o oficjalne uznanie,
że Nikifor Krynicki to naprawdę Epifaniusz Drowniak. Dyrekcja muzeum w Nowym
Sączu utrudnia zmianę fikcyjnej, ale jednak urzędowej tożsamości.
Przypadkowa zbieżność nazwisk
Dziadek etnografa Seweryna Wisłockiego Harasym znał dobrze matkę Nikifora,
głuchoniemą Ewdokię Drowniak. - Babka Epifaniusza nazywała się Krynicka,
ale to tylko przypadkowa zbieżność z nazwiskiem, które mu wymyślono, żeby
oderwać od łemkowskiej kultury.
Seweryn Wisłocki kilka tygodni temu zeznawał jako ostatni świadek w sądzie
w Muszynie. Od dziadków Gromosiaków i rodziców nieraz słyszał o Drowniku,
bezdomnym, niepełnosprawnym malarzu, który przez wiele lat przed wojną zimował
u nich. Sypiał w komórce pod schodami, a w skrzyni przechowywał swoje skarby
- obrazki, które malował. To nimi rewanżował się gospodarzom za nocleg i
jedzenie. Choć - jak wspomina Seweryn Wisłocki - obrazki dziadkowi się nie
podobały, to trzymał je, żeby nie urazić Nikifora.
- Imię Nikifor utarło się wśród Łemków zastępczo. Epifan jest od dawna
archaiczne. Matka była niemową, tułali się po obcych. Kto miał je zapamiętać?
- Tak tłumaczy, dlaczego artysta samouk nie używał prawdziwego imienia.
Wisłocki wiele razy pisał o słynnym malarzu. M.in. do katalogu na wielką,
retrospektywną wystawę, którą w 1995 r. na 100-lecie urodzin Nikifora zorganizowało
Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie. Wtedy nikt nie prostował "niepewnych
danych". Rok później jednak urzędnicy nie zgodzili się, by zamieścić je na
tablicy pamiątkowej przy wejściu do Muzeum Nikifora w Krynicy.
Dwa nazwiska, dwa języki
Wacław Szlanta, były przewodniczący Zjednoczenia Łemków, podkreśla: -
Nie chcieliśmy narzucać nowego nazwiska, tylko przywrócić rodowe.
Pokazuje trzy projekty tablicy, którą planował wmurować przy wejściu
do Muzeum Nikifora w Krynicy. Na każdym widać duże popiersie artysty w kapeluszu
i z napisem. Pierwotna inskrypcja: "Nikifor, Epifanij Drowniak, 21 V 1895-10
X 1968, ps. art. Nikifor Krynicki". Tylko ostatnie dwa wyrazy były po polsku,
reszta po łemkowsku.
Wygląd tablic oceniała w połowie lat 90. dyrekcja Muzeum Okręgowego w
Nowym Sączu, która wówczas w krynickiej willi Romanówka otworzyła filię ze
zbiorami słynnego prymitywisty. Muzealnikom i władzom wojewódzkim nie spodobało
się określenie "pseudonim artystyczny" w odniesieniu do imienia Nikifor oraz
kolejność napisów (łemkowski nad polskim). Jednak to nie przez to, a przez
podaną przez Łemków datę urodzenia oraz imię i nazwisko twórcy nie zatwierdzono
tablic.
Dane są niezgodne z oficjalną metryką z 1962 r. - orzekli urzędnicy wojewódzcy.
Również władze Krynicy nie zgodziły się, by uzupełnić o taki sam napis płytę
nagrobną Nikifora na cmentarzu komunalnym, choć autor nagrobka rzeźbiarz
Bronisław Chromy nie zgłaszał sprzeciwu i wyraził Łemkom pisemną zgodę na
zmiany.
Wacław Szlanta komentuje całą sytuację jednoznacznie: - Polacy bronią
się przed podaniem prawdziwego pochodzenia Nikifora, bo zbyt wielu uczestniczyło
w zakłamywaniu i polonizowaniu jego rodowodu.
Zmyślona metryka
W 1962 r. sąd w Muszynie nadał malarzowi fikcyjne imię i nazwisko - Nikifor
Krynicki. Wniosek o "ustalenie treści aktu urodzenia" podpisał Stefan Półchłopek,
ówczesny przewodniczący prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Krynicy. Rozprawa
trwała zaledwie dziesięć minut. Jako rodziców artysty wpisano do metryki
nieistniejących Jana i Ksenię Krynickich. Podobnie wskazano datę urodzenia
- 1 stycznia 1895 r.
Stefan Półchłopek nie ukrywa, że podał wówczas zmyślone dane. Zrobił
to, bo - jak twierdzi - nie potrafił ustalić, kim był naprawdę malarz samouk
i kiedy się urodził. Oczywiste wydawało się tylko imię Nikifor. Tak lub podobnie
mówił o sobie sam artysta i podpisywał się na obrazkach.
Dwa lata wcześniej, w 1960 r., Nikifor po tym, jak stracił schronienie
u gospodarzy, którzy bali się zarazić od niego gruźlicą, przyszedł do Mariana
Włosińskiego. Ten przygarnął schorowanego malarza, a w 1962 r. w sądzie uzyskał
formalny status jego opiekuna. Zdaniem Włosińskiego i Półchłopka bez metryki
67-letni artysta nie mógł uzyskać dowodu osobistego ani paszportu i, choć
cieszył się już uznaniem w świecie, nie mógł korzystać z licznych zaproszeń.
Malarz swoje nazwisko Krynicki zobaczył dopiero w dowodzie osobistym. Nic nie powiedział.
W procesie nie występował, bo uznano, że nie będzie w stanie odpowiadać na pytania ze względu na wadę wymowy.
Dzięki dokumentom Włosiński mógł zabrać Nikifora na wczasy do Bułgarii.
- Pierwszy raz leciał samolotem. Myślał, że jest w niebie - opowiada Włosiński,
który ma kolekcję 300 zdjęć Nikifora. Robił mu je od 1950 r. aż do śmierci
artysty. W oparciu m.in. o nie i wspomnienia Włosińskiego powstał scenariusz
do filmu o Nikiforze, który w tym roku zamierza nakręcić Krzysztof Krauze.
Na zdjęciach drobny mężczyzna z wąsikiem na plaży i na wielbłądzie, którego wcześniej nigdy nie widział.
- Nikifor dla Łemków to był żebrak i niedojda. Nawet
gdy zdobył sławę, to się nim nie interesowali. Nie pomagali mu, choć ciężko
chorował na gruźlicę. A teraz wszystkich oskarżają o nieuczciwość - denerwuje
się Włosiński w kuchni pełnej świątków i drewnianych nikiforków.
Świadectwo sąsiadów
- Jak mogliśmy pomagać, skoro wszystkich wysiedlono z Łemkowszczyzny?
Każdy siedział jak mysz pod miotłą ze strachu przed represjami - odpowiada
Szlanta. W imieniu Zjednoczenia Łemków wystąpił w styczniu 1997 r. z wnioskiem
o sprostowanie aktu urodzenia Nikifora Krynickiego. Sądową drogę poleciły
Łemkom władze wojewódzkie.
Łemkowie - prócz odpisu aktu urodzenia i metryki Epifaniusza Drowniaka
- przedstawili świadków. Zeznający ludzie dobiegali 90 lat, znali osobiście
malarza pod nazwiskiem Drowniak.
Anna Lorczak z Krynicy: - Ewdochia Drowniak chodziła po prośbie, żeby swego syna Nikifora wyżywić.
Stefania Czyczła z Zielonej Góry (dawniej z Sołotwiny koło Krynicy):
- Jak zaczął zarabiać, ładnie się ubierał. Przy spotkaniu z nami obracał
się, śmiejąc, i mówił " Nykyfor welki pana". Zawsze chciał się pochwalić
swoim wyglądem.
Stefania Capok z Krynicy: - Przychodził co dnia do cerkwi przed pójściem
na deptak, gdzie malował swoje obrazy, i trzy razy się chrzcił, nisko się
kłaniał przed obrazem Matki Boskiej, bijąc pokłony. To osobiście widziałam
(...) był on częstym gościem w naszym domu i lubił sobie porozmawiać z moim
mężem Stefanem Capkiem.
Ksiądz mitrat Stefan Dziubina, w latach 1942-45 greckokatolicki proboszcz
w Krynicy i spowiednik głęboko religijnego malarza: - Spotkaliśmy się po
latach, kiedy został Nikiforem Krynickim. Powiedziałem wówczas do niego:
"Wy nazywacie się Drowniak, a nie Krynicki". Wtedy odpowiedział, że wie,
ale nie przyznaje się, bo nie jest głupi i nie chce siedzieć w kryminale.
Duchowny twierdził, że Nikifor ukrywał prawdziwą tożsamość, ponieważ
wcześniej był kilkakrotnie wysiedlany podczas akcji "Wisła". Represji miał
też obawiać się Paweł Stefanowski, łemkowski etnograf z podgorlickiej Bielanki,
który w 1960 r. - jeszcze jako student - dotarł do metryki i odpisu aktu
urodzenia Drowniaka.
- W Krynicy Wsi znali go jako Nycyfora Drowniaka, syna głuchoniemej Ewdokii
- zapewnia Stefanowski. Oba dokumenty podają 21 maja 1895 r. jako datę urodzenia
malarza, a Jewdokię Drowniak jako jego matkę. Z metryki znane są nazwiska
akuszerki i księdza, który chrzcił Nikifora.
Stefanowski początkowo swojego odkrycia nie ujawnił. Kilka lat później dowiedział się, że Nikifora nazwano Krynickim.
- Sprawdziłem nawet, czy nie miał brata, do którego pasowałaby znaleziona
metryka. Wspominał przecież, że matka nosiła jakieś dziecko na plecach. Okazało
się, że to siostra, która szybko zmarła - opowiada Stefanowski.
Prymon, Tryfon, Netyfor
Pożółkłe kilkustronicowe akta sprawy z 1962 r. kontrastują z pękatymi
teczkami dokumentów ze współczesnego procesu. Po 40 latach tożsamością artysty
zajmowało się kilka sądów. Prócz zeznań Zjednoczenie Łemków załączyło również
fragmenty artykułów prasowych, książek, a nawet film telewizyjny. Wszystkie
potwierdzają, że Nikifor to Epifaniusz Drowniak.
- Nawet encyklopedia PWN nie poddaje tego w wątpliwość - mówi Stefan Hładyk.
W 1997 r., kiedy spodziewano się końca sprawy, na sali rozpraw nieoczekiwanie
pojawił się pełnomocnik muzeum z Nowego Sącza. Zgłosił swój udział w imieniu
dyrekcji, powołując się na spadek odziedziczony po artyście przez muzeum.
Przedstawił nowych świadków i dokumenty, zakwestionował dotychczasowe dowody.
Zeznania złożyli m.in. Stefan Półchłopek i Marian Włosiński. Kategorycznie
zaprzeczyli, aby artysta używał innego imienia niż Nikifor (Netyfor) czy
Matejko. Potwierdziła to również Helena Jarosz. 74-letnia mieszkanka Muszyny
(z polsko-łemkowskiej rodziny) sama miała zgłosić się do muzeum, aby powiedzieć,
co wie o Nikiforze, a właściwie o Prymonie, bo tak do malarza zwracała się
jej babcia Antonina Platynikowa. Babcia miała też przyjmować na świat syna
głuchoniemej dziewczyny, a nie akuszerka wymieniona w greckokatolickiej metryce.
- Trudno jest dociec prawdy - konstatował kustosz Zbigniew Wolanin, kierownik
działu sztuki ludowej i nieprofesjonalnej nowosądeckiego muzeum. I dodawał
kolejne "biograficzne sprzeczności": - Przed wojną Nikifora znano jako Tryfona.
Wiem to od Mariana Ferka, którym dorywczo jako dzieckiem opiekowała się matka
Nikifora.
Encyklopedyczną notę zrzucił na karb nierzetelności autora. By dodatkowo
zagmatwać sprawę, podał, że w sąsiedniej gminie Uście Gorlickie pod koniec
XIX w. urodziło się dziecko nazwane Nikifor Krynicki. Nie sprawdził - co
jednak później zrobili Łemkowie, że ów Krynicki wyjechał już w 1945 r. do
Związku Radzieckiego.
Postać publiczna
- Ustalenie prawdziwego nazwiska winno być przedmiotem badań naukowych,
a nie sądu - uważa kustosz Wolanin. Mówi, że muzeum dotychczas tego nie zrobiło,
bo interesowało się Nikiforem jako malarzem artystą.
Muzeum zarzuciło łemkowskiej organizacji, że nie ma prawa występować
przed sądem o ustalenie tożsamości artysty, że mogliby to zrobić jedynie
krewni zmarłego, wykazując interes prawny.
W odpowiedzi Zjednoczenie Łemków przypomniało, że ma obowiązek reprezentować,
chronić i pielęgnować swoją kulturę, której "immanentnym składnikiem" jest
postać publiczna, a nie osoba prywatna - Nikifor. Padły przy tym oskarżenia
"o prezentowanie tez z okresu komunistycznego" i próbę zawłaszczenia malarza
przez polską kulturę.
- Nikt nie kwestionuje przecież, że Nikifor był Łemkiem - odpiera pełnomocnik
muzeum Waldemar Bagiński, ale muzeum wciąż uczestniczyło w procesie, który
toczył się w Gorlicach, Nowym Sączu, a w końcu w Muszynie.
Sądowe wystąpienia do archiwów państwowych o dane dotyczące dawnych mieszkańców
Krynicy i okolic potwierdziły w zasadzie, to co już wcześniej było wiadomo:
w 1895 r. w Krynicy Wsi urodził się jeden nieślubny chłopiec - Epifaniusz,
syn Ewdokii Drowniak. Nigdzie nie natrafiono na jego akt zgonu. Nigdzie też
nie znaleziono metryki Nikifora Krynickiego ani podobnego dziecka z Krynicy
Wsi. Wykaz łemkowskich rodzin wysiedlonych z Krynicy w akcji "Wisła", który
mógł rzucić nowe światło na sprawę, nie zawierał listy konkretnych osób.
Łemkowską organizację reprezentował m.in. prof. Hubert Izdebski, warszawski
prawnik, autorytet w dziedzinie prawa cywilnego. Skrytykował państwowe muzeum,
że daje pole do oskarżeń Polski o niewłaściwy stosunek do mniejszości narodowych.
Na jego wniosek ("z uwagi na szczególny charakter sprawy") udział w procesie
zgłosiła prokuratura.
Polak potrafi
Seweryn Wisłocki: - Epifan Drowniak to jedyny artysta z Polski, którego
uznano na całym świecie. Ani Matejko, ani Chełmoński nie zdobyli części jego
sławy.
Według niego Polacy od początku próbowali wyrywać Nikifora z łemkowskiej
kultury. Wisłocki bez wahania wymienia Andrzeja Banacha, powojennego popularyzatora
twórczości Nikifora. Wspólnie ze Stefanem Półchłopkiem miał on zacierać łemkowskie
korzenie malarza. Dlaczego? - Aby na świecie nie pytano o wysiedlenia Łemków
i akcję "Wisła" - dopowiada Aleksander Maślej, były przewodniczący zjednoczenia
i prezydent Światowej Federacji Łemków. W domu przechowuje drugą wersję pamiątkowej
tablicy na 100-lecie Nikifora. Pierwsza parę lat temu zawisła przy wejściu
do greckokatolickiej cerkwi, gdzie ochrzczono Nikifora. Druga - zdaniem Maśleja
- powinna bez zmian ozdobić krynickie muzeum malarza. Łemkowski napis "Nikifor,
Epifaniusz Drowniak" jest nad polskim tłumaczeniem. - Żadna ustawa nie reguluje,
w którym języku ma być powyżej - dodaje Maślej.
Ustalenie prawdziwej tożsamości malarza to dla działaczy zjednoczenia
najważniejszy problem obok naprawienia krzywd z akcji "Wisła". Tylko tak
można - ich zdaniem - zakończyć pół wieku polonizacji biografii malarza.
Mnożą dawne i współczesne przykłady zawłaszczania Nikifora przez Polaków.
Jeden z ostatnich to folder reklamowy Muzeum Nikifora, gdzie nawet nie wspomina
się, że patronem placówki jest Łemko.
- Nie możemy czekać, aż wymrą wszyscy świadkowie i nie da się zmienić
zafałszowanej biografii. Nie można podtrzymywać wyroków urągających prawu!
- przekonuje Stefan Hładyk, obecny szef zjednoczenia.
Łemko Krynicki
- Muzeum jest spadkobiercą Nikifora. Nie możemy nic nie robić w kwestii
tak ważnej, jak biografia Nikifora - wyjaśnia pełnomocnik Waldemar Bagiński.
- Jesteśmy instytucją naukową, nie możemy upowszechniać niepewnej wiedzy - wtóruje kustosz Wolanin.
Nie dowierza łemkowskim świadkom. Jego zdaniem byli zbyt młodzi, aby
znać prawdziwe nazwisko Nikifora, którego on sam nie wymieniał. Zarzuty o
polonizowanie artysty kwituje ironicznym uśmiechem.
- Wybrano sobie jedną tezę. Kto jest innego zdania, tego od razu traktują
jak polskiego nacjonalistę. Banach już w pierwszej książce napisał, że Nikifor
był Łemkiem. Poza tym Krynicki to jedno z najstarszych łemkowskich nazwisk
- przekonuje Wolanin.
Sześcioletnie postępowanie przed kilkoma sądami nie wniosło według niego
nic nowego, co jednoznacznie wyjaśniłoby pochodzenie malarza. Dlatego w Muzeum
Nikifora nie ma dalej ani słowa o Epifaniuszu Drowniaku.
- Prezentujemy tam sztukę, a nie historię procesu - zastrzega Wolanin.
- Jeśli ktoś chce czcić Nikifora jako Epifaniusza Drowniaka, to niech buduje
mu pomniki, ale nie zmusza do tego innych.
Kustosz subtelności
W rozmowach często tłumaczy się opór muzealników obawą przed ewentualnymi
roszczeniami łemkowskich organizacji o spuściznę po Nikiforze. Muzeum Okręgowe
w Nowym Sączu w 1970 r. odziedziczyło największą na świecie kolekcję jego
dzieł i pamiątek, ponieważ nikt nie wykazał przed sądem, że jest krewniakiem
artysty. W nowosądeckim muzeum nikt ni potwierdza obaw, choć krytykują nadmierną
"roszczeniowość" niektórych łemkowskich działaczy i to, że chcą zaistnieć,
wykorzystując sprawę Nikifora. Zjednoczenie Łemków zapewnia, że chce tylko
umieścić tablicę. Dopiero od niedawna dodaje również postulat zatrudnienia
kustosza krynickiej kolekcji ze swojego środowiska.
- Tylko taki fachowiec potrafi oddać wszystkie subtelności łemkowskiej sztuki - wyjaśnia Hładyk.
- Łemko z odpowiednim wykształceniem, jak każdy, może zostać kustoszem - komentuje Wolanin.
Antoni Kroh, znany sądecki etnograf, który przez lata opiekował się zbiorami
łemkowskimi w nowosądeckim muzeum, przyznaje, że bliżej mu do stanowiska
Łemków. Już 20 lat temu zgodził się umieścić podpis "Epifaniusz Drowniak"
pod zdjęciem Nikifora na wystawie łemkowskiej kultury. Nie podziela jednak
zarzutów o polonizowanie sławnego malarza: - Poza jednym zdaniem, w którym
Banach napisał, że Nikifor jest Polakiem, trudno coś takiego udowodnić -
przekonuje Kroh.
Historyczną manipulację biografią Nikifora dostrzega profesor Aleksander
Jackowski, największy znawca sztuki naiwnej w Polsce. Sam - jak podkreśla
- zawsze traktował malarza jako reprezentanta społeczności łemkowskiej. -
Nie mam wątpliwości, że Banach chciał przyciągnąć Nikifora do polskiej kultury.
To był taki czas, kiedy się walczyło, aby Polska była krajem jednolitym
narodowościowo - opowiada. Jego zdaniem polonizacji miała sprzyjać fikcyjna
tożsamość malarza. Tak też rozumie opór muzeum przed zamieszczeniem pamiątkowej
tablicy z "właściwym nazwiskiem artysty".
- Nie ma powodów, by wątpić, że malarz urodził się w Krynicy jako Łemko
Epifan Drowniak - uważa profesor Jackowski. - Dla mnie liczy się przede wszystkim,
że był wybitnym twórcą. Łemkowskim, ale i polskim, jak Picasso, który pozostaje
częścią hiszpańskiej i francuskiej kultury.