Nikifor-Drowniak
Nazwisko Nikifora

Dwudziestego pierwszego maja 1995 roku minie 100-rocznica urodzin Epifana Drowniaka, znanego pod imieniem Nikifor. We wstępie do kolorowego albumu pt. "Nikifor" autorstwa Andrzeja Banacha, (Arkady 1983) ilustrującego twórczość artysty, autor pisze: Pochodził z matki biednej. Na wsi nie lubi się biednych; ubóstwo jest przekleństwem zesłanym przez Boga, jak kalectwo, a matka Nikifora była też kaleką, i w dodatku Rusinką, co także nie ułatwiało jej życia. A syn był, oczywiście, nieślubny.
        Kiedy powrócimy do Krynicy, do XIX wiecznych realiów wsi łemkowskiej, jawi się nam los ubogiej matki Nikifora. Urodziwszy nieślubne dziecko, nie miała łatwego życia, również pośród swoich. To był nie tylko niedopuszczalny występek, grzech, ale ujma dla rodziny. W owym czasie posyłanie na służbę było rzeczą zupełnie normalną, nie tylko w rodzinach biednych - na chleb należało zapracować. Tak też było w przypadku matki Nikifora, Eudoki Drowniak, a po incydencie z nieślubnym synem, rodzina wyrzekła się córki. Z relacji p. Stefanii Krynickiej, matka Nikifora służyła u swoich i tam też ujrzał świat boży przyszły Matejko.
        Dalsze losy nowonarodzonego toczyły się zgodnie z chrześcijańskimi regułami. Dziecko należało ochrzcić! Ochrzcić szybko, bo Nikifor był od urodzenia słabowitym, bez zbędnych ceremonii, bo któż by się zajmował bękartem, (z łemkowskiego: kopyla). Ów epizod został zapisany wspaniałą kaligrafią, ręką miejscowego parocha, dwujęzycznie, w cerkiewnej księdze pod Nr 35 na rok 1895. Brzmi on następująco:


Eudokia Drowniak, wyrobnica, urodziła syna: Drowniaka Epifaniusa, dnia 21 maja 1895 roku; ochrzczony i bierzmowany w dniu 22 maja 1895r. w cerkwi grecko-katolickiej w Krynicy-Wsi. Urodził się w domu Nr 49. Położna: Akulina Szkwarła. Ojciec nieznany. Matka: Eudokia Drowniak, córka Grzegorza Drowniaka i Tatianny z rodu Krynickich z Powroźnika, wyrobnica, głuchoniema, zamieszkała w miejscu. Rodzice chrzestni: Andrzej Kozak i Katarzyna, wdowa po św.p. Jakubie Rystweju - rolnicy miejscowi. Chrzcił i bierzmował: Mikołaj Korpaś - gr. kat. cooperator w Krynicy.

Odpis metryki (w powyższym brzmieniu) wystawił 20 maja 1960 r. kierownik USC Stanisław Jawor - zaś otrzymał w obecności Nikifora, p. Paweł Stefanowski, łemkowski etnograf, który już w latach pięćdziesiątych był zaprzyjaźniony z malarzem. Kiedy prześledzimy specjalnie przygotowany dla letników plan Krynicy z 1928 roku, obrazujący liczbę pensjonatów, willi i domów z pokojami dla gości, odnajdziemy na przeciw obecnego szpitala miejskiego, dom Drewniaków (czyt. Drowniaków) jak i dom chrzestnego Nikifora - Kozaka. (domy te oznaczone są we wspomn. publik. pod Nr. 300 i 303).
        Komu to, i po cóż potrzebne?

        Ano, kiedy przez lata utajnia się pochodzenie malarza, fakt ten bulwersuje społeczność łemkowską, która ma również powody czuć się niechcianą, gorszą, spychaną poza społeczne i kulturowe ramy. Wielcy tamtego okresu, nie chcąc ujawnić łemkowskiego oblicza Nikifora, urzędowo nadają mu nazwisko Krynicki. Pewnie, nie stanowi to powodu do gniewu, gdyż autentyczność nazwiska nie jest przypadkiem ale w stosunku do jego babci... z Krynickich.
        Dociekliwi zapytają - no, ale skąd to Epifan - Nikiforem ? Zwykle dla bękarta, ksiądz nie nadawał poważanych w lokalnej społeczności imion, wręcz przeciwnie, dla podkreślenia występku dziewczyny, wyszukiwał brzydkie - niepopularne, często kojarzone z pogardzanymi postaciami. Imię Epifan u Łemków nie było znane, więc ci, pośród których żył, nazwali go swojsko - Nikiforem (Netyforem). Czy potrzeba zapewniać, że w księgach parafialnych grecko- katolickiej parafii w Krynicy Wsi znajdujących się obecnie w USC, nie znajdziecie drugiej... głuchoniemej wyrobnicy z nieślubnym dzieckiem! Nie ma też racji ten, kto twierdzi, że Nikifor był niemową. Owszem był polskim niemową, gdyż nie znał języka, a sepleniąc, był zrozumiały tylko dla Łemków. W latach trzydziestych ukraiński malarz Roman Turyn pracujący w Krynicy, zimą 1931r. zaprzyjaźnia się z Nikiforem, zleca opiekę nad samoukiem, pomaga materialnie, mieszkając w pensjonacie "Władysława" i "Słotwinka". W czerwcu organizuje wystawę Nikiforowych obrazków we Lwowie, później w 1932r. dołączył jego prace do wspólnej wystawy w Paryżu (organizowanej przez Ukrainskyj Nacjonalnyj Muzej ze Lwowa: wystawiali tam malarze francuscy włoscy i ukraińscy). W 1938 r. Jerzy Wolf pisze obszerny artykuł w "Arkadach" po lwowskiej wystawie 105 prac Nikifora. Czyżby już wówczas Nikifor był bez nazwiska? Sądzę że nie, gdyż wtedy wystarczyło zapytać ludzi w Krynicy-Wsi. Nazwisko Nikifora było znane w powojennych publikacjach emigracyjnych Kanady i USA. Cytują je także niezmordowani, powojenni odkrywcy Nikifora - ludzie ugruntowujący jego sławę - Ella i Andrzej Banachowie z Krakowa. We wspomnianym albumie mówią o matce Nikifora jako o ... Marii Derewniak. Ciepło, ciepło, jesteśmy blisko! Wg. Seweryna A. Wisłockiego, Banach musiał znać personalia Nikifora, kiedy w "Historii o Nikiforze" (str. 43), opowiada jak próbował ocalić Nikifora od wysiedlenia. Cytuję: Pewnego dnia przyniósł (Nikifor) jakieś papiery groźne, a resztę dopowiedział niewyraźną mową". Papiery dotyczące wysiedlenia musiały zawierać dane osoby wysiedlanej. Konkludując, autor nie wątpi, że Banach te personalia znał. Znał przed podjęciem decyzji o nadaniu nowego "nazwiska". Ponadto Wisłocki potwierdza, że Nikifor długie lata mieszkał w Krynicy Dolnej przy ulicy Kraszewskiego 147, w domu jego dziadka, Harasyma Gromosiaka. Tam też przechowywał dorobek artystyczny z okresu przedwojennego, który zakupił autor "Nikifora".
        W tym miejscu należy przypomnieć osobom, które twierdzą, że nie jest naprawdę istotne jak nazywał się Nikifor. Szacowni Panowie, tylko w znanym nam czasie i systemie utajniano lub odbierano nazwiska - deptano ludzką godność. Sądzę, że dzisiaj minął czas aby ten proceder przedłużać. Zdaję sobie również doskonale sprawę, że dla świata sztuki prawdziwe nazwisko Nikifora może nie oznaczać wiele, dla ludzi minionej epoki brzmiało będzie dalej nie po ludzku, zaś dla Łemków znaczy wszystko, i będzie zupełnie naturalne, swojskie. Będzie również symbolem, wyznacznikiem losu tego społeczeństwa; wyszydzanych i wypędzonych jak on, i jak on bezimiennych w społecznym morzu, w ojczyźnie bez ojczyzny.
        Poprzez analogię, nie tyle losów co przynależności, warto przytoczyć drugie nazwisko: Andryj Warchoła - Endy Warhol, łemkowski chłopiec, który zadziwił swoją sztuką nie tylko Amerykę tworząc nowy kierunek w malarstwie - pop art. W opinii znawców jawił się Czechem, Słowakiem, a ostatnio Rusinem ze Słowacji, co jest prawdą ostateczną i o czym spieszę donieść. Na jego grobie w Pittsburgu (Pensylwania) widnieje trójramienny krzyż. Nikifor nie ma żadnego...
        Niech więc Nikifor dalej funkcjonuje w świecie sztuki jako Nikifor, gdyż tworząc, stał się postacią ponadnarodową, wręcz legendą. Niezależnie od tego faktu, jego dane biograficzne, historycy sztuki winni uzupełnić: Nikifor (z pochodzenia Łemko, prawdziwe nazwisko: Epifan Drowniak) ur. 21 maja 1895 r. w Krynicy. To wystarczy!

Kim był Nikifor po 1947 roku,

kim stała się społeczność łemkowska po wysiedleniu w wyniku tzw. Akcji Wisła? Losy Nikifora obrazuje w opisach odkrywca malarza - Andrzej Banach. Nie mógł pisać inaczej. To zaś, jest dowodem na dyskryminowanie mniejszości, wręcz rugowanie jej z życia publicznego. Jednych można było zastraszyć, innych przysposobić do nowej sytuacji, a pozostałych przemilczeć, odsyłając w kulturowe zapomnienie. Dotyczy to również spadku po Łemkach, ich wielowiekowego kulturowego dorobku; architektury sakralnej, ikon, wreszcie całej masy kamiennych krzyży, kapliczek, drewnianej wsi łemkowskiej. O tych sprawach należało m i l c z e ć ! Cytując obszerne fragmenty pracy Andrzeja Banacha"Nikifor" - Arkady 1983, sami sobie odpowiemy na wiele dręczących nas pytań.
        ... Nikifor żebrał i malował, z tą możliwością zmiany, że zależnie od nastroju władzy miejscowej, odbierano mu prawo do jednego albo drugiego. Gdy mu konfiskowano obrazki, prosił o jałmużnę. Wtedy prześladowali go żebracy fachowi. Nikifor żebrał źle, zarozumiale i dla przyjemności(...) Zajmowałem wysokie stanowisko, podpisywałem "za wojewodę", przyjeżdżałem do Krynicy na inspekcje. Znałem przewodniczącego miejskiej rady, dyrektora uzdrowiska, naczelnego lekarza. W granicach prawa mogłem załatwić dla Nikifora wszystko, w istocie nie potrafiłem załatwić nic. Nawet z pomocą urzędników w Krakowie, moich kolegów(...) Prośby moje narażały mnie na śmieszność: broniłem żebraka, stawałem przy nim, razem z nim. Traciłem autorytet, nie zyskiwałem w zamian niczego. Pomoc dla człowieka mogła nadejść tylko przez uznanie dla artysty(...). Odkrycie Nikifora, problematyczne i śmieszne, uznanie żebraka za malarza równorzędnego, a nawet świetnego, godziło w podstawy hierarchii oficjalnej sztuki i nauki o sztuce(...) Nikifor nie był twórcą ludowym ani amatorem; nie był członkiem związku plastyków, nie należał do stowarzyszenia głuchoniemych. Chodził do cerkwi, nie do kościoła. Nawet polskość jego była podejrzana(...) Dlatego pierwszą książkę o Nikiforze odrzucano mi pięć razy(...) Chcieliśmy zaprosić Nikifora na obiad do restauracji "Krynicka". Nie chciał wejść, bo wiedział, że go stamtąd wyrzucą, nawet w naszym towarzystwie(...) Gdy Nikifor miał wielkie kłopoty w Krynicy, gdy milicja nie pozwalała mu zakładać pracowni malarskiej w parku, gdy odebrano mu papier, pędzel i farby jako dowody niepoprawnego włóczęgostwa i żebractwa, mistrz pokazywał swój autoportret, z prawą ręką podniesioną do góry, w stroju biskupa, jako dowód osobisty. Był przekonany, że z takimi papierami ma prawo żyć w spokoju, żebrać dalej i malować. Nie potrzebował nazwiska. Podpisywał sie "Nikifor malarz" albo "Nikifor Matejko", czyli malarz nad malarzami.
        Jako dziecko czuł się człowiekiem zupełnym jedynie w cerkwi, gdzie nie musiał mówić, gdzie mógł słuchać życzliwego głosu organów gdzie ze ścian patrzyli na niego z przyjazną grozą ruscy święci. Gdy wychodził na ulicę i wracał do domu, wracały z nim nędza i kalectwo(...) Matka wymagała od niego pomocy, ale on tego nie potrafił. Spostrzegł wreszcie, że umie zrobić tylko jedną rzecz: namalować obraz. Ponieważ święci na obrazie uśmiechali się do niego i jemu samemu obraz się podobał, więc trzeba było tylko przekonać bliskich i niechętnych mu ludzi, że malując obrazy ma prawo do życia takie samo jak wszyscy inni. A nawet prawo lepsze. Nikifor nauczyciel, Nikifor biskup, Nikifor święty, z palcem podniesionym na obrazie, napomina ludzi aby przejrzeli. Aby zobaczyli, że maluje świetnie i święte obrazy, aby je kupowali i zabierali do domu.
        Nikifor urodził się na granicy Wschodu i Zachodu: przeżył dwie wojny, doświadczył przemocy nieprzyjaciela, po drugiej wojnie był przesiedlony. Wyrzucono go z Krynicy, bez której nie mógł egzystować(...) Nasza wiedza o Nikiforze jest wąska. Utworzyła się legenda o nim, zbudowana na książkach. Poza legendę nikt nie wychodzi, nie próbuje nikt jej zaprzeczyć. Nie wiemy co robił przed rokiem 1947. Autoportrety mistrza w krajobrazie, czyli "Powroty z pracy" mają w tle cerkiew. W malarstwie Nikifora spotyka się wyznanie greckie z rzymskim. Jako dziecko, i później, Nikifor chodził do cerkwi, po drugiej wojnie - do kościoła. Na obrazach malował świątynie łączące te wyznania. Na pogrzebie Nikifora śpiewali katoliccy księża, ruscy duchowni i ruskie mniszki.

Dlaczego Nikifor żebrał,

czy było to tylko dla przyjemności, czy dla oszukania władzy? Zapewne nie. Po wysiedleniu ludności łemkowskiej w 1947 r. Nikifor trafia w północne rejony Polski, w okolice Szczecina. Zaświadcza o tym jego malarstwo z tamtego okresu (malował w każdej sytuacji), przepełnione kolorem morza, ludzi z molo, pod plażowymi parasolami. Nie bacząc jednak na rygory dekretu o wysiedleniu (bądź nie rozumiejąc sytuacji), wraca pieszo, koleją, autostopem do ukochanego zakątka, miejsca rodzinnego, do Krynicy. Ale w Krynicy nie ma Łemków. Nie ma Łemków w okolicznych, znanych mu miejscowościach, nie ma Łemków w polskiej części Karpat. Jakaś nieznana mu siła wymiotła kilkuset tysięczny lud z tego skrawka ziemi. Oni, a więc i on nie mają własnego domu. W Krynicy-Zdroju spotyka zaledwie kilka rodzin łemkowskich, podobnie jak w Tyliczu, gdzie pozostać mogły tylko rodziny mieszane. Więc staje się przymusowym wędrowcą, podróżuje pomiędzy Tyliczem a Krynicą, mieszka kątem, przeistacza się w żebraka.
        Władza nie poprzestaje na zrealizowaniu dekretu o wysiedleniu, stawia kolejny szlaban: zakaz stałego meldowania w powiecie nowosądeckim Cyganów i Łemków (podobno do dziś nie anulowanym). Uniemożliwia to powroty Łemków do rodzinnych stron. Nikifor nie mając stałego zameldowania zostaje powtórnie wywieziony. Wg. wypowiedzi Antoniego Kroha w filmie o życiu i twórczości Nikifora "Jurydywyj" - TVP Kraków 1994r. - wywożono go z Krynicy trzykrotnie. Zawsze wracał. Przymusowe podróże bez biletu nie były bez znaczenia dla jego psychiki. Fakt ten również zajmuje szerokie odbicie w twórczości. Smutne, opustoszałe dworce kolejowe, wijące się dziesiątki torów, odległe i nieznane miasta, miasteczka, powracają jak zły sen, jak bumerang w malarskich motywach Nikifora. Wymuszona tułaczka przyczyniła się do pogorszenia stanu zdrowia, w konsekwencji do gruźlicy. Wspomniany A. Kroh publikując w "Dunajcu" materiał o Nikiforze, stwierdzał, że nowa Krynica nigdy nie zaakceptowała Nikifora. Relacjonując krytyczny moment śmierci malarza, pisze: nie chciano go pochować w obecnym miejscu, by nie znieważał zacnych, krynickich nieboszczyków.

Znany w kraju i świecie

łemkowski rzeźbiarz (rodem z Florynki k/Grybowa) Grzegorz Pecuch, absolwent zakopiańskiej szkoły Kenara i warszawskiej ASP, będąc w 1957r. w Krynicy, spotyka Nikifora w "przybulwarowym atelie". Rozmawia z nim, wreszcie próbuje utrwalić mistrza, szkicując portret pochylonego nad swoją pracą Nikifora. On, widząc, że Pecuch robi szkic, przerywa malowanie. Kiedy dostrzega, że rysunek przedstawia go w pozycji pochylonej, z opuszczoną głową, reaguje impulsywnie, a zarazem pouczająco: tak ne treja! (co oznaczało: tak nie trzeba). Wziął karton i ołówek do ręki poprawił szkic tworząc własny autoportret z podniesionym czołem, w kapeluszu i krawacie. Oddając go Pecuchowi, powiedział: tak treja! (tak trzeba). Chciał, aby przedstawiano go jako człowieka eleganckiego, dobrze ubranego pana, śmiało patrzącego przed siebie, nie poddającego się w zmaganiach z losem. W korespondencji p. Grzegorz Pecuch napisał, że wiele skorzystał z tej rady, zaś Nikifor był dla niego przykładem, jak należy rozumieć sztukę.

Mijające pięćdziesięciolecie

przerażało i nadal przeraża wielu ludzi. Kiedy czytam słowa Andrzeja Banacha: nawet polskość jego była podejrzana(...) Dlatego pierwszą książkę o Nikiforze odrzucono mi pięć razy... słowa te zastanawiają, nakazują zapytać; cóż mógł powiedzieć w owym czasie o sobie, o swoim bólu przeciętny Łemko, jeżeli Polak z pozycją p. Banacha do powiedzenia miał niewiele? Czyżby bicie głową o mur było jedynym sposobem? Podejrzewam, że inaczej nie pozostałby ślad po Nikiforze.                 Również czas obecny nie napawa zbytnim optymizmem. Brak szerszego zrozumienia dla spraw innych ludzi, odmiennych kulturowo, religijnie, wywołuje podobne pytania. Jakże trudno, czasem wręcz niemożliwym staje się uzyskanie choćby symbolicznej pomocy dla kultury Łemków, dla młodych twórców, wydawanych publikacji, itd. Dlatego dla mnie, słowo tolerancja jakim się często szachuje, rozmienia się "na drobne" - zaczyna brzmieć złowrogo. Ja nie chcę być tolerowany! Z gruntu rzeczy jest to stawianie w pozycji gorszego. Czy słowo "gorszy" ma oznaczać tolerancję ? Czy nie lepiej - partner?


Wiedza o Nikiforze


zapewne nie jest bogatą w wątki biograficzne. Sami Łemkowie nie mieli fizycznej możliwości zaświadczać o jego życiu - byli nieobecni. Ci, którzy powracali, bojąc się kolejnych represji, z reguły nie ujawniali swego pochodzenia. Ten stan praktycznie trwa do dziś - może warto zastanowić się nad jego przyczyną ? Można jedynie potwierdzić, że nic tak nie boli, jak świadomość, że nie jest się sobą ! Trwanie w nie swojej roli, doprowadziło część społeczności łemkowskiej do kulturowej degradacji, wyrzeczenia się własnych korzeni. Ludzie "przemianowani" (czytaj spolonizowani) nie wnoszą niczego pozytywnego do żadnej z kultur. To zbyt cierpkie słowa, ale mówić trzeba, choćby ze świadomością straconego półwiecza.
Sława Nikifora
przyszła wraz z wernisażem jego prac w galerii Diny Wierny w Paryżu, 15 kwietnia 1959r. jaką przygotowali Ella i Andrzej Banachowie. Zapewne był to bilet wstępu do światowej czołówki. Wystawa przyjęta życzliwie, wręcz entuzjastycznie. Było to jednoczesne otwarcie "drogi na zachód" całemu polskiemu malarstwu po 1945 roku. Później, bo już w październiku był Amsterdam, gdzie obok prac Nikifora wystawiono Chagala, Van Gogha, w listopadzie Bruksela i Le'ge. Wszędzie entuzjazm. "Me'tropole" z dnia 18 listopada 1959r. pisał: To bardziej przekonywujące niż Celnik Russeau. Czwartego lutego 1960 roku swoje podwoje dla sztuki Nikifora otwiera Muzeum Sztuki Nowożytnej w Hajfie i Jerozolimie. Rok 1961, galerie i muzea: Frankfurt n/Menem, Baden-Baden, Hanower, Bazylea. Następnie był Rzym, Knokke-Le-Zonte, Wiedeń, Chicago, Londyn.

Nikifor stworzył tysiące akwarel.

Jest wielkim dlatego, że jest inny, gdyż oglądając jego prace mówimy N i k i f o r y. Malując rzeczywistość, świat, uczynił to tak, jak nikt przedtem. Jego malarstwo wypełnia ruska dusza Łemka, asceza zastygła w czasie i postaci, symbolika surowości i ekspresji malarstwa wschodniego. Do bólu doprowadzona doskonałość kolorystyczna stawia jego malarstwo na wyżynach sztuki. Szkołą Nikifora - akademią malarstwa - była od dziecięcych lat cerkiew, jej wnętrze harmonijnie wypełnione ikonami, podniosły nastrój świąt, jak również niezwykła uroda drewnianych budowli, architektura domu bożego. Wpatrując się godzinami w ikony, tworzył własny świat, własną świątynię ducha jaką zabierał do domu. Widzimy na jego obrazkach bogate wnętrza, postaci stworzonych proroków, wille i krynickie biura, stacje kolejowe. Krajobrazy wypełnia beskidzka architektura jak i świat odległych i fantastycznych miast, jakie istniały jedynie w jego wyobraźni. Pośród miast i krajobrazów nie spotykamy gwarnych tłumów. Jest tam postać w kapeluszu, dobrze skrojonym płaszczu i krawacie. To Nikifor. Nikifor idący do cerkwi, Nikifor pan, Nikifor urzędnik prowadzący zebranie, święty w mitrze przy ostatniej wieczerzy to też Nikifor. To on w swojej prawdziwej i wyśnionej rzeczywistości. Granica pomiędzy realnym życiem a snem jest płynna, a raczej jej nie ma. Być może pragnienie zapomnienia trudnej codzienności powodowało, że uciekał się w swoim malarstwie do świata wyimaginowanego. Jednak wszystko co było mu bliskie na tej ziemi, znalazło swoje odbicie w jego malarstwie - modlitwie barw i znaczeń.
        W roku 1967 otwarto wielką ekspozycję w "Zachęcie", zaś jesienią 1968r. przygotowywano wystawę w Kijowie. Nikifor tej wystawy nie doczekał - umiera przepełniony westchnieniem jodłowej głuszy, wśród łemkowskich Karpat, we wsi-kurorcie - Foluszu. To właśnie listopad kolorami jesieni maluje niedokończony obrazek Nikifora. Krople deszczu spływają zamglonym szpitalnym oknem, za którym pozostaje On i jego inny, jakże nieziemski świat. A może Nikifor pragnął właśnie, by świat tak wyglądał, by człowiek człowiekowi ufnym pozostawał i by nie zabrakło w nim miejsca dla Drowniaków - jego łemkowskich braci.

Władysław Graban(Krynica)


1. M. Siwicki Czy Nikifor był Polakiem, "Życie Literackie" Nr 33 z dnia 15.0.8..1985 r.
2. M. Szczyrbuła Czy Nikifor był... "Życie Literackie" z 22.o91985r.
3. Seweryn A. Wisłocki, "Polska Sztuka Ludowa" Nr3-4/1985
4. W cerkwi Nikifor nie mógł "słuchać" organów, gdyż w obrządku wschodnim instrument ten zastępuje wielogłosowy chór.

P.S.         Po 27 latach od dnia śmierci Nikifora otwarto jego muzeum w Krynicy. W słoneczne południe 31 stycznia, wojewoda nowosądecki p. Wiktor Sowa przeciął wstęgę otwierając Muzeum Nikifora - Galerię Sztuki "Romanówka" Stała się ona oddziałem Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. Ekspozycję prac Nikifora przygotował Zbigniew Wolanin - komisarz wystawy. Jest największą od czasu zorganizowania wielkiej ekspozycji w "Zachęcie" w 1967r. i liczy 215 prac, a także wiele fotografii z ostatnich lat życia artysty, nieliczne pamiątki: łemkowską malowaną skrzynię tzw. ładę, w której gromadził swoje skarby, kasetki na farby oraz pędzle, pieczątki jakimi stemplował swoje obrazki, stary budzik, radio tranzystorowe i wiele innych drobiazgów. Wśród nich, jest stustronicowy modlitewnik ręcznie namalowany przez Nikifora.
        "Romanówka" - to stara krynicka willa, która liczy sobie ponoć 140 lat i jest reprezntatywna dla dawnej architektury uzdrowiska. Przeniesiono ją nad Kryniczankę przy Bulwarach Dietla. Była ruiną - jej remont pochłonął blisko pięć miliardów złotych. Koszta te pokrył skarb państwa, ale jak wspomniał Stanisław Śmierciak - "Gazeta Krakowska" Nr 25 z dnia 30.01.1995 r: (...) tak naprawdę to swe muzeum w ukochanej Krynicy sfinansował sam Nikifor. Marzył o własnej galerii pod Górą Parkową. Zostawił malowany świat wyobraźni, a na 3 książeczkach oszczędnościowych wielką na owe czasy kwotę 367 tys. zł. Do tego doszły jeszcze pieniądze za sprzedany na licytacji samochód "warszawa". Przejął je wówczas skarb państwa. Tak więc okazuje się szacowny oponencie, że "wielkiemu Łemko" - jak go okresliłeś, miniona epoka nie zafundowała wiele. Więc nie podzielę zdania... by nie dzielić "sukcesu" !        

June 18, 1995.
Władysław Graban



Icon Return to Lemkos Home Page

Document Information

Document URL: http://lemko.org/lemko/nikifor/nik5.html


E-mail: walter@lemko.org

Copyright © LVProductions, Ltd.

Originally Composed: November 3rd, 2002
Date last modified: