Grażyna Maskiewicz
SPIS TREŚCI


  1. WSTĘP
1. Łemkowie i Łemkowszczyzna przed 1947 rokiem 5
2. Dzieje wsi Czertyżne do 1947 roku. 16
3. Geneza i przebieg akcji „ Wisła” 30
4. Przebieg wysiedlenia i rozsiedlenie mieszkańców Czertyżnego na Ziemiach Zachodnich. 44
5. Losy wsi Czertyżne po wysiedleniu mieszkańców i próby powrotu Czertyżnian na Łemkowszczyznę. 56
6. ZAKOŃCZENIE 67
7. BIBLIOGRAFIA 68
8. ZAŁĄCZNIKI 72
9. FOTOGRAFIE 100

WSTĘP
Niniejsza praca jest próbą odtworzenia historii małej łemkowskiej wsi Czertyżne oraz losów jej mieszkańców, którzy to zostali przesiedleni na Ziemie Zachodnie w ramach akcji „Wisła”. Wioska ta jest obecnie zupełnie zapomniana, istnieje jedynie w pamięci nielicznych już Łemków, którzy przez ponad pół wiekiem zmuszeni byli do opuszczenia swoich rodzinnych stron na skutek działań ówczesnych władz Polski stosujących odpowiedzialność zbiorową w konflikcie polsko – ukraińskim. Polityka asymilacji mniejszości narodowych w celu stworzenia społeczeństwa jednonarodowościowego doprowadziła do tego, że wielu z Łemków zapomniało gdzie mieszkali ich przodkowie i nazwy wielu miejscowości Beskidu Sądeckiego nie wywołują w nich żadnych reakcji emocjonalnych. Pokolenie to zżyło się już z terenami na których mieszka obecnie i niewielu Łemków decyduje się na powrót „w góry”.
Celem mojej pracy nie jest jednak wypominanie Łemkom, że odcinają się od własnych korzeni, chcę tylko opisać historię miejscowości o której zapomnieli już prawie wszyscy.
Wszystkie używane przeze mnie pojęcia mają charakter umowny. Używam określenia „ludność ukraińskojęzyczna” z tej racji, że nie wszystkie grupy podlegające przesiedleniu miały skrystalizowaną ukraińską świadomość narodową /dotyczy to głównie Łemków/. nie jest to jednakże kategoria różna od haseł „Ukraińcy”, „ludność ukraińska”, sygnalizuję złożoność problemów etnicznych.
        W pracy używam słów „deportacja”, „przesiedlenie” na określenie przymusowej zmiany miejsca zamieszkania, terminem „przesiedleniec” określam osobę, którą objęła deportacja.
        W minionym półwieczu w polskiej literaturze etnologicznej i socjologicznej ukazało się niewiele prac poświęconym Łemkom. Spośród nich najbardziej znaczące są pozycje autorstwa A. Kwileckiego (głównie wydana w 1974r praca „Łemkowie. Zagadnienia migracji i asymilacji”) oraz K. Pudło (przede wszystkim „Łemkowie. Proces wrastania w środowisko Dolnego Śląska 1947-1985), a także wydana książka pod redakcją J. Czajkowskiego „Łemkowie w historii i kulturze Karpat”.
        Natomiast literatura dotycząca akcji „Wisła” jest stosunkowo liczna. Na pierwszym miejscu należy wymienić pracę E. Misiło pt. „Akcja „Wisła”, która jest zbiorem nie publikowanych dotąd dokumentów na temat akcji „Wisła”. Niezwykle cenną jest również pozycja „Droga na zachód” autorstwa R. Drozda, będąca jedynym jak dotąd kompleksowym omówieniem osadnictwa w ramach akcji „Wisła”. Praca wyczerpująco omawia większość zagadnień związanych deportacją. Natomiast przebieg akcji „Wisła” na Środkowym Nadodrzu omawia dogłębnie S. Dudra w książce „Łemkowie. Deportacja i osadnictwo ludności łemkowskiej na Środkowym Nadodrzu w latach 1947-1960”. Cenne dla poznania problematyki związanej z deportacją 1947 roku są również opracowania A. Chojnowskiej i G. Łukasiewicza. Zagadnienia wojskowe akcji „Wisła” omawia natomiast I. Blum.
        Duży wkład w omówienie konfliktu polsko-ukraińskiego wnieśli tacy autorzy, jak A. B. Szcześniak i W.Z. Szota, T.A. Olszański, R. Torzecki. Problematykę tą poruszają również prace E. Prusa i M. Siwickiego, których wartość jest jednak niska ze względu na tendencyjność zamieszczonych materiałów.
        Do publikacji na temat historii Czertyżnego do 1945r. nie dotarłam, istnieją tylko krótkie wzmianki w takich pozycjach jak J. Czajkowski „Studia nad Łemkowszczyzną”, K. Pieradzka „Na szlakach Łemkowszczyzny”, T.M. Trajdos „ Almanach Karpacki”, D. Blazenowskij pozycje te jeżeli chodzi o dane źródłowe na temat Czertyżnego w dużej mierze opierają się na wiadomościach zawartych w opublikowanych szematyzmach.
Poza tym w pracy tej wykorzystałam publikacje znajdujące się w „Polityce”, „Watrze” i „Gazecie Wyborczej”, których archiwa są dostępne w witrynach internetowych. Skorzystałam również ze stron internetowych {organizacji łemkowskich(? wm)} w USA tj. www.carpatho-rusyn.org oraz www.lemko.org gdzie umieszczane są materiały umożliwiające „znalezienie korzeni” przez Łemków będących obecnie obywatelami amerykańskimi.
        Podstawą źródłową są jednak materiały uzyskane poprzez wywiady z mieszkańcami Czertyżnego pamiętającymi jeszcze jak wyglądała ich rodzinna wioska i jaki przebieg miała deportacja za Ziemie Zachodnie. A zwłaszcza udostępnione mi przez Annę Madzelan dokumenty oraz wspomnienia spisane przez jej ojca –Sylwestra Madzelana, którzy jako jedni z nielicznych próbują walczyć o odzyskanie wsi. Relacje te z uwagi na znaczny upływ czasu i zaangażowanie emocjonalne moich rozmówców są bardzo osobiste i w większości przypadków dotyczą bardziej indywidualnych losów każdego z nich, niż historii zbiorowości jaką była wieś Czertyżne. Z uwagi na brak szczegółowych opracowań dotyczących wielu łemkowskich miejscowości, miedzy innymi Czertyżnego, to właśnie opowieści byłych mieszkańców są podstawowym źródłem wiedzy o wyglądzie wsi, jej dziejach i ludziach którzy tam żyli.

  1. Łemkowie i Łemkowszczyzna przed 1947 rokiem
        Nazwę Łemko, Łemkowie używam na określenie najbardziej na zachód zamieszkałej grupy górali ruskich (ukraińskich), których tradycyjne siedziby znajdują się na terenie Karpat Środkowych. Łemkowie mieszkali zarówno po północnej (polskiej) stronie Karpat
(Beskid Niski, skrawek Sądeckiego), jak i po stronie południowej (słowackiej). O ile jednak siedziby Łemków w Słowacji pozostały do dziś na starym miejscu, o tyle Łemkowie polscy w wyniku powojennych przesiedleń znaleźli się częściowo na terenie polskich województw zachodnich i północnych, a tylko w niewielkiej ilości mieszkają na dawnym obszarze górskim.
        Etnonim „Łemkowie” pochodzi od słowa „łem” (co znaczy „tylko”) używanego przez omawianą grupę ludności, a nie znanego innym dialektom ruskim (ukraińskim). Nazwa miała początkowo charakter przezwiska ludowego i powstała prawdopodobnie na pograniczu gwar bojkowskich i łemkowskich, a to głównie przez nadużywanie przez Łemków wspomnianego słówka „łem”. Zdaniem R. Reinfussa oznaczała ona „Rusina mówiącego nieczysto po rusku”. Sami Łemkowie określali się najczęściej Rusnakami, bądź Rusinami.
        W literaturze nazwy Łemkowie jako pierwszy użył na Słowacji etnograf J. Čaplovič w pracy „Etnografickë pozorowania z Uhorska z roku 1820”.
Po stronie północnej nazwę powyższą spotyka się po raz pierwszy w pracy Osypa Lewyckiego „Gramatik der ruthenischen oder kleinrussichen Sprache in Galizien”. Następnie spotykamy ją u Szafarzyka w 1837 r. W jego „Słowackich Starożytnościach” stopniowo zaczęli ją używać również inni naukowcy i od drugiej połowy XIX w. zaczęła zdecydowanie przyjmować się w literaturze.
        Nadana Rusnakom w literaturze i publicystyce nazwa Łemkowie zaczęła się upowszechniać wśród nich samych, zwłaszcza w środkowej i zachodniej części ich obszaru etnicznego, przyjmując na przełomie XIX i XX wieku również sens polityczny. Jednakże na dobrą sprawę wśród samych Łemków galicyjskich przyjęła się dopiero w latach trzydziestych XX wieku, natomiast po południowej ( słowackiej ) stronie była prawie nie znana między prostym ludem i nawet współcześnie jest używana sporadycznie ( raczej w formie „Łemaki” ). Natomiast we współczesnej literaturze fachowej termin ten jest powszechnie używany i ma teoretyczne uzasadnienia. Terytorium zamieszkałe przez Łemków nazywano w języku polskim Łemkowszczyzną, w języku ukraińskim Łemkiwszczyzną, rzadziej Łemkowyną. Obejmowało ono obszar północnej i południowej strony Karpat, tereny leżące w Polsce i na Słowacji. Łemkowie graniczyli od północy z ludnością polską ( Lachy Sądeckie, Pogórzanie ), od wschodu z ukraińskimi Bojkami i Dolinianami od południa ze Słowakami. Przedział między ludnością łemkowską i polską był wyraźny i stały, natomiast granica między Łemkami a Słowakami była bardziej płynna, roztapia się ona w szerokich pasach przejściowych i występuje tam wiele stref przejściowych i wysp etnicznych. Obszar Łemkowszczyzny obejmował około 10 tys. km, na linii wschód-zachód ciągnie się na długości mniej więcej 150 km, a z południa na północ 60 km.
        Zagadnienia granic Łemkowszczyzny po stronie polskiej było tematem długoletnich badań, dyskusji i wielu rozpraw. Jeśli chodzi o granice łemkowsko-polską dokładnie wytyczył ją już w 1849 r. D. Zubrzycki w pracy „Granica między polskim i ruskim narodem w Galicji” i nie wykazała ona najmniejszych zmian do czasu przesiedleń po II wojnie światowej.
        Większy problem stanowiło wytyczenie wschodniej granicy Łemkowszczyzny, granicy łemkowsko-bojkowskiej, głównie ze względu na znaczenie przemieszczenie osadnictwa polsko-ruskiego w rejonie sanockim i leskim oraz występowanie strefy przejściowej między Łemkami i Bojkami. Jedni badacze w ślad za I.A. Toruńskim ( autor pracy „Rusyny-Łemki” opublikowanej w 1860 r. w „Zorii Hałyckiej”) rozciągali granicę na górnym Sanie ( tak też określały wschodni kraniec Łemkowszczyzny władze administracyjne i kościelne okresu międzywojennego ). Inni wytaczali ją na rzece Solince.
        Dokładną granicę Łemkowszczyzny oznaczali ostatecznie etnograf R. Reinfuss oraz językoznawcy J. Szemlej i Z. Stieber.
W świetle ich badań wschodnią podstawę klinu Łemkowszczyzny stanowił teren znajdujący się na zachód od górnego Sanu ( tzn. zlewiska rzeki Osławy ) od wschodu oddzielony wzniesieniami Chryszczatej i Wielkim Działem od południowego wschodu pasmem Bukowicy. Wschodnia granica Łemków w Słowacji przebiega w przybliżeniu na rzece Ciroch i Laborec, odpowiednikiem zaś Wielkiego Działu po stronie północnej było niewysokie pasmo wzgórz oddzielające rzekę Laborec od jej lewego dopływu – Udawy.
        Szczyt klinu łemkowskiego sięgał Popradu. Co do granicy zachodniej odrzucono pogląd o przynależności tzw. Rusi Szlachtowskiej ( cztery wsie okolic Szczawnicy – Szlachtowa, Jaworki, Biała Woda, Czarna Woda, leżące na zachód od Popradu ) do Łemkowszczyzny, jako że kulturowo łączyła się ona z wioskami ruskimi na Słowackim Spiszu. Podobny los spotkał dwie wioski na południe od Krynicy – Leluchów i Dubne, których mieszkańców określono Wenchrinami. W pracy będę posługiwała się szerszą formą znaczeniową pojęcia Łemkowszczyzna obejmującą także wspomnianych Wenchrinów, Rusinów Szlachtowskich ze Słowacji oraz tzw. Zamieszańców ( Zamieszanyj Kraj” ), tzn. mieszkańców rusińskich wiosek na północ od Krosna, których niektórzy badacze uważają za odrębną grupę etnograficzną, inni określają jako „północne wyspy łemkowskiego obszaru etnograficznego”. Motywują to głównie bliskością dialektyczną i identyfikacyjną wymienionych subgrup z Łemkowszczyzną.
        Według badań prowadzonych pod koniec okresu międzywojennego, granicznymi wsiami łemkowskimi, począwszy od Popradu, były następujące miejscowości: Wierchomla Wielka, Roztoka Mała (zwana Rozticzki), Składziste, Maciejowa, Łabowa, Bogusza, Królowa Ruska, Binczarowa, Florynka, Wawrzka, Brumary Niżne, Jaszkowa, Klimkówka, Łosie, Bielanka, Rychwałd, Ropica Ruska, Pstrążne, Męcina Wielka, Rozdziele, Bednarka, Wola Cieklińska, Folusz, Kłopotnica, Pielgrzymka, Świeżowa Ruska, Jaworze, Desznica, Hałbów, Myscowa, Hyrowa, Trzcianka, Zawadka Rymanowska, Kamionka, Królik Wołoski, Wisłoczek, Bałucianka, Deszno, Wólka, Wołtuszowa, Tarnawka, Rudawka Rymanowska, Puławy, Darów, Wisłok Wielki, Jawornik, Rzepedź, Czarne, Turzańsk, Duszatyn, Michów, Wola Michowa, Maniów, Szczerbanówka, Zubracze, Solinka.

źródło: R. Reinfuss, Śladami Łemków, Warszawa 1990, s. 14


        Łemkowie zamieszkiwali na terenie Polski w zwartych skupiskach – wyjątkiem były „wyspy” Zamieszańców, kilka wsi o ludności mieszanej polsko łemkowskiej, parę większych wysp na Łemkowszczyźnie (uzdrowiska i miasteczka: Żegiestów, Muszyna ,Krynica, Tylicz, Jaśliska) oraz kilka przysiółków polskich. Ogółem liczba wsi zamieszkałych przez samych Łemków przed wojną wynosiła ponad 170, ich ludność liczyła ponad 100 tys. osób (w literaturze spotykamy rozmaite dane dotyczące liczebności Łemków – od 100 do 150 tys. osób).
        Przeciętna gęstość zaludnienia na Łemkowszczyźnie wynosiła 50 osób na km2, z tym, że w okolicy Krynicy wzrastała do 60 osób na km2, a w odleglejszych wioskach przy granicy czechosłowackiej spadała do 40 osób na km2. Natomiast w obszarach sąsiednich , zamieszkiwanych przez ludność polską gęstość zaludnienia wahała się w granicach 80-150 osób na km2.
        We wschodniej Słowacji tereny łemkowskie obejmują wąski pas (10-30 km) wzdłuż granicy słowacko-polskiej, mniej więcej od obecnej zapory Starińskiej na wschodzie po Wielki Lipnik na zachodzie. Poza tą granicą zachodnią i południowymi krańcami istnieją pojedyncze łemkowskie wsie albo skupiska wsi w środowisku słowackim (najdalej na zachód wysuniętym skupiskiem w Słowacji jest Osturna w Tatrach). Zdaniem M. Muszynki grupa Łemków po stronie Słowackiej obejmuje ok. 220 miejscowości ze 150 tys. mieszkańców.
        Łemkowszczyzna to typowa kraina lesisto-górzysta obejmującą Beskid Niski i wschodnią połać Sądeckiego. Krajobraz cechuje falistość terenu oraz łagodność stoków i niewielka wysokość wzgórz sięgających w większości 1000 m. n. p. m. Największe wzniesienie łemkowskie to Jaworzyna Krynicka (1116 m. n. p. m.) położona na zachód od Krynicy.
Góry Łemkowszczyzny mają najlepsze przejścia, najniższe przełęcze, szerokie doliny. Ku południu przechodzą w Nizinę Węgierską, ku północy w zapadłość gorlicko-sanocką obniżającą się do 233 m. n. p. m. Przecina je pięć dolin wyżłobionych przez rzeki (Kamienica, Biała, Ropa, Wisłoka i Wisłok), stanowiące otwarte drogi do osadnictwa
        Klimat zaliczany jest do strefy klimatu górskiego z wpływami kontynentalnego. Prawie wyłącznie występują gleby górskie. Są to płytkie i przemieszane z dużą ilością kamienia gliny. Jedynie na dnie dolin występują mady. Najlepsze rezultaty ekonomiczne zapewnia uprawa owsa i lnu.
        Obszar był (i jest) mało uprzemysłowiony (przeważały zakłady o małej mocy produkcyjnej i rzemieślnicze), o nie wielkiej sieci komunikacji drogowej i kolejowej.
Już od IV w. tereny Karpat łemkowskich znajdowały się pod wpływem Słowian. Sięgało ty państwo Wiślan, a później Państwo Wielkomorawskie. W 981 r. ziemie te wraz z tzw. Grodami Czerwieńskimi zajął książę kijowski Włodzimierz I. Od zajęcia Grodów Czerwieńskich przez Bolesława Chrobrego tereny te znalazły się w granicach państwa polskiego. Tylko wschodnie krańce Łemkowszczyzny (ziemia sanocka) od czasu przyłączenia Grodów Czerwieńskich do Księstwa Kijowskiego przez Jarosława Mądrego (1037 r. ), znajdowały się w granicach Rusi. Taki stan trwał do połowy XIV w., kiedy to Kazimierz Wielki przyłączył Ruś Czerwoną i Wołyń (w tym i wspomnianą ziemię sanocką) do państwa polskiego.
        Najbardziej znaczącym w tym czasie wydarzeniem historycznym dla Łemkowszczyzny była zawarta w 1596 r. unia brzeska, w wyniku której zamieszkała na terenie Rzeczpospolitej ludność prawosławna miała przy jednoczesnym zachowaniu obrządku bizantyjskiego, zostać podporządkowana papieżowi. Z początku ludność ruska wsi beskidzkich niechętnie podchodziła do unii, z czasem jednak (na początku XVIII w.) cała ludność tego rejonu przeszła na obrządek greko-katolicki. Po południowej stronie Karpat sytuacja przedstawiała się podobnie z tą różnicą, że unia została tam zawarta dopiero w 1692 r. na soborze w Munkaczu.
        W latach 1769-71 tereny Łemkowszczyzny, jak i całego przyległego Podkarpacia, stały się widownią krwawych walk między konfederatami barskimi a wojskami rosyjskimi. Śladami ich są resztki okopów konfederackich koło Muszynki. Miejscowa ludność ruska z niechęcią odnosiła się do konfederatów. Ci ostatni posądzili Rusinów o działalność szpiegowską na rzecz Rosjan: podczas jednej z akcji przeciw Rusinom miała zostać spalona cerkiew w Wysowej. W wyniku rozbiorów Łemkowszczyzna znalazła się w granicach Austro-Więgier.
        Wiek XIX to okres kształtowania się świadomości narodowej ludności rusińskiej. Przełomowym okresem dla Łemkowszczyzny (i nie tylko) przełom lat czterdziestych i pięćdziesiątych, a zwłaszcza rok 1848, czyli Wiosna Ludów. W roku tym dokonano uwłaszczenia i zniesienia pańszczyzny w całej Galicji. W roku tym została też powołana we Lwowie Hołowna Ruska Rada, pierwsza rusińska instytucja w Galicji o charakterze politycznym. Rok później (1849) przechodziły przez Łemkowszczyznę wojska rosyjskie spieszące z pomocą w stłumieniu powstania Kossuthego na Węgrzech. Pochód ten spowodował rozwój sympatii prorosyjskich, obraz imponującej armii rozbudził nastroje ku brataniu się z narodem rosyjskim.
        W drugiej połowie XIX w. zaczął rozwijać się na Łemkowszczyźnie, podobnie jak w całej Galicji, ruch oświatowy. W 1868 r. powstała ukraińska organizacja oświatowa „Proswita”, której pierwsza filia dla Łemkowszczyzny została powołana w 1902 r. w Nowym Sączu. Jednocześnie w 1873 r. założono oświatowe Towarzystwo im. Kaczkowskiego, propagujące ideę wielkiej Rosji. Obydwie organizacje zakładały w ruskich wioskach Galicji czytelnie. Na terenie Łemkowszczyzny czytelnie Kaczkowskiego cieszyły się przez długie lata większą popularnością.
        Koniec XIX w. i początek XX w. przyniósł też dość liczną emigrację zarobkową z przeludnionych wsi Łemkowskich do obu Ameryk (gł. USA, Kanada) Łemkowie do dziś tworzą liczne zorganizowane ośrodki emigracyjne.
        Lata I wojny światowej zaznaczyły się na Łemkowszczyźnie bardzo okrutnie. Na jej obszarze przez długi okres czasu
(do maja 1915 r.) przechodziła linia frontu, która przeciągającymi walkami pozycyjnymi zebrała również wiele ofiar spośród ludności cywilnej i pozostawiła wiele zniszczonych wsi. Początkowe na froncie Austriacy tłumaczyli rzekomą zdradą starorusinów i zwolenników Moskwy, a mianowicie szpiegowską działalnością Moskalofilów (sympatyków carskiej Rosji). Dlatego zastosowali wobec nich ostrą akcję represyjną. Rozpoczęły się aresztowania starorusinów i Moskalofili, zwłaszcza z terenów Łemkowszczyzny, których osadzono w obozie koncentracyjnym w Telerhofie k. Grazu. W ten sposób zostało uwięzionych ok. 5000 Łemków, w tym wielu księży, z których 15% zostało zamordowanych. Jednocześnie po drugiej stronie frontu trwało systematyczne tępienie Ukraińców (w tym i Łemków o orientacji ukraińskiej), z których wielu wywieziono na Sybir.
        W momencie rozpadania się Monarchii Austro-Węgierskiej również społeczeństwo Łemkowszczyzny spróbowało zadecydować o swoim losie. W listopadzie 1918r. powstała w Starej Lubowni na Spiszu Słowackim Ruska Rada Narodowa, która zażądała samookreślenia narodowego zgodnie z punktami Wilsona. Jej kontynuatorką była Karpatoruska Rada Narodowa w Preszowie, która początkowo głosiła odrębność, później przyjęła jednak opcję czechosłowacką (starała się o przyłączenie Łemkowszczyzny do Czechosłowacji jako autonomicznej części). Jednocześnie w grudniu 1918 r. powstała we Florynce w powiecie grybowskim (zachodnia część północnej Łemkowszczyzny) Łemkowska Ruska Republika Ludowa, która głosiła odrębność w ścisłych związkach początkowo z Rosją, a gdy okazało się to niemożliwe, z Czechosłowacją. Przetrwała do marca 1920 r., kiedy to władze polskie aresztowały członków rządu.
Trochę inaczej przedstawiała się sytuacja na wschodzie Łemkowszczyzny. W Komańczy nad Osławą powstała Wschodniołemkowska Republika zwana też „Republiką Komaniecką”, która objęła 30 wsi w dolinie Osławy (od Łupkowa po Wysoczany i Karlików) i zgłosiła akces do Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej. Po kilku miesiącach działalności przerywanej potyczkami z jednostkami wojska polskiego, została zlikwidowana przez silniejsze oddziały polskie.
        Zarówno podczas wojennej zawieruchy, jak i po jej uspokojeniu, Łemkowszczyzna była terenem ustawicznej walki między starorusinami a Ukraińcami. Było to jedną z przyczyn masowego przechodzenia starorusinów na prawosławie w latach 1926-28. W wyniku tych zmian na prawosławie przeszło 18-25 tys. Łemków.
        Konsekwencją takiego stanu rzeczy było też utworzenie na prośbę rusofili w 1934 r. Apostolskiej Administracji Łemkowszczyzny bezpośrednio podległej papieżowi. Oddzielono w ten sposób administracyjnie Łemkowszczyznę od Przemyśla. Jednocześnie wprowadzono do szkół i prasy dialekt łemkowski z okolicy Krynicy, w którym drukowano książki szkolne dla Łemkowszczyzny, jak również wychodzący w Krynicy tygodnik „Łemko” (dofinansowany przez władze państwowe). Ukraińcy natomiast wydawali we Lwowie pisma „Nasz Łemko”, „Beskyd”, zainicjowali serię wydawniczą pod nazwą „Bibliotek Łemkowskich” prezentującą publikacje popularnonaukowe, np. „Ilustrowana istorija Łemkowszczyzny” J. Tarnowycza.
        W latach trzydziestych doszło też do prowadzonej w sposób tajny przez administrację polską tzw. Akcji na Łemkowszczyźnie. Wynikała ona z traktowania sprawy łemkowskiej jako elementu szerszej „gry” przeciw Ukraińcom. Polegała ona na wspieraniu separatystycznych nastrojów małych grup lokalnych przeciw dużym grupom etnicznym, a w dalszej przyszłości stopniowej polonizacji. Akcję rozpoczęto od usuwania wpływów ukraińskich z terenów szkolnictwa. W latach 1933-35 zlikwidowano większość czytelni „Proswity” z zachodniej Łemkowszczyzny. Finansowo również „naukowe” poszukiwania na terenie regionu, jakie miały podtrzymać jego polski charakter, a których „szczytowym” osiągnięciem była praca Bartoszczuka „Łemkowie zapomniani Polacy”.
        W czasie okupacji niemieckiej tereny Łemkowszczyzny znalazły się w obrębie Generalnej Guberni. Na mocy umowy między rządem niemieckim i radzieckim o wymianie ludności, jeszcze przed 1941 r. pewna liczba rodzin łemkowskich (ok. 5000 osób) wyjechało na wschód (było to tzw. Pierwsze przesiedlenie). Po inwazji hitlerowskiej na ZSRR część tej ludności wróciła na Łemkowszczyznę.
W okresie tym rozwinęło się ukraińskie szkolnictwo podstawowe, administracja lokalna na terenach zamieszkałych przez Łemków była obsadzona Ukraińcami, poza tym w wioskach stacjonowała ukraińska policja.
Najtragiczniejsze czasy dla Łemków nastały po zakończeniu wojny. 9 września 1944 r. zostało zawarte porozumienie między PKWN a rządem USRR o wzajemnej wymianie ludności. W latach 1944-46 opuściło Polskę częściowo dobrowolnie, w większości jednak przymusowo blisko 483 tys. „Ukraińców i Rusinów”, wśród nich, co najmniej 70 tys. Łemków. Na terenie Polski zostało jeszcze 140-160 tys. Ukraińców w tym 25-40 tys. Łemków.


Dzieje wsi Czertyżne do 1947 roku.
        Wieś Czertyżne położona była w dolinie potoku Czertyżnianka, na wysokości 570 – 630 m n.p.m. Otoczona od południa Zieloną Lipką (783m), od zachodu Żabińcem (689 m), od południowego wschodu Siwiejką (785 m.).

źródło: mapa turystyczno krajoznawcza „Beskid Niski” skala 1:75 000,
wyd. ĐTR Kartografia Warszawa 1992 r.
na podstawie przedwojennych map Wojskowego Instytutu Geograficznego w Warszawie
Nazwa jej pochodzi od łemkowskiego słowa „czerteż”, co oznacza wrąb.
Stanowiła ona wschodni kraniec biskupiego państwa muszyńskiego, od którego na wschód rozciągały się włości szlacheckie Gładyszów. Założona w 1589r., kiedy to w państwie muszyńskim włodarzył Piotr Myszkowski, wydał znany dokument lokacyjny, w którym to czytamy: „ Piotr Myszkowski z Mirowa z Bożej Łaski Biskup Krakowski oznajmujemy niniejszym listem naszym, że my pożytek stołu naszego Biskupiego i dóbr Zamku Muszyńskiego rozszerzyć, i założenie uczynić pragnąć, Uczciwym Iwanowi Michniewiczowi i Maxymowi Tokajskiemu wieś około rzeki Czertiżna nazwanej zwyczajem wołoskim za zezwoleniem kapituły kościoła katedr. Krakow. dopuszczamy, której wsi granicy od rzeki z dawna Czertizna od góry aż do drugiego wierzchu góry Psarową od wsi Izby od wierzchu woczynek mieć będzie. Przyłączymy do wsi tej miejsce, Czeszelny Potoczek, na pasienie owiec zdawna koszar nazwane. Ta wieś, aby Czertiżna była zwana chcemy. Za sołtysów tej wsi Iwana Michniewicz i Maxyma Tokajskiego postanawiamy, trzy łany Pola z dwiema łąkami wiecznymi czasy mieć będą, i trzymać, z prawem Dania darowania Frymarczenia Przedawania zamieniania. Na czwartym łanie Xiędza Ritu Ruskiego nazwanego Pop który minister albo raczej Pop wiecznemi czasy trzymać i używać go będzie...”
        Na osadzenie Czertyżnego nad potokiem Czertiżna i w miejscu zwanym wówczas Czeszelny Potoczek, gdzie był z dawna koszar do pasienia owiec, biskup wystawił 20 06 1589 r. dokument Iwanowi Michnieczowi i Maksymowi Tokajskiemu. Na nową wieś wybrano stare polany wypasowe. Sołtysi dostali tam 3 łany pól z łąkami, a „popostwo”- łan wieczystego beneficjum. Taka duża jurydyka sołtysia w Czertyżnem wynikała z faktu, że zakładali tą wieś dwaj
przedsiębiorcy-Rusini węgierscy, a więc trzeba było wymierzyć teren dla dwóch rodzin sołtysich. Sołtysi mogli mieć młyn, folusz i piłę, kmieci w dowolnej liczbie, którzy powinni sołtysowi odrabiać 4 dni w lecie. Wyznaczono zresztą na lokację wsi halę śródleśną Czeszelny Potoczek, na której baniccy pasterze wznosili od dawna owcze koszary i sezonowe chyże. Łan popi w Czertyżnem (Czuchrystówka) rozpościerała się między granicami katastralnymi Izb i Stawiszy, poniżej Chróbelówki i koło roli Kopkówka.
        Poza ziemią paroch czerpał środki utrzymania z powszechnych świadczeń wiernych. Najważniejsza była coroczna danina zbożowa, zwana przez wizytatorów nie słusznie „dziesięciną” a powszechnie – „skąpszczyzną”. W Czertyżnem „skąpszczyzna” wynosiła kopę owsa i dwa chleby owsiane z każdej roli kmiecej i sołtysiej. Chleby i placki nie należały w zasadzie do dziesięciny, tylko do innego
świadczenia- „proskurnego”, czyli środków na przygotowanie elementów Eucharystii. Każdy ojciec rodziny płacił 12 groszy polskich na wino i „pszenicę”, w istocie na chleb Eucharystyczny, czyli na „mszalny opłatek pszenny”
        Oryginał dokumentu lokacyjnego uległ spaleniu, dlatego też, w dniu 14.08.1659 r Nowym Sączu biskup krakowski – Andrzej Trzebicki wydał nowy dokument potwierdzający istnienie parafii w Banicy oraz wikarii w Czertyżnem, jako „zarządzającego” parafią wymieniając w nim parocha Jana. Przywilej ten został zatwierdzony dekretem z dnia 28.06.1717 r. przez biskupa Kazimierza Łubiańskiego w Muszynie
        W tym samym roku pomiędzy mieszkańcami wsi Czertyżne a parochem banickim powstał spór o pole przynależne z nadania Piotra Muszyńskiego do cerkwi w Czertyżnem. Prawo do użytkowania tego pola rościł sobie paroch banicki, co budziło sprzeciw Czertyżnian. Spór ten został rozsądzony przez Jana Miastkowskiego – dzierżawcę, który w dniu 22.11.1717 roku przyjechał razem z komisją składającą się z wójtów krynickich, leśniczego i sołtysów do Czertyżnego, gdzie doszło do porozumienia z mieszkańcami wsi. Paroch banicki obiecał zadowolić się polem zwanym Czuchrystówką, czyli nadanym wcześniej łanem popim równocześnie obiecując poszanowanie mieszkańcom wsi, ci natomiast obiecali mu uległość i posłuszeństwo. Jan Miastkowski widząc sytuację panującą we wsi, oświadczył jej mieszkańcom, że „żadnych podatków do dworu z tej pomienionej roli płacić nie będą”. Tak, więc ziemia ta została wcielona do parochii banickiej i była wolna od świadczeń na rzecz starostwa muszyńskiego i kurii krakowskiej.
        W 1764 roku przeprowadzono wizytację jedynie na krótko wyodrębnionej parafii w Czertyżnem, którą obsadził Jan Adamowicz, prawdopodobnie jeden z synów Wasyla Adamowicza - parocha banickiego. Stan ten jednak trwał krótko i Czertyżne ponownie wróciło do statusu filii parochii banickiej
        Początkowo brak jest informacji o ilości mieszkańców wsi. Rejestry poborowe z XVII wieku nie ujmują wsi Czertyżne. Pierwsze dane dotyczące jej mieszkańców pochodzą z roku 1767, wg. których wieś liczyła 116 mieszkańców (wyznania greckokatolickiego). Według spisu poborowego z 1787 r. w Czertyżnem mieszkało 19 rodzin, były to rodziny o następujących nazwiskach:
  1. Drotar –
  2. Kopyściański
  3. Kropicki
  4. Koropczak
  5. Kochan
  6. Paluszko
  7. Sycz
        W roku 1791 r. wybudowano we wsi drewnianą cerkiew pod wezwaniem Archanioła Michała, która to po wysiedleniu ludności została rozebrana w roku 1952 zapewne po to, aby uzyskać materiał do budowy świątyni w Starej Wsi. Jedynym ocalałym elementem wyposażenia świątyni jest ołtarz znajdujący się obecnie przy zachodniej nawie cerkwi w Banicy. Według relacji informatora, w Czertyżnem opowiadano, że cerkiew budowały rodziny Dalaków, Madzelanów, Syczów i Peregrymów, do których dołączyła później rodzina Kochanów.


Fot.1
Cerkiew w Czertyżnem

fotografia wykonana w 1934 r. przez prof. S. Leszczyckiego


W 1879 r. Czertyżne liczyło 149 mieszkańców (wszyscy wyznania greckokatolickiego) , należało do niego 23 morgi, 1228 sążni ziemi ornej i 1 morgę i 742 sążni łąk.
        W roku 1894 Czertyżne zamieszkiwało 156 osób wyznania greckokatolickiego, natomiast ilość gruntów wsi wynosiła:
  1. grunty orne – 24 morgi
  2. łąki – 2 morgi
  3. pastwiska – 25 mórg
W roku 1900 Czertyżne składało się z 27 domów, gdzie mieszkało 167 ludzi, co dawało średnie zaludnienie – 6,4 osób na dom
W roku 1931 we wsi było tylko 25 domów, ze 170 mieszkańcami, dając średnie zaludnienie w wysokości 6,8 osób na dom.
Natomiast w roku 1936 areał wsi przedstawiał się w sposób następujący:
  1. grunty orne – 10 ha 08 m2
  2. łąki – 1 ha 38 a
  3. pastwiska – 8 ha 81a 69 m2
  4. lasy – 9 ha 53a 79 m2
Zbiorcze zestawienie ilości mieszkańców wsi Czertyżne do roku 1946 przedstawia poniższa tabela.

Źródło okres 1765-75 1785 1786 1786-95 1840 1859 1879 1890 1894 1899 1900 1912 1926 1928 1931 1936 1946
Z. Budzyński, Struktura regionalna i stan wiernych kościoła unickiego na łemkowszczyźnie (w:) Łemkowie wie w historii i kulturze Karpat pod red. J Czajkowskiego, s.283, tabela, poz 9, Rzeszów 1992 116   120 93                          
J. Czajkowski, Studia nad Łemkowszczyzną, Sanok1999, s. 176, zestawienie nr. 9, poz. 46   143           198 156-emigracja     618-łącznie z Banicą (parafia)   153      
.D. Blazejowskij Historical Šematism of the Eparchy of Peremysl including the Apostolic Administration of Lemkovščyna (1828 – 1939)         210 234 150     164     132     180  
J. Czajkowski, Studia...s.170, zestawienie 8 poz. 56                     167       170    
Informator                                 241
        
Wieś posiadała własny cmentarz. Na podstawie ksiąg parafialnych
wynika, że latach 1785 - 1947 pochowano tam 521 osób, spis został sporządzony w roku 1999 r. przez Annę Madzelan, w archiwum Urzędu Gminy w Ujściu Gorlickim. W rozbiciu na kolejne lata liczba zgonów wyglądała następująco:

1785 – 3 osoby 1786 – 7 os. 1788 – 2 os. 1789 – 7 os.
1794 – 13 os. 1800 – 3 os. 1801 – 2 os. 1802 – 4 os.
1806 – 5 os. 1807 – 4 os. 1808 – 6 os. 1809 – 1 os.
1810 – 3 os. 1812 – 2 os. 1813 – 1 os. 1814 – 2 os.
1815 – 6 os. 1816 – 4 os. 1817 – 5 os. 1818 – 2 os.
1819 – 2 os. 1820 – 2 os. 1821 – 4 os. 1822 – 5 os.
1823 – 6 os. 1824 – 5 os. 1825 – 6 os. 1826 – 8 os.
1827 – 5 os. 1828 – 3 os. 1829 – 6 os. 1830 – 6 os.
1831 – 3 os. 1832 – 3 os. 1833 – 6 os. 1834 – 10 os.
1835 – 5 os. 1836 – 2 os. 1837 – 1 os. 1838 – 8 os.
1839 – 8 os. 1840 – 2 os. 1841 – 4 os. 1842 – 6 os.
1843 – 4 os. 1844 – 2 os. 1845 – 3 os. 1846 – 1 os.
1847 – 12 os. 1848 – 8 os. 1849 – 2 os. 1850 – 5 os.
1851 – 6 os. 1852 – 4 os. 1853 – 5 os. 1854 – 7 os.
1855 – 6 os. 1856 – 5 os. 1857 – 3 os. 1858 – 5 os.
1860 – 3 os. 1861 – 6 os. 1862 – 4 os. 1864 – 1 os.
1865 – 7 os. 1866 – 6 os. 1867 – 3 os. 1868 – 6 os.
1869 – 1 os. 1871 – 5 os. 1872 – 7 os. 1873 – 14 os.
1874 – 2 os. 1875 – 4 os. 1876 – 2 os. 1878 – 2 os.
1879 – 2 os. 1880 – 4 os. 1881 – 2 os. 1882 – 3 os.
1883 – 8 os. 1884 – 2 os. 1885 – 2 os. 1886 – 1 os.
1887 – 4 os. 1888 – 5 os. 1889 – 2 os. 1890 – 4 os.
1891 – 9 os. 1892 – 2 os. 1893 – 1 os. 1894 – 2 os.
1895 – 3 os. 1896 – 3 os. 1897 – 1 os. 1898 – 1 os.
1899 – 2 os. 1900 – 3 os. 1901 – 1 os. 1902 – 3 os.
1903 – 3 os. 1904 – 3 os. 1905 – 2 os. 1906 – 2 os.
1907 – 3 os. 1908 – 4 os. 1910 – 4 os. 1911 – 2 os.
1912 – 2 os. 1913 – 2 os. 1914 – 1 os. 1915 – 1 os.
1916 – 2 os. 1917 – 3 os. 1918 – 1 os. 1919 – 1 os.
1920 – 3 os. 1921 – 1 os. 1922 – 4 os. 1923 – 1 os.
1924 – 6 os. 1925 – 2 os. 1926 – 4 os. 1927 – 1 os.
1928 – 5 os. 1929 – 1 os. 1930 – 2 os. 1931 – 2 os.
1932 – 1 os. 1934 – 5 os. 1935 – 4 os. 1936 – 4 os.
1937 – 4 os. 1938 – 2 os. 1939 – 2 os. 1940 – 7 os.
1941 – 6 os. 1942 – 2 os. 1943 – 3 os. 1944 – 5 os.
1945 – 2 os. 1946 – 1 os. 1947 – 1 os.  


        Ponieważ ta niewielka wieś położona była zarówno na uboczu głównych dróg, jak i oddalona była od większych miejscowości, jej mieszkańcy nie angażowali się w wydarzenia polityczne okresu międzywojennego. Wyjątkiem może być sytuacja, kiedy to 8 grudnia 1920 roku doszło w Binczarowej do spotkania naczelników dwudziestu Łemkowskich gmin, z udziałem przedstawiciela ze wsi Czertyżne. Sporządzono protest do Ministra Zdrowia Publicznego w Warszawie, z powodu nie sprawiedliwego podziału środków żywności oraz odzieży jakie przesłała instytucja humanitarna ze Stanów Zjednoczonych biednym, Polskim dzieciom.
        25 stycznia 1926 r. wezwano do Grybowa wójtów gmin łemkowskich, którzy podpisali w grudniu protest dotyczący zamknięcia tzw. kuchni amerykańskich na ich obszarze. Akcja ta miała wyraźnie charakter pacyfikacyjny. Wobec dokonywanych wcześniej aresztowań nie dziwne było, iż stawiło się zaledwie trzech Łemków.
        W takiej sytuacji wszelka zorganizowana działalność polityczna na Łemkowszczyźnie ustała, nie ustał jednak spontaniczny przez nikogo nie kierowany opór. Do 10 lutego z 18 łemkowskich wsi w powiecie grybowskim od poboru uchyliło się 172 Łemków w tym z Czertyżnego 10 osób.
        W wyborach do sejmu i senatu w 1922 roku większość Łemków nie brała udziału. W Czertyżnem frekwencja wyniosła 0%.
        W kolejnych wyborach do Izb Ustawodawczych w 1928 roku Sylwester Michniewicz, wójt w Czertyżnem, „wytężył swoją działalność w tym kierunku, aby głosowali mieszkańcy wsi na rzecz BBWR”.
        W 1925 roku Czertyżne zostało objęte komasacją gruntów.
W dalszej części tego rozdziału, z uwagi na brak szczegółowej literatury dotyczącej wsi, posługiwać się będę relacjami mieszkańców Czertyżnego, przebywających obecnie na Ziemiach Odzyskanych.
        W okresie dwudziestolecia międzywojennego, wieś zamieszkana była przede wszystkim przez Łemków, choć była tam jedna rodzina żydowska (o nazwisku Huzar),która prowadziła gospodarstwo rolne i sklep, oraz jeden Polak, ożeniony z mieszkanką Czertyżnego. Mieszkańcy wsi nosili następujące nazwiska:
  1. ·Madzelan
  2. ·Michniewicz
  3. ·Sycz
  4. ·Ropicki
  5. ·Czerniański
  6. ·Werba
  7. ·Kochan
  8. ·Bortniak
  9. ·Koban
  10. ·Błaszczak
  11. ·Choma
  12. ·Kapustiański
  13. ·Koropczak
  14. ·Basałyga
  15. ·Kania
  16. ·Dudka
  17. ·Boczniewicz
  18. ·Górka
  19. ·Hołotniak
  20. ·Nazar
  21. · Cisło (Polak)
  22. ·Fedorczak
  23. ·Dalak
  24. ·Stanczaw
  25. ·Peregrym
  26. · Huzar (Żyd)


Fot. 2
Od lewej: Mirko Koropczak, Maria Błaszczak, Mytrofan Fedorczak, Rózia Cisła
Czertyżne lata 1920/30


Fot. 3
Rodzina Fedorczak, Czertyżne lata 1920/30


Siedziba sołtysa, którym był Stefan Krynicki mieściła się w Banicy, w Czertyżnem natomiast urzędował zastępca sołtysa – był nim Jacek Dalak. Urząd ten pełnił do momentu wyjazdu na Ukrainę w1946 roku, następnie stanowisko to przejął Aleksander Sycz.
Do momentu założenia szkoły, nauka prowadzona była jedynie zimową porą w domach prywatnych. W 1938 r. wybudowano we wsi drewnianą szkołę 4 klasową, gdzie grunt pod budowę szkoły dał sołtys. Nauczycielem w szkole był Piotr Klańsko pochodzący z Liszczyn. Mieszkał w szkole. Uczył języka polskiego, ukraińskiego, matematyki, przyrody i geografii. Utrzymywał się z datków mieszkańców wsi. W szkole uczył też Polak – Zygmunt Majeszczyk, który w momencie wkroczenia Niemców uciekł ze wsi. Następnym nauczycielem była Teresa Podchorecka pochodząca z Brunar (siostra
duchownego – przebywającego w obozie wcześniej w obozie w Berezie Kartuskiej). Uczyła języka niemieckiego i ukraińskiego, prowadziła także czytelnie „Proświty” funkcjonującą przy szkole. Religii uczył ksiądz Grzebieniak z Banicy. W szkole istniała również świetlica, w której odbywały zabawy taneczne, gdzie przygrywała kapela cygańska z Banicy.


Fotografia 4
Zdjęcie wykonane prawdopodobnie w trakcie odpustu w Banicy w 1922 r.
w środku – Paulina Sycz

        Czertyżne było niewielką miejscowością górską, ludność w niej trudniła się rolnictwem. Z uwagi jednak na słabą jakość gruntów i niewielkie gospodarstwa mieszkańcy wsi należeli do ludzi ubogich. Mężczyźni poza rolnictwem zajmowali się pracą w lesie jako drwale. Kobiety wraz z dziećmi zbierały latem jagody i maliny sprzedawane następnie na targach w Krynicy i Grybowie. Członkowie najbiedniejszych rodzin we wsi wynajmowali się jako pomoc u bogatszych gospodarzy w sąsiednich wsiach. Jedyną tkaczka w Czertyżnem była Ewa Sycz, tylko ona posiadała krosna. We wsi była kuźnia, w której pracowało dwóch kowali: Dymitr i Andrzej Błaszczak.
         Przed wojną pomiędzy mieszkańcami wsi, a mieszkającymi w pobliskich miejscowościach Polakami, nie dochodziło do konfliktów na tle narodowościowym „Moja rodzina handlowała bydłem, które przepędzaliśmy do Grybowa, do Polaka Tuni, z którym Madzelanowie szanowali się przez pokolenia, nie zaznaliśmy od niego żadnej krzywdy”
        Tuż przed wybuchem II wojny światowej, do wojska powołano czterech mężczyzn z Czertyżnego, byli to: Demian Sycz, Jan Werba, Aleksander Czerniański i Andrzej Błaszczak. Wszyscy oni wrócili do domów po zakończonej kampanii wrześniowej.. W czasie okupacji niemieckiej z uwagi na swoje położenie wieś żyła w pewnej izolacji. Administracja niemiecka wyznaczyła jedynie kontyngenty żywnościowe, a najbliższa jednostka wojskowa stacjonowała w Śnietnicy, Niemcy przyjeżdżali do Czertyżnego bardzo rzadko, „i pieczętowali na przykład bydło, które następnie należało odstawić do Śnietnicy”. Później jednak mieszkańców zmuszono do kopania okopów w Banicy, a posiadacze koni musieli przewozić Niemców. „Mój brat, Gregor jeździł z nimi, jak opowiadał, jego ubierali w niemiecki mundur, a sami chodzili po cywilnemu
Kilkoro mieszkańców wyjechało na przymusowe roboty do Niemiec, byli to m.in. Anna Hołociak, Aleksander Sycz, Makryna Sycz i Seman Madzelan.
        Żaden z mieszkańców wsi nie należał do UPA, a w jej pobliżu nie miał siedziby żaden pododdział tej organizacji. Prawdopodobnie jedyną osobą we wsi mogąca mieć kontakt z Ukraińską Powstańczą Armią był Sylwester Michniewicz, gdyż jak wynika z relacji Sylwestra Madzelana „ schodzili się do jego gospodarstwa, ale sztabu tam nie było, ponieważ w naszej wsi nie było donosicieli, mogli się tam spokojnie schodzić i rozmawiać o swoich sprawach”.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej, sześciu mężczyzn zostało przymusowo wcielonych do wojska. Byli to: Seman Michniewicz, Gregor Madzelan, Miron Koropczak, Włodzimierz Dalak ,Piotr Kochan i Jan Kania. Po wojnie do wioski wróciło tylko pięciu, Seman Michniewicz zginął tuż po ogłoszeniu kapitulacji i jest pochowany na cmentarzu w Jeleniej Górze.
Po zakończeniu działań wojennych, które oszczędziły Czertyżne, wieś powróciła do życia. Zimą 1946 r. pomiędzy Izbami a Czertyżnem została stoczona bitwa pomiędzy jednostką Wojska Polskiego a oddziałem UPA (sotnia „Brodycza”).
Również w 1946 r. wśród mieszkańców wsi rozeszły się pogłoski o wysiedlaniu ludności. Wtedy to do Czertyżnego „przyjechali delegaci, którzy z sołtysem Dalakiem chodzili po wsi i zbierali podpisy kto chce ochotniczo wyjechać. Na Ukrainę wyjechali: Petro Michniewicz, Michał Kochan, Petro Kochan, a także sam Dalak. Osiedlili się z rodzinami niedaleko Lwowa w miejscowości Semeniwka”. W sąsiedniej wsi tj. w Ropkach, większość mieszkańców wyjechała na Ukrainę, a kilka rodzin z Czertyżnego, jak na przykład rodzina Demiana Sycza miało objąć gospodarstwa po przesiedleńcach, niektóre z nich obsiały nawet świeżo objęte pola licząc na dobre zbiory i poprawę swojego życia.

Mapa wsi Czertyżne wykonana przez Sylwestra Madzelana
źródło: archiwum prywatne Anny Madzelan

  • Geneza i przebieg akcji „ Wisła”


    Jednym z wielu problemów, jakie stały przed władzą w Polsce po
    II wojnie światowej, była tzw. kwestia ukraińska. Związane to było z trwającym konfliktem polsko-ukraińskim, który wyłonił się ze sprzeczności między niepodległościowymi dążeniami Ukraińców, a koncepcjami Polaków na temat wschodnich granic ich ojczyzny. Trzeba jednak zaznaczyć, że problem ten miał zupełnie inny wyraz niż w II Rzeczpospolitej. Granice powojennej Polski obejmowały tylko niewielką część przedwojennego terytorium zamieszkałego przez Ukraińców. Mimo to problem zdecydowano się zlikwidować przy pomocy przesiedleń, które zwieńczyła akcja „Wisła”.
    W obrębie ustalonych podczas konferencji jałtańskiej granicach Polski żyło w 1944 roku 700 tysięcy Ukraińców (wg I Bluma było ich milion). Przed wysiedleniami zamieszkiwali oni kilkaset wsi w następujących powiatach: Biała Podlaska, Włodawa, Chełm, Krasnystaw, Lubartów, Kraśnik, Zamość, Hrubieszów, Tomaszów, Biłgoraj (województwo lubelskie), Lubaczów, Jarosław, Przeworsk, Przemyśl, Łańcut, Rzeszów, Brzozów, Krosno, Lesko, Sanok, Jasło, Gorlice, (województwo rzeszowskie), Nowy Sącz, Nowy Targ (województwo krakowskie). Tworzyli oni w ten sposób regiony pogranicza etnokulturowego - Łemkowszczyznę (z pod regionami Rusi Szlachtowskiej i Zamieszańców), Bojkowszczyznę (zachodnią część) Nadsanie, Chełmszczyznę i Podlasie.
    Na terenach tych sąsiadowali oni z Polakami, a także ludnością żydowską i mniej licznymi przedstawicielami innych narodowości. Najbardziej jednolity pod względem etnicznym był teren Łemkowszczyzny.
    Poszczególne społeczności lokalne ludności ukraińskojęzycznej posiadały własną odrębność i instytucje, na które składały się przede wszystkim parafie, szkoły z językiem ukraińskim, świetlice, czytelnie oraz język ojczysty używany niemal wyłącznie (wyjątkiem były sytuacje urzędowe). Poczucie bycia mniejszością nie było odczuwane.
    Warto również zaznaczyć, że ludność ukraińska była silnie zróżnicowana politycznie i religijnie, choć jednolita pod względem stopnia rozwoju świadomości narodowej. Szczególnie dotyczy to Łemków, których znaczna część nie miała świadomości ukraińskiej, silne było wśród niej poczucie regionalizmu łemkowskiego oraz przywiązanie do starej nazwy „Rusin”.
    Większość Ukraińców, około 80%, była mieszkańcami wsi, kulturowymi centrami były jednak miasta: Przemyśl, Chełm, Jarosław, Sanok, dla zachodniej Łemkowszczyzny Nowy Sącz i Krynica. Byli oni poza tym w przewadze swojej chrześcijanami obrządku
    wschodniego – około 40% było wyznania prawosławnego, głównie w Lubelskiem oraz części Łemkowszczyzny, pozostali w większości wyznania greckokatolickiego
    9 września 1944 roku Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego podpisał z rządem Ukraińskiej SRR umowę o wymianie ludności: polskiej do Polski, ukraińskiej, ruskiej i rusińskiej na Ukrainę. W umowie zastrzeżono, że przesiedlenie jest sprawą dobrowolną. Prośba o wyjazd powinna być podana w pisemnej albo ustnej formie. „Repatriacja” miała zakończyć się 1 lutego 1945 roku.
    6 lipca 1945 roku Polski Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej podpisał umowę o zmianie obywatelstwa. Zgadzał się przyznanie rosyjskiego obywatelstwa Ukraińcom, Białorusinom, Litwinom, Rosjanom, rząd ZSSR natomiast godził się na przywrócenie polskiego obywatelstwa Polakom i Żydom, jeśli mieli je do 17 września 1939 roku. Przesiedlenie jako dobrowolne miało trwać do 31 grudnia 1945 roku.
    Przesiedlenie i jego tempo nie spełniały oczekiwań władz. Wyjeżdżali głównie ci, którzy utracili swój majątek, albo byli zastraszeni przez polskie podziemie i wojsko. Poza tym przesiedleniom sprzeciwiała się Ukraińska Powstańcza Armia (UPA). Na terenie tzw. Zakerzońskiego Kraju (terenów zamieszkałych przez Ukraińców na zachód od linii Curzona) UPA zaktywizowała się w latach 1944-45. Liczyła wtedy 2800 członków. Tereny te wchodziły w struktury Wojennego Okręgu „San” (nr 6), który dzielił się na trzy taktyczne odcinki:
    1. „Łemko” – obejmował ziemię przemyską, część Bojkowszczyzny i Łemkowszczyznę,
    2. „Danyliw” – obejmował Podlesie, Chełmszczyznę oraz wschodnie tereny powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego,
    3. „Bastion” – obejmował ziemię jarosławską, lubaczowską i tomaszowską.
    UPA swoją działalność poszerzyła wraz z rozwojem akcji przesiedleńczej. Szerzyła propagandę przeciwko wyjazdom na wschód oraz przede wszystkim prowadziła działania partyzanckie. Odziały UPA występowały przeciwko organom polskiej władzy, zrywały linie kolejowe i mosty, walczyły z oddziałami wojska polskiego, napadały na posterunki MO, UB, niszczyły urzędy repatriacyjne oraz dworce kolejowe.
    Do 3 września 1945 roku na wschód wyjechało zaledwie 221 231 Ukraińców. Aby zaktywizować przesiedlenie oraz w celu całkowitego rozbicia sił UPA powołano Grupę Operacyjną „Rzeszów” (wrzesień1945roku). Do końca 1946 roku, kiedy władze radzieckie odmówiły przyjmowania przesiedleńców, z Polski wysiedlono ogółem 477 398 Ukraińców / w tym z Rzeszowskiego 273 300, Lubelskiego 193 975 i Krakowskiego 20 893.
            Przesiedlenie ludności ukraińskojęzycznej w latach 1945-46 do USRR nie rozwiązało problemu ukraińskiego w Polsce, gdyż na terenie południowo-wschodnich województw państwa polskiego zostały rodziny ukraińskie, które uniknęły przesiedlenia. Pod koniec 1946 roku władze oceniały liczbę Ukraińców na 20 tysięcy osób, w kwietniu 1947 roku na 80 tysięcy ludzi. Dane te okazały się znacznie zaniżone, w Polsce pozostało około 200 tys. osób narodowości ukraińskiej.
            Ludność ta stanowiła oparcie dla oddziałów UPA. Na przełomie 1946-1947 działały cztery kurenie /bataliony/ UPA: „Bajdy” i „Rena” w rejonie Leska, Sanoka i Przemyśla, „Zalizniaka” w powiatach jarosławskim i lubaczowskim oraz „Berkuta” w rejonie Hrubieszowa i Tomaszowa Lubelskiego. Prócz tych kureni działały samodzielne sotnie „Bryla”, „Smyrnego” i „Wołodi”. Ogółem siły UPA liczyły wtedy około 1500 ludzi.
            Istnienie UPA stwarzało władzom możliwości usprawiedliwienia najbardziej niehumanitarnych posunięć wobec Ukraińców. W owym czasie UPA nie stanowiła jednak poważniejszego zagrożenia dla państwa polskiego i władz polskich. Łączne straty zadane przez UPA stronie polskiej w latach 1944-47, wg zawyżanych danych rządowych, wyniosły 2 199 zabitych w tym 997 żołnierzy, 603 funkcjonariuszy UB, MO i ORMO oraz 599 osób cywilnych.
    Z kolei po stronie ukraińskiej w tym okresie zginęło, co najmniej 5,5 tysiąca osób
    W związku z niemożliwością kontynuowani przesiedlenia Ukraińców do USRR /odmowa rządu radzieckiego/, władze polskie zaczęły przymierzać się do koncepcji przesiedlenia Ukraińców na ziemie zachodnie i północne Polski. Zdaniem m.in. R. Drozda zamierzeniom tym przyświecały dwa cele: pierwszy doraźny – rozbicie oddziałów UPA dzięki wysiedleniu ludności, drugi perspektywiczny – ostateczne rozwiązanie problemu ukraińskiego przez polonizację Ukraińców na nowym miejscu osiedlenia.
            Przygotowanie do wysiedlenia ludności ukraińskiej rozpoczęły się już w drugiej połowie 1946 roku. W styczniu 1947 roku władze przystąpiły do organizacyjno-technicznego opracowania całej akcji.
    W lutym 1947 roku po odbyciu inspekcji w Wojewódzkich Komitetach Bezpieczeństwa w Katowicach, Krakowie i Lublinie gen. bryg. Stefan Mossor w piśmie do ministra obrony narodowej marszałka Polski Michała Roli-Żymierskiego napisał m. in.: „Wiele jednostek, a nawet rodzin ukraińskich ukryło się w lasach lub miejscowościach przygranicznych na terenie Czechosłowacji i wróciło potem do swoich siedzib stanowiąc bazę dla band UPA i niebezpieczeństwo wszelkiej irredenty na przyszłość. (...) wydaję się rzeczą konieczną, aby na wiosnę przeprowadzić energiczną akcje przesiedleń tych ludzi pojedynczymi rodzinami w rozproszeniu na całe Ziemie Odzyskane, gdzie się szybko zasymilują”.
            27 marca 1947 roku gen. bryg. Stefan Mossor wysunął na posiedzeniu Państwowej Komisji Bezpieczeństwa propozycję wysiedlenia ludności ukraińskiej z województwa rzeszowskiego. Propozycja ta została przyjęta i następnie przekazana do Biura Politycznego KC PPR. W tym samym dniu z podobnym żądaniem wystąpił Wydział Operacyjny Oddziału III Sztabu Generalnego WP.
            Następnego dnia w zasadzce zorganizowanej przez UPA (sotnia „Chrina”) w rejonie Cisnej zginął gen. Karol Świerczewski. 29 marca 1947 roku zostało zwołane Biuro Polityczne KC PPR, na którym postanowiono:
    1. „1. W szybkim tempie przesiedlić Ukraińców i rodziny mieszane na tereny Odzyskane (przede wszystkim Prus płn.), nie tworząc zwartych grup i nie bliżej niż 100 km od granicy;
    2. Akcję wysiedlenia uzgodnić z rządem Zw. Radzieckiego i Czechosłowacji;
    3. Rozpracowanie danych o ludności ukraińskiej w Polsce oraz opracowanie projektu przesiedlenia poleca się tow. Spychalskiemu i Radkiewiczowi.
    Termin – 1 tydzień.”
            11 kwietnia 1947 roku na kolejnym posiedzeniu Biura Politycznego KC PPR zobowiązano wiceministra administracji publicznej Władysława Wolskiego, który pełnił również bezpośredni nadzór nad Państwowym Urzędem Repatriacyjnym (PUR), do przedstawienia planu przesiedlenia Ukraińców. Powołano sztab do przeprowadzenia akcji wysiedleńczej. Znaleźli się w nim: gen. S. Mossor, płk. Grzegorz Korczyński, ppłk. Juliusz Hůbner.
            12 kwietnia 1947 roku odbyło się posiedzenie Państwowej Komisji Bezpieczeństwa, na którym omówiono sprawę przesiedlenia ludności ukraińskiej. Gen. Mossorowi polecono opracowanie planu akcji wysiedleńczej. Projekt takiego planu pod nazwą „Projekt organizacji akcji specjalnej „Wschód” gen. Mossor przedstawił 16 kwietnia. Stwierdzono w nim, że głównym zadaniem akcji specjalnej jest przeprowadzenie w porozumieniu z PUR przesiedlenia wszystkich Ukraińców na Ziemie Odzyskane i osiedlenie ich w jak największym rozproszeniu. Równocześnie miała być prowadzona akcja zwalczania oddziałów UPA. Obszar działania grupy operacyjnej podzielono na cztery obszary operacyjne: „S” – Sanok, „R” – Rzeszów, „L” – Lublin i „G” – Gorlice. Całą akcje planowano zrealizować w ciągu 4 tygodni. Powyższy plan został przyjęty tego samego dnia przez Biuro Polityczne KC PZPR, zmieniono tylko nazwę na grupą operacyjną „Wisła”. Początek akcji zaplanowano na 23 kwietnia 1947 roku.

    17 kwietnia Państwowa Komisja Bezpieczeństwa przyjęła decyzje Biura Politycznego o podjęciu działań wojskowo - przesiedleńczych wobec ludności ukraińskiej. W tym dniu wspomniana Komisja wydała zarządzenie dla Grupy Operacyjnej „Wisła” /GO „Wisła”/, w którym polecono zlikwidować UPA oraz przesiedlić Ukraińców na ziemie zachodnie i północne. 18 kwietnia roku minister obrony narodowej M. Rola-Żymierski wydał rozkaz dla GO „Wisła”. Na jej dowódcę mianowano gen. bryg. Stefana Mossora, a jego zastępcami zostali: płk Grzegorz Korczyński /do spraw bezpieczeństwa/, ppłk Bolesław Sidziński /do spraw polityczno-wychowawczych/ i ppłk Hubner /do spraw Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego/. Szefem sztabu został płk Michał Chyliński.
            Całą akcje wysiedleńczą planowano realizować w dwóch fazach. W pierwszej teren objęty działaniami GO „Wisła” został podzielony na dwa rejony „S”- Sanok i „R”- Rzeszów. Siły GO „Wisła” wyniosły około 20 tys. żołnierzy, funkcjonariuszy MO i UB. Przyjęto liczbę od 20 do 50 żołnierzy na jedną wieś plus od 30-do 50-osobowy obwód na każdy z 28 pod rejonów, na który przypadało od 6 do 21 wsi.
            W pierwszej fazie zamierzano dokonać całkowitej ewakuacji rejonu Sanoka z terenami przyległymi od zachodu i północy oraz w Lubelskim Okręgu Wojskowym. W drugiej fazie akcją miano objąć tereny rejonu Przemyśl-Lubaczów i obszaru zawartego między Wisłokiem a Nowym Sączem. Na całym obszarze przewidziano wprowadzenie godziny milicyjnej.
            22 kwietnia 1947 roku Sztab GO „Wisła” wydał rozkaz podległym sobie jednostkom, w którym określił zasady organizacji wysiedlenia ludności.
    Dowódcy jednostek zobowiązani zostali do wyznaczenia oddziałów do wysiedlenia poszczególnych miejscowości. Oddziałami wysiedlającymi mogły być jedynie zwarte jednostki, jak plutony, kompanie, bataliony. Dowódcą powierzono także organizację punktów załadowczych oraz wysiedlenie oddziałów konwojujących transporty z wysiedloną ludnością. Wysiedleniom podlegały wszystkie rodziny ukraińskie i polsko-ukraińskie za wyjątkiem osób zatrudnionych w przemyśle naftowym i na kolei.
            Transport wysiedleńczy miał składać się z 240 wagonów krytych i 10 platform, miał pomieścić 300 osób, 120 sztuk bydła i około 30 wozów /jeden wagon miał przypadać na 2 trzyosobowe rodziny/. Ludność zamierzano objąć opieką sanitarną i zapewnić żywność.
            Ponadto nakazano dokonać podziału ludności ukraińskiej na grupy:
    „A”- wszystkie osoby notowane przez UB, „B”- wszystkie osoby notowane przez zwiad wojskowy, „C”- wszystkie osoby notowane przez dowódcę oddziału wysiedlającego. Jednocześnie MBP opracowało zasadę rozmieszczania rodzin ukraińskich na Ziemiach Odzyskanych. Zalecano w niej, aby osadników z akcji „Wisła” osiedlić poza 50 km pasem od granic lądowych i 30 km od granic morskich. Ponadto z osadnictwa ukraińskiego wyłączono 30 km strefę od miast wojewódzkich i 10 km pas od zachodniej granicy Polski z 1939 roku. Ludność ukraińska miała być rozmieszczona po całym powiecie tak, by jej liczba nie przekroczyła 10% danej gromady. Zalecano, aby w jednej wsi umieszczano tylko jedną rodzinę z kategorią „A” lub „B” a do pięciu z kategorią „C”. Instrukcja ograniczała również możliwość poruszania się osadników z akcji „Wisła” do innych powiatów ziem zachodnich i północnych, zabraniała natomiast w ogóle wydawania zezwoleń na powrót lub wyjazd do dawnych miejscowości zamieszkania.
            24 kwietnia 1947 roku Prezydium Rady Ministrów podjęło uchwałę w sprawie akcji „Wisła”, która zawierała decyzję o całkowitej likwidacji UPA oraz przeprowadzenia akcji przesiedleńczej. Stała się ona podstawą prawną do wysiedlenia ludności ukraińskiej na Ziemie Odzyskane. Koszty operacji szacowano wstępnie na 65 mln zł. Na podstawie tejże uchwały gen. Mossor otrzymał 25 kwietnia pełnomocnictwo rządu do przeprowadzenia całej akcji.
    Od ranka 28 kwietnia 1947 roku rozpoczęła się realizacja pierwszego etapu akcji przesiedleńczej. W etapie tym trwającym do 31 maja 1947 roku główny wysiłek położono na przesiedlenie Ukraińców z powiatów: Sanok, Przemyśl, Lesko, Brzozów i częściowo Lubaczów. Do 15 maja z 12 stacji załadowczych odeszło 150 transportów, w których znalazło się 50 130 osób, 5 532 koni, 11 721 sztuk bydła. Ogółem do 31 maja wysiedlono 66 807 osób w 204 transportach. Równocześnie prowadzono akcje wojskowe skierowane na rozbicie kureni „Bajdy” i „Rena”. Wojska polskie współpracowały przy tym z dowództwem straży granicznej ZSRR i Czechosłowacji, których wojska obsadziły granicę z Polską.
            W trakcie trwania pierwszego etapu akcji „Wisła” władze wojskowe i cywilne rozpoczęły przygotowania do realizacji jej drugiego etapu.
    5 maja 1947 roku na posiedzeniu Państwowej Komisji Bezpieczeństwa omawiano przygotowany przez gen. Mossora plan działania GO „Wisła” w drugim etapie. Przewidywano rozszerzenie operacji „Wisła” w drugim etapie. Przewidywano rozszerzenie operacji „Wisła” na powiaty województwa krakowskiego i lubelskiego.
            9 maja 1947 roku Sztab GO „Wisła” wydał rozkaz operacyjny dotyczący działań jednostek wojska w drugim etapie akcji przesiedleńczej. Wyznaczono w nim nowe rejony działania dla poszczególnych dywizji wchodzących w skład GO „Wisła”. Przewidywano zakończenie przesiedlenia do 27 czerwca 1947 roku oraz przedłużenie działalności GO „Wisła” do 1 lipca 1947 roku. Po rozwiązaniu GO „Wisła” dalszą walką z UPA i ewentualnymi przesiedleniami miały się zająć pozostawione na tym terenie oddziały wojskowe, UB, milicja, a dowodzenie mieli przejąć dowódcy OW /Kraków/ i OW-VII /Lublin/.
            3 czerwca wojsko rozpoczęło przesiedlenie ludności ukraińskiej w ramach drugiego etapu akcji „Wisła”. Dzień później zapoczątkowano akcję przesiedleńczą w powiatach włodawskim i hrubieszowskim, a od 10 czerwca w tomaszowskim, nowosądeckim i nowotarskim. Do 15 czerwca akcja wysiedleńcza zakończona została w powiatach: Lesko, Sanok, Przemyśl, Krosno, Jasło, Lubaczów, Gorlice i Jarosław. W drugim etapie akcji „Wisła” trwającym do końca czerwca wysiedlono 30 075 osób w 118 transportach.
            16 czerwca 1947 roku Państwowa Komisja Bezpieczeństwa wydała zarządzenie przedłużające działalność GO „Wisła” do 31 lipca 1947 roku. W ten sposób 1 lipca rozpoczął się trzeci etap akcji „Wisła”, który trwał do 31 lipca 1947 roku. W tym okresie głównym obszarem działania GO „Wisła” były powiaty Nowy Sącz, Lubaczów i Lubelszczyzna.
            W trzecim etapie akcji „Wisła” przesiedleniem zostały objęte nie tylko nowe tereny, ale również powiaty, z których ludność została wcześniej wysiedlona. Akcję wznowiono m. in. w powiatach jarosławskim i lubaczowskim. W tym celu 6 lipca 1947 roku dowództwo GO „Wisła” wydało rozkaz o powołaniu przy każdym pułku tzw. grup kontrolnych, które zajmowały się wyszukiwaniem rodzin lub osób unikających przesiedlenia. Takie osoby zalecano wysiedlić, a powracające osoby zatrzymać i skierować do obozu w Jaworznie. Dla przykładu w przemyskim grupy kontrolne odnalazły 487 rodzin /1650 osób/ w 73 wsiach. W drugiej połowie lipca wszystkie te rodziny zostały wysiedlone. Ogółem w trzecim etapie wysiedlono 36 453 osoby w 113 transportach.
            W okresie działalności GO „Wisła” rozbite zostały wszystkie oddziały UPA w Polsce. Zabito i skazano na śmierć 663 osoby, wzięto do niewoli lub aresztowano 675 osób. Ponadto do obozu w Jaworznie odesłano 2781 osób. Poza tym zdobyto wiele sprzętu wojskowego, m. in. 6 moździerzy, 3 rusznice przeciwpancerne, 11 cekaemów, 103 erkaemy, 171 pistoletów maszynowych, 701 karabinów. Straty wojskowe wyniosły 61 zabitych i 91 rannych. Należy jednak zaznaczyć, że wśród osób zabitych i zatrzymanych przez wojsko znalazła się znaczna liczba osób cywilnych nie powiązanych z UPA.
            Po rozwiązaniu GO „Wisła” dalszą walką z resztkami UPA i przesiedleniem ludności zajęło się dowództwo OW nr V i VII.
            GO „Wisła” została rozwiązana 31 lipca 1947 roku. Według niepełnych danych wojskowych do tego dnia wysiedlono 140 577 osób. Ludność zabrała ze sobą 20 460 koni, 45 729 krów i owiec. Wysiedleniem objęto teren trzech województw /22 powiaty/. Z województwa rzeszowskiego przesiedlono 85 339 osób, z lubelskiego 44 728 osób, z krakowskiego 10 510 osób.
    Wysiedlenie trwało nadal. W sierpniu 1947 roku przesiedlono około 800 rodzin z powiatu biłgorajskiego. We wrześniu przez punkt kierunkowy w Lublinie przejechały 3 transporty ze 176 rodzinami /515 osób/. 10 października został wysłany z Hrubieszowa do Olsztyna transport liczący 94 rodziny /304 osoby/. 13 kwietnia 1949 roku wojsko wysiedliło osoby ze wsi Jaworki, a 20 kwietnia ze Szlachtowej /powiat Nowy Targ/. W październiku i listopadzie 1949 roku została wznowiona akcja wysiedleńcza w powiatach granicznych województwa rzeszowskiego. Ostatnią grupą, jaka została wysiedlona, były 34 rodziny /103 osoby/ z tzw. Rusi Szlachtowskiej /wsie Szlachtowa, Jaworki. Czarna Woda, Biała Woda/, które 22 kwietnia 1950 roku deportowano do województwa szczecińskiego.
    Przesiedlenie poszczególnych miejscowości miało zbliżony przebieg. O świcie wojsko otaczało wieś szczelnym pierścieniem i nakazywało jej mieszkańcom szykować się do drogi. O wyjeździe informowano ludność po zgromadzeniu jej w jednym miejscu lub każdą rodzinę oddzielnie. Z reguły mieszkańcom pozostawiano 2 godziny na spakowanie się.
    Ludność starała się uniknąć przesiedlenia. Część szukała schronienia w lasach lub u rodzin i znajomych w innych powiatach. Niektórzy starali się załatwić sobie dokumenty stwierdzające polską narodowość. Polscy księża często wystawiali rzymskokatolickie metryki. Pisano również podania zapewniające o lojalności wobec państwa polskiego. W większości przypadków zabiegi te nie uchroniły przed przesiedleniem.
    Część przesiedleńców nie podlegała przesiedleniu. Byli to ludzie zatrudnieni w przemyśle naftowym, kolejarze, leśnicy, których zamierzano deportować w późniejszym terminie. Zdarzały się też przypadki pozostania Ukraińców na miejscu dzięki pozyskaniu przez nich metryk rzymsko-katolickich i przymykaniu na ten fakt oczu przez niektórych dowódców wysiedlenia na lokalnym szczeblu. Przykładem może być wieś Kalinków w przemyskim, skąd wysiedlono około 30% Ukraińców. Jak wynika z relacji świadków „reszta spokojnie została, tylko cerkiew zamknęli”. W obecnym województwie przemyskim z różnych powodów i pozostało ponad tysiąc Ukraińców, z czego kilkaset w Kalinkowie.
    Po załadowaniu transport pod eskortą żołnierzy kierowano do punktu kierunkowego Katowice /Oświęcim/ lub Lublin. Stąd wysyłano pociągi do punktów rozdzielczych na Ziemiach Odzyskanych. W pierwszych tygodniach akcji „Wisła” transporty kierowano do Szczecinka i Olsztyna, a od drugiej połowy maja także do Wrocławia /Oleśnicy/i Poznania.
    Na punktach rozdzielczych transporty z ludnością ukraińską kierowano do poszczególnych powiatów Ziem Odzyskanych. Przez punkt w Szczecinku wysyłano transporty do województwa szczecińskiego i gdańskiego, przez Olsztyn do województwa olsztyńskiego, gdańskiego i białostockiego, przez Poznań na Ziemię Lubuską, natomiast do Oleśnicy przybywały transporty przeznaczone do województwa wrocławskiego.
    Jedną z ciemniejszych kart akcji „Wisła” był obóz w Jaworznie powstały na miejscu filii obozu koncentracyjnego Auschwitz. Centralny Obóz Pracy w Jaworznie został utworzony na mocy decyzji Biura Politycznego KC PPR z 23 kwietnia 1947 roku Przetrzymywano w nim osoby aresztowane na podstawie list proskrypcyjnych sporządzonych przez funkcjonariuszy UB działających przy GO „Wisła”. Trafiły tam również osoby, które po przesiedleniu powróciły do swego dawnego miejsca zamieszkania. W obozie znalazło się także 22 księży
    grecko-katolickich i 5 prawosławnych. Ogółem osadzono w Jaworznie
    3 873 osoby, w tym 700 kobiet i dzieci. Zginęły co najmniej 162 osoby.
    W związku z zaniżonymi określeniami liczebności ludności ukraińskiej, nie zawsze władze lokalne kierowały się zasadami osadnictwa wyznaczonymi dla akcji „Wisła”. Przede wszystkim nie wszędzie było możliwe zastosowanie 10%-go rozproszenia ludności przesiedlanej. Przesiedleńców osiedlono w 64 powiatach 6 województwach /wg podziału z 1947 roku/:białostockiego /991 osób/, gdańskiego /6838 osób/, olsztyńskiego /55 089 osób/, poznańskiego /8042 osoby/, szczecińskiego /48 465 osób/ i wrocławskiego /21 235 osób/. Najwięcej osadzono w powiatach: węgorzewskim /7109 osób/, pasłęckim /5861 osób/, braniewskim /6689 osób/, kętrzyńskim /5506 osób/ w województwie olsztyńskim oraz w powiecie człuchowskim /6930 osób/ w województwie szczecińskim. W województwie olsztyńskim odsetek ludności ukraińskiej przekroczył 11%, w 17 powiatach Ziem Odzyskanych ludność ukraińska stanowiła więcej niż 10% mieszkańców, natomiast w trzech powiatach /braniewskim, iławskim i węgorzewskim/ Ukraińcy stanowili 30% ogółu mieszkańców.
            Obecne oceny akcji „Wisła” nie są jednoznaczne. Dla Ukraińców jest ona symbolem represyjnej polityki władz polskich. Przesiedlenie ludności ukraińskojęzycznej przerwało ciągłość jej siedlisk i występowanie tradycyjnych cech krajobrazu kulturowego. Przesiedleńcy znaleźli się w diametralnie innym środowisku krajobrazowym i cywilizacyjnym. Dla wielu Polaków wszystko to było konsekwencją konfliktu polsko-ukraińskiego lat 1942-47. Poza tym akcja „Wisła” doprowadziła do znacznej dewastacji terenów południowo-wschodniej Polski /wiele wsi znikło z powierzchni ziemi/. Z drugiej strony przyczyniła się do zagospodarowania ziem zachodniej i północnej Polski.
    Akcja „Wisła” nie spełniła jednak swojego podstawowego zadania – nie doprowadziła do całkowitego rozwiązania problemu ukraińskiego w Polsce.
    Po 1956 roku część przesiedleńców powróciła na dawne tereny, co doprowadziło do fragmentarycznego odtworzenia sytuacji sprzed 1947 roku. Natomiast na ziemiach zachodnich i północnych 50 lat po wysiedleniu Ukraińcy wybudowali i budują liczne cerkwie będące swego rodzaju pomnikiem ich trwania „na wygnaniu”.

    1. Przebieg wysiedlenia i rozsiedlenie mieszkańców Czertyżnego na Ziemiach Zachodnich.
    Trudno jest, dzisiaj stwierdzić czy mieszkańcy Czertyżnego wiedzieli o mającym nastąpić wysiedleniu. Według St. Dudry w dniu rozpoczęcia operacji „Wisła” uruchomiono akcję rozrzucania z samolotów ulotek propagandowych. Ludność ukraińską przekonywano że przesiedlenie jest skutkiem działania band, jednak w konsekwencji zapewni im spokojne życie na nowych terenach Polski. Jednocześnie informowano, że ci, którzy nie podporządkują się zarządzeniom o wysiedleniu i pozostaną w okolicach objętych akcją, będą traktowani jako bandyci UPA .
    Wiele trudności może przysporzyć dokładna próba odtworzenia wydarzeń w Czertyżnem z przed ponad 50-ciu laty, ze względu na ulotną pamięć ludzką, a przede wszystkim niewielką liczbą żyjących świadków tamtych zdarzeń. Z reguły działania podczas przesiedlenia w każdej wsi były podobne, wojsko wkraczało do wsi, dawało określony czas na spakowanie się. Zależne to było od dowódcy nadzorującego przebieg akcji. Deportowana ludność, w zależności od sytuacji, stosunku oddziału wojskowego dokonującego wysiedleń, otrzymywała krótszy lub dłuższy czas na przygotowanie się do opuszczenia wsi. Wahał się on zazwyczaj od 24 do 48 godzin. Niejednokrotnie zdarzały się przypadki, że o świcie przyjeżdżali przedstawiciele PUR, a wieczorem wieś była opustoszała. W skutek malej ilości furmanek ludność była zmuszona zostawiać całe swe urządzenia, zboże ziemniaki, oraz inne środki żywnościowe. Założenia akcji przesiedleńczej przewidywały że każda rodzina otrzyma pół wagonu towarowego do własnej dyspozycji, do którego miano załadować cały dobytek. Jednak błędnie oszacowana liczba ludności przewidzianej do wysiedlenia spowodowała, że przygotowana liczba wagonów okazała się nie wystarczająca. Wynikiem tego było zwiększenie liczby rodzin w każdym wagonie.
            Zabierany w drogę podstawowy sprzęt rolniczy, domowy, ilość inwentarza żywego i ziarna siewnego wpisywano przesiedleńcom do „Karty przesiedleńczej”, w której odnotowano także ilość pozostawionej ziemi ornej, łąk, pastwisk, lasu, budynków mieszkalnych i gospodarczych. Czynione odpowiednie zapisy były niezbędne do późniejszego wyznaczenia wielkości gospodarstw na ziemiach zachodnich i wysokości ekwiwalentu za pozostawione dobra materialne.
    Podróż Łemków trwała od 3 do 7 dni. Tak długi czas przejazdu wynikał m.in. z konieczności formowania transportów zbornych, uwzględnienia planowanego ruchu pociągów, konieczności dokonywania przerw w podróży, które wynikały często także z aktualnych potrzeb ludności.
            Na trasie przejazdu wydawane były posiłki; na stacjach etapowych dostarczano również paszę dla zwierząt. Były to jednak ilości znikome w stosunku do potrzeb.
            Istotnym elementem gehenny deportowanej ludności łemkowskiej były wydarzenia związane z obozem w Jaworznie. W 1947r, Biuro Polityczne KC PPR podjęło decyzję o przekształceniu istniejącego od stycznia 1945r Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, na obóz dla cywilnej ludności ukraińskiej podejrzanej o sprzyjanie podziemiu. Obóz w Jaworznie znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie Oświęcimia, jednego z punktów rozdzielczych dla deportowanej ludności. W Oświęcimiu dowódcy transportów otwierali zalakowane koperty z zaszyfrowanymi nazwami stacji docelowych, po czym następowało rozdzielenie mieszkańców poszczególnych wsi i wysłanie ich do różnych zakątków Polski. Ponownie sprawdzano personalia przesiedleńców i dokonywano aresztowań o współprace z UPA. Pierwsze zwolnienia z obozu w Jaworznie rozpoczęły się w lutym 1947r.
    Taki przebieg przesiedlenia przedstawił St. Dudra, ja natomiast będę się starała na podstawie relacji świadków – byłych mieszkańców Czertyżnego odtworzyć przebieg wydarzeń z czerwca 1947 r.
    Sylwester Madzelan opisuje te dni w sposób następujący: dzień, w którym pożegnaliśmy Czertyżne to 6.06.1947 r. Ostatnia Służba Boża przed wysiedleniem nie odbyła się, choć ludzie długo czekali na duchownego. W Czertyżnem był zwyczaj po kolei przywozić, (kto miał konia) duchownego z Banicy, (bo tam była parafia). Ostatnim, który pojechał po duchownego Hrebieniaka był mój ojciec Gregor Madzelan. Ludzie zeszli się do cerkwi, ale oni długo nie przyjeżdżali z Banicy, więc starsi powiedzieli do mnie „idź Sylwester i zobacz, co się stało, dlaczego tak długo ich nie ma”. Poszedłem pieszo do Banicy, zobaczyłem – jadą nasze konie, a na wozie pełno polskiego wojska. Ojciec zobaczył mnie i na pewno powiedział żołnierzom, kim jestem, bo zatrzymali się i powiedział do mnie „wracaj z powrotem i powiedz ludziom, aby rozeszli się, bo duchownego nie będzie”. Jak wrócił wieczorem do domu, to powiedział, że zawiózł duchownego do Śnietnicy. Widziałem wtedy jak 6-7 żołnierzy siedząc z tyłu wozu biło duchownego, który leżał na podłodze wozu. Później dowiedziałem się, że duchowny został zabrany do Jaworzna. Krótko przed wysiedleniem nad wsią przeleciał samolot rozrzucając ulotki informujące o przyszłym wysiedleniu. W trakcie wysiedlenia ludzie płakali i zabierali, co mogli zabrać na wóz. U nas został ul z pszczołami. Z chaty zabraliśmy przede wszystkim święte obrazy. Wszyscy myśleliśmy, że jedziemy na jakiś czas, że szybko wrócimy. Zostały pełne spichlerze ziarna, ziemniaków, zasiane pola. Wysiedlenie rozpoczęło się od dolnego końca wsi, to jest od drogi do Banicy. Prowadziła nas eskorta wojskowa do Śnietnicy, gdzie doszliśmy wieczorem. Tam trzymali nas za drutami do rana. Rano dalej poprowadzili nas aż do Gorlic, gdzie czekaliśmy na pociąg z wagonami, w jakich wozi się bydło. W Gorlicach „przejrzeli” jeszcze naszych” i co niektórych zabrali do Jaworzna. Pakowali nas wioskami, ludzi razem z bydłem,. Do Międzyrzecza jechaliśmy tydzień. W czasie jazdy inwentarz chciał jeść, bo nie zabraliśmy ze sobą żadnych zapasów, więc maszynista czasem zwalniał, abyśmy mogli wyskoczyć i skosić trochę trawy lub koniczyny. Ludzie w czasie drogi nie dostawali żadnego jedzenia oprócz tego co każdy miał.
            Inną relację podaję Maria Błaszczak, która w momencie wysiedlenia miała 38 lat: Wysiedlenie rozpoczęło się 7 czerwca 1947r.Byłam wtedy siedem dni po porodzie. Trzy dni przed wysiedleniem chodzili z gminy korygować spisy. 7 czerwca wojsko otoczyło wieś i dało dzień na spakowanie. Nie pomagało i nie paliło wsi. Dostaliśmy furmankę na dobytek. Przy przesiedleniu było złodziejstwo, Polacy ukradli mi źrebaka i byka, trzeba było pilnować dobytku. Skradziono mi również odzież. W domu została sieczkarnia, żarna i kołowrotek do wełny. Rabusie zrywali podłogi aby zabrać co się da. Maszynę do szycia zamurowaną miałam w piwnicy, znaleźli i zabrali. Z obory uciekły „kroli, to dotych kroli strylaly że popadaly”. Pozostawiliśmy kartofle, chleb, zboże w „szpiklyry” -klucz tato schował w dziupli śliwki. W 1970r. gdy po raz pierwszy po wysiedleniu pojechaliśmy do Czertyżnego klucz w dziupli był ale spichlerza nie było. Dzwon ludzie ukryli u kościelnego Michniewicza pod stodołą, ale też go ukradli. Z Czertyżnego nie wysiedlili Hilarego Czerniańskiego który miał jakieś znajomości., ale 2 tygodnie później został przesiedlony do Banicy. Został jeszcze Władek Cisła, który później sprzedał całe Czertyżne Polakom. Szliśmy do Śnietnicy, tam nocowaliśmy, następnie szliśmy do Grybowa, a później do Gorlic. W Gorlicach nocowaliśmy, pamiętam, że padał straszny deszcz. W Gorlicach czekaliśmy prawie cały dzień, a pakowali nas do wagonów prawie przez pół dnia. W Oświęcimiu brali na szczepienie, został tam mój mąż Wasyl i jego brat Andrzej. Zabrali ich do Jaworzna. Siedem miesięcy ich nie było. Sama musiałam wychowywać dzieci, a gdy ich wypuścili i przyjechali do domu to sama skóra i kości. W Jaworznie strasznie byli bici. Ukrywali się po szambach żeby nie być bitym, jedli zjełczałe kaczany z kapusty. Przyjechali do Strzelec Krajeńskich (tam nas przesiedlono) na początku 1948 r., ale tam trzymano ich jeszcze przez tydzień na UB, tak że do domu wrócił . Po powrocie męża brali na UB i tam też bili. Oprócz nich do Jaworzna wzięli jeszcze Aleksandra Sycza, Józefa Czerniańskiego, Jana Czerniańskiego i Semana Kopyściańskiego.
            Helena Popławska (z domu Sycz) miała w momencie wysiedlenia 11 lat, dlatego jej wspomnienia są dość krótkie: Kilka dni przed przesiedleniem byłam po raz pierwszy i ostatni z ojcem w Krynicy. Do miasta tego wszyscy Czertyżnianie chodzili pieszo na skróty przez góry. Pamiętam że natknęliśmy się na wałęsające się cielęta, to za pewne z wysiedlonych wcześniej wiosek .
    7 czerwca przyszło wojsko i w bardzo krótkim czasie kazali się spakować. Pamiętam że tato zaprowadził przed przesiedleniem krowę do wujka w Wysowej, aby nie brać trzeciej ze sobą. Miał nadzieję że wysiedlenie będzie krótkotrwałe i wrócimy z powrotem. Stało się inaczej, w góry nie powróciliśmy, więc za krowę tato odebrał pieniądze. Wujek nie został wysiedlony ponieważ był ożeniony z Polką. Pamiętam jeszcze, że jak szliśmy do Gorlic, to padał straszny deszcz.

            Jan Werba, wówczas 33 letni mężczyzna wspomina: Wiozłem do Grybowa drzewo, po drodze zajechałem do tartaku w Kinclowej tam dowiedziałem się że w Śnietnicy było wojsko i mają ludzi wysiedlać. Po powrocie do domu żona mnie poinformowała, że przeprowadzono spis ( ilość domowników i majątek jaki posiadali ), i będą następnego dnia wysiedlać nas. Postanowiłem zabić świnie abyśmy mieli co jeść, nie wiedzieliśmy dokąd nas będą wysiedlać i na jak długo. Do kufra spakowaliśmy żywność, do drugiego odzież, na resztę dobytku zrobiłem drewniane skrzynie. Następnego dnia przyszło wojsko, kazali się spakować. W centrum wsi była zbiórka. Konia wojsko mi wcześniej zabrało więc do wozu zaprzęgłem dwie krowy. Krowy nie mogły sobie poradzić z ciągnięciem wozu ponieważ nie umiały tego robić a do tego było straszne błoto więc sąsiad pożyczył mi swoje dwie i tak dotarłem do Śnietnicy. W domu pozostawiłem cały mój dobytek, wziąłem jedynie dwa kufry z żywnością i odzieżą. Żal było zostawiać ziemię którą uprawialiśmy z dziada pradziada. Wojsko zaprowadziło nas do Śnietnicy (gminy), tam nocowaliśmy. W Śnietnicy cofnięto z powrotem do Czertyżnego Górkę ponieważ był pracownikiem lasu. Wrócił do Czertyżnego wieczorem, wieś była wyludniona i z każdej strony dochodziły odgłosy wyjących psów zapewne zapomnianych przez wyjeżdżających w pośpiechu Czertyżnian. Namyślał się całą noc i doszedł do wniosku że jedzie tam gdzie jego sąsiedzi i krewni, nie ważne gdzie by to miało być. W Gorlicach nocowaliśmy kobiety spały w namiotach mężczyźni pilnowali dobytku. Miałem dziesięć owiec razem były związane, gdy pakowałem się do pociągu owce mi uciekły. Ciężko było je złapać między furmankami. Złapali je Polacy którzy tylko czekali na taką okazję. W wagonie było nas dwanaście rodzin, ale bez bydła. Były wagony w których w których jechały po trzy rodziny, ale za to z bydłem. Z Gorlic pojechaliśmy do Oświęcimia, a tam zabrali kilka osób do Jaworzna. Jedzenie dostaliśmy dopiero w Poznaniu. Nie mieliśmy paszy dla bydła więc maszynista zatrzymywał pociąg abyśmy mogli trawę nakosić. Do Międzyrzecza przywiózł nas pociąg, a długi był taki że końca nie było widać. Następnie nas rozlokowywano, najwięcej osób trafiło do Wojciechówką, folwarku poniemieckiego. Moją rodzinę i cztery inne przywieziono do Stołunia. Sołtys nas rozdzielał. Rodzina z którą zamieszkaliśmy bała się nas. Kobieta przez trzy tygodnie trzymała siekierę pod poduszką. Mówić po łemkowsku nam nie pozwalano a przecież starsi ludzie nie znali polskiego. Ciężkie były to chwile dla nas „gdyby stare ludzie wstali z grobu to by zapłakali”.
            Siedemnastoletni wówczas Szymon Błaszczak pamięta, że: kilka dni przed wysiedleniem nad wsią przeleciał samolot rozrzucając ulotki o mającym nastąpić wysiedleniu oraz z ostrzeżeniem aby nie stawiano oporu. W dniu 07.06.1947 r. do wsi weszło około 30 żołnierzy pod dowództwem oficera w stopniu podporucznika. Wojsko dało 2 godziny Na spakowanie się, jeżeli ktoś nie miał wozu, to dawali furmankę. Jeżeli ktoś miał, to mógł wziąć nawet 2 wozy. W trakcie wysiedlenia wojsko zachowywało się spokojnie, ale oficer kogoś uderzył. Z Czertyżnego poszliśmy do Stróża, gdzie czekaliśmy 2 albo trzy dni. Z tego co pamiętam padał wtedy straszny deszcz. Po załadowaniu nas do wagonów bydlęcych ruszyliśmy na zachód. Razem z nami pociągiem jechało 9 rodzin z Czertyżnego. Na postoju w Oświęcimiu kazali chłopom iść po żywność. Ci co poszli, to już nie wrócili – zabrali ich do Jaworzna, skąd wrócili dopiero po siedmiu miesiącach. Już w Oświęcimiu zaczęli ich bić. Wojsko kazało Teodorowi Czerniańskiemu (bratu mojej żony – Heleny), nosić wodę, którą kazali następnie wylewać na jego ojca – tak był bity. W Oświęcimiu staliśmy 14 godzin, był straszny płacz kobiet. Pociągiem jechaliśmy 2 tygodnie, ludzie w wagonach bydlęcych, a inwentarz w otwartych węglarkach. Wysadzili nas w Kurowie, krowy zabrali, a nas samochodami do Strzelec Krajeńskich na ulicę Mickiewicza. Szymona Sycza i Chomę powieźli do Dobiegniewa.
            Jeszcze inną wersję przedstawiła mi Anna Choma, urodzona w 1928 roku.: Trzy dni przed wysiedleniem chodzili po domach i spisywali ilu ludzi zamieszkuje w każdym domu. Nie mówili kim są, ani po co spisują. O przesiedleniu wiedział na pewno ksiądz z Banicy, gdyż kilka dni wcześniej uciekł. Nie pamiętam jednak, czy tego samego dnia wysiedlano Banicę i Czertyżne. Wysiedlenie rozpoczęło się 7 czerwca1947r, dwadzieścia cztery godziny mieliśmy na spakowanie. Furmankami jechaliśmy do Gorlic, tam czekaliśmy dwa dni, gdzie załadowali nas do wagonów i ruszyliśmy w drogę. W Oświęcimiu spędziliśmy pół dnia. Wzywali tam na badania. Z tych co poszli, nie wróciło 6 mężczyzn. Byli to: Aleksander Sycz, Józef Czerniański, Janek Czerniański, Seman Kopyściański, Wasyl i Andrzej Błaszczak. Wszystkich zabrali do Jaworzna. Andrzeja i Wasyla Błaszczaków wypuścili najwcześniej. Reszta została wypuszczona na początku stycznia 1948 r., ale jeszcze kilka dni trzymali ich w UB w Strzelcach Krajeńskich. 14 czerwca przyjechaliśmy na Zachód, do Kurowa, skąd samochodami przewieziono nas do Strzelec Krajeńskich. Pamiętam z wysiedlenia że wojsko strasznie pilnowało, gdy się chciało później wziąć więcej to wojsko chciało strzelać. W trakcie wysiedlania chłopi ukryli dzwon z cerkwi w studni u Michniewicza, który był kościelnym, ale nigdy nie udało się już go odnaleźć.
            Sylwester Sycz nie pamięta dokładnie opisać przebiegu wysiedlenia, powiedział jedynie że: Wojsko na spakowanie dało nam godzinę. Konia nie miałem a furmankę dostałem z sąsiadem Czerniańskim na pół. Czerniański miał pieniądze więc zapłacił żołnierzom aby go nie wysiedlili. Został w Czertyżnem tylko kilka dni i go wysiedlono. Na zachód pojechał już innym transportem niż Czertyżnianie. Z Czertyżnego pod eskortą wojska poszliśmy do Śnietnicy, gdzie nocowaliśmy, następnie udaliśmy się do Grybowa a później do Gorlic. Tam też aresztowano Aleksandra Sycza, którego przewieźli następnie do Jaworzna. W wagonach w których wieziono nas na Zachód były po dwie lub trzy rodziny razem z bydłem. Moją rodzinę przywieziono do Międzyrzecza, skąd wojsko przetransportowało nas do pobliskiego Wojciechówka.
            Siedemnastoletni wówczas Jan Hołodczyk wspomina: wysiedlenie odbyło się 07. 06. 1947,pamietam że było to pod koniec tygodnia, wojsko wkroczyło i otoczyło wieś. Mieliśmy trzy godziny na spakowanie i swój dobytek każdy musiał zmieścić na furmankę. Pod eskortą wojska poszliśmy do Śnietnicy, z stamtąd do Gorlic. Transportem jechaliśmy dwa tygodnie. Podróż odbywała się przez Oświęcim i Poznań, w Poznaniu doczepiono kolejne wagony. Transportem dojechaliśmy do Międzyrzecza, część rodzin została w Międzyrzeczu, część natomiast została przywieziona innym transportem do Starego Kurowa, skąd wojsko przewiozło ich samochodami do Strzelec Krajeńskich.
            Relacje Czertyżnian różnią się szczegółami (czasem nawet znacznie), lecz sądzę, że winien temu jest czas jaki minął od tych zdarzeń, jak również emocje towarzyszące wysiedleniu, emocje które trwają do dziś dnia. Pomimo tych rozbieżności, uzupełniają się jednak wzajemnie, czego przykładem może być wspomnienie S. Madzelana dotyczące księdza Hrebieniaka, którego widział wiezionego przez wojsko. Natomiast A. Choma mówi, ze ksiądz ten kilka dni przed wysiedleniem uciekł ze wsi. Tak więc należy przypuszczać, że duchowny nie został wysiedlony razem z mieszkańcami Czertyżnego lub Banicy. Także S. Madzelan mówi o samolocie, z którego kilka dni przed deportacją rozrzucano ulotki, potwierdza to relacja Szymona Błaszczaka. Wiadomym też jest, że przed wysiedleniem (choć brak jest zgodności co do dokładnej daty) przeprowadzony był spis mieszkańców wsi, nie wiadomo jednak, czy dokonali tego przedstawiciele Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, czy też byli to urzędnicy gminni. Zarówno akcja propagandowa (ulotki), jak i spisy przed wysiedleniem były stosowane podczas akcji „Wisła”.
            Brak też jest ścisłości w samej dacie rozpoczęcia deportacji. Jak opisuje to S. Madzelan, wysiedlenie rozpoczęło się w dniu 06.06.1947 r. inne osoby podają datę 7.06.1947 r. Być może (choć brak na to wiarygodnych dowodów) Czertyżnianie otrzymali 24 godziny na spakowanie swojego dobytku a żołnierze wkroczyli do wsi w dniu 7 czerwca celem eskorty przygotowanych już do wysiedlenia mieszkańców. Inną, bardzo prawdopodobna możliwością jest pomyłka Sylwestra Madzelana w dacie, choć jego opisy dotyczące dziejów wsi są najbardziej szczegółowe i wiarygodne.
            Z dalszych wspomnień przesiedleńców wynika, że poprowadzono ich najpierw do Śnietnicy, gdzie nocowali, a następnie przez Grybów do Gorlic. Tam funkcjonował punkt załadowczo – rejestracyjny rejonu przesiedleńczego „Gorlice”, gdzie deportowani otrzymywali karty przesiedleńcze a następnie oczekiwali na transport do nowych miejsc osiedlenia. Nie ustaliłam jednak dokładnego czasu po jakim od momentu opuszczenia Czertyżnego, mieszkańcy wsi dotarli do Gorlic, i ile oczekiwali na transport.
            Na podstawie przedstawionych wyżej relacji oraz dokumentów archiwalnych należy przypuszczać, że Czertyżnianie opuścili łemkowszczyznę dwoma transportami. Część świadków mówi, że przewieziono ich pociągiem do Strzelec Krajeńskich (a właściwie do Starego Kurowa), a z dokumentacji wynika, że w dniu 11.06.1947 r. punkt załadowczy w Gorlicach opuścił transport oznaczony jako R-216, skierowany do Strzelec Krajeńskich, gdzie dotarł w dniu 14.06.1947 r. Transportem tym wyjechało 9 rodzin z Czertyżnego które następnie osiedlono w Strzelcach Kraj i Starym Kurowie.
    Pozostali opuścili Gorlice w dniu 12.06.1947 r. transportem oznaczonym jako R-220 skierowanym do Międzyrzecza, gdzie dojechał w dniu 16.07.1947 r. Transportem tym jechała reszta Czertyżnian, którzy osiedleni następnie zostali w powiecie międzyrzeckim.
            Obydwa transporty przechodziły przez punkty etapowe w Oświęcimiu (gdzie prawdopodobnie zatrzymano 6 mieszkańców Czertyżnego osadzonych w Jaworznie) oraz w Poznaniu. Warunki w jakich transportowano wysiedleńców były bardzo ciężkie, ludzie jechali w wagonach towarowych, natomiast inwentarz wieziono na odkrytych platformach. Wg relacji deportowanych, podczas całego przejazdu na Ziemie Zachodnie żywność oraz paszę dla zwierząt otrzymali tylko jeden raz, na punkcie rozdzielczym w Poznaniu.
            Po dotarciu pociągu do stacji docelowej, Łemkowie rozwożeni byli do przeznaczonych im miejsc osiedlenia.
    Jak wspomina Sylwester Madzelan: 16.06.1974 r. przywieźli nas do Międzyrzecza i osadzili w Długim Folwarku, miejscowość tą nazwano później Wojciechówek. Zamieszkało tam 17 rodzin, było ciasno i biednie. Przydzielili nam po jednym pokoju na rodzinę, nie było drzwi ani okien, trzeba było samemu wszystko naprawiać. Z Czertyżnego było nas 8 rodzin: Ewa Sycz, Sylwester Michniewicz, Terentij Kopyściański, Wasyl Kania, Gregor Madzelan (mój ojciec), Petro Kochan, Basałyga i Aleksander Koropczak. Początkowo było cięzko, ludzie imali się różnych zajęć. Pracowali w pegeerach albo u bogatych Polaków. Później poszliśmy z bratem Gregorem, Aleksandrem i Semanem do pracy do lasu. Ścinaliśmy i zwoziliśmy drzewo do tartaku. Praca była ciężka a zapłata niska. Dodatkowo niektórzy Polacy byli dla nas bardzo niedobrzy. Był taki nadleśniczy, który mówił, że „dla Ukraińców zboże się nie należy” – chodziło o ziarno jakie dawano dla koni pracowników leśnych. Po roku mieszkania na Wojciechówku moja rodzina została przeniesiona nad jezioro. Tam mieszkał już jeden osadnik zza Buga z którym nasze życie początkowo nie było zgodliwe. Robił nam na złość i przy każdej okazji wyzywał nas od „Ukraińców” Dopiero niedawno dowiedziałem się od jego syna, że w tych latach UB miało punkt obserwacyjny u tego sąsiada, trzymali karabiny, bo myśleli, że skoro Łemkowie mieszkają na uboczu, to będą się tam schodzić z UPA, albo stworzymy jakąś nielegalną organizację. O takim punkcie obserwacyjnym wspomina również inny mieszkaniec Wojciechówka – Sylwester Sycz.
            Anna Choma pamięta, że: do Kurowa przyjechaliśmy 14 czerwca, stamtąd wojsko przewiozło nas ciężarówkami do Strzelec Krajeńskich, mnie wysadzono na ul. Północnej, gdzie każdy miał sobie sam szukać mieszkania. Siedzieliśmy do rana na dworze i dopiero nazajutrz znalazłam sobie jakieś mieszkanie. Było bardzo ciężko, ale pomogła mi Polka, nazywała się Buczkiewicz. Dała mi wózek, ubrania dla dzieci i pieluchy.
            Szymon Błaszczak: Wszyscy przesiedleńcy z Czertyżnego pracować musieli w majątku Klasztorna obok Strzelec Krajeńskich. Do tego majątku wzięli wszystkie krowy przywiezione przez deportowanych z Czertyżnego .Niektórych wysiedlono do innych miejscowości np. Szymona Sycza z Czertyżnego i Mamrosza z Ropek wywieziono do Dobiegniewa.
            Rodziny wysiedlone z Czertyżnego zostały rozmieszczone na terenie dwóch powiatów w następujących miejscowościach:
    1. powiat Strzelce Krajeńskie: Klasztorna, Dobiegniew, Strzelce Krajeńskie
    2. powiat Międzyrzecz: Wojciechówek, Stołuń, Zielomyśl, Bobowicko
    Jednak brak jest szczegółowych danych dotyczących ilości rodzin osiedlonych w tych miejscowościach (dotyczy to powiatu międzyrzeckiego), lub dane te zostały sporządzone niedokładnie. Na przykład figurująca w rejestrze przesiedleńców Maria Błaszczak wraz z całą rodziną występuje w spisach jako mieszkaniec Banicy, a nie Czertyżnego. Tego typu niedokładności znacznie utrudniają odtworzenie losów wysiedlonych Czertyżnian.
            Jak większość osób deportowanych w ramach Akcji „Wisła” również Łemkowie z Czertyżnego napotkali wokół siebie mur nieufności wśród mieszkających już na Ziemiach Odzyskanych repatriantów. Na każdym z nich ciążyło piętno Ukraińca, który został przesiedlony za pomoc oddziałom UPA. Dodatkowo odmienny język, religia i zwyczaje wyraźnie odróżniały Łemków od innych mieszkających już tutaj osiedleńców. Jan Werba do tej pory wspomina: przesiedlili naszą rodzinę do Stołunia, gdzie zamieszkaliśmy w jednym domu z polską rodziną. Dopiero po długim czasie sąsiadka powiedziała mi, że przez trzy tygodnie po naszym przybyciu spała z siekierą pod poduszką, tak się nas bała.
    Łemkowie z Czertyżnego wielokrotnie, tak jak inni deportowani stykali się z wrogością otaczającego ich polskiej ludności i urzędów, a do wyjątków należały sytuacje, którą wcześniej opisała Anna Choma, kiedy to w nowym miejscu zamieszkania pomogła jej Polka. W miarę jednak upływu czasu i wzajemnego poznania sąsiedzkie stosunki pomiędzy Polakami i Łemkami ulegały poprawie.
  • Losy wsi Czertyżne po wysiedleniu mieszkańców i próby powrotu Czertyżnian na Łemkowszczyznę.


            W wyniku przeprowadzonego przesiedlenia związanego z akcją „Wisła” 7czereca 1947r wieś opustoszała. Pozostawiono obsiane pola i chałupy w których znajdował się dobytek, którego mieszkańcy nie mogli lub nie zdążyli zabrać. W Czertyżnem mieszkały już tylko dwie rodziny: Władysława Cisło (Polaka ożenionego z Łemkinią) oraz Hilarego Czerniańskiego który według relacji Marii Błaszczak przekupił żołnierzy i został we wsi, lecz nie na długo. Przesiedlono go do pobliskiej Banicy a później po dwóch tygodniach deportowano go na zachód. Cisło natomiast według Marii Błaszczak poczuł się właścicielem Czertyżnego i sprzedawał to co pozostało po wysiedleńcach, a było tego nie mało - spichlerze i to, co pozostało w domach po, a na furmankę się nie zmieściło. Równocześnie trwała rozbiórka domostw przez mieszkańców okolicznych miejscowości, którzy w ten sposób pozyskiwali darmowy materiał na rozbudowę swoich gospodarstw. Długo dudniła droga z Czertyżnego do Grybowa pod jadącymi ciężkimi wozami z ciosanym, ciętym, heblowanym suchym drewnem na odbudowę „zniszczeń wojennych” kosztem zamęczonej Łemkowszczyzny, kosztem potu naszych przodków i nas samych. To były czasy! Za pół litra i polówkę kiełbasy można było kupić całe łemkowskie gospodarstwo razem z wychodkiem. Na łemkowskiej krzywdzie nie wzbogacił się tylko leniwy i kaleka”
            Przez kilka lat opuszczoną wsią nie interesował się nikt z urzędników, pozwalając w ten sposób na niekontrolowaną grabież. Kiedy już w Czertyżnem nie pozostał żaden budynek. Wcześniej uprawiane przez Łemków pola leżały odłogiem, a przydomowe sady porosły chwastami.
            Prawdopodobnie w 1952 r. niszczejącą bez wiernych cerkiew rozebrano, a uzyskane z rozbiórki drewno przeznaczono na budowę kaplicy w Nowej Wsi. Ołtarz natomiast trafił do cerkwi (zamienionej na kościół) w Banicy
            Dopiero po siedmiu latach od momentu wysiedlenia postanowiono zająć się w końcu bezpańskimi gruntami. W dniu 27.09.1954 r. Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Gorlicach przeprowadza jednodniowe postępowanie wyjaśniające, na podstawie którego 2 dni później wydaje orzeczenie o przejęciu z dniem 01.10.1954 r. przez Skarb Państwa gruntów w gromadzie Banica (do której należało Czertyżne). Gdy w 1956 r. aktualizowano orzeczenia Powiatowej Rady Narodowej, na temat Banicy i Czertyżnego można było tylko napisać: ogółem sprzedano lub w inny sposób zlikwidowano 71 budynków. Tyle tylko, że sprzedaż dotyczyła domów w Banicy, natomiast Czertyżne zostało faktycznie „zlikwidowane”, a ziemia na których leżało przeszło we władanie Nowosądeckiego Przedsiębiorstwa Produkcji Rolnej.
            Jak większość wysiedlonych w ramach Akcji „Wisła” również Czertyżnianie chcieli powrócić do rodzinnej wsi. Jednak w myśl obowiązujących przepisów było to niemożliwe. Dopiero w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych rozluźniono bariery administracyjne nałożone na ludność łemkowską. Przesiedleńcy mogli migrować w granicach województw, lecz w dalszym ciągu powrót w rodzinne strony był niemożliwy. Wydana w dniu 02.08.1956 r. instrukcja Ministerstwa Rolnictwa założyła możliwość powrotu, obwarowując ją pewnymi ograniczeniami. Na przykład gospodarstwo do którego chciał powrócić Łemko nie mogło być zajęte przez innego osadnika, chyba, że osadnik zrzekł się gospodarstwa.
            Jednak w przypadku Czertyżnego ludzie nie mieli dokąd wracać. Gospodarstwa już nie istniały, a całą ziemią władał Skarb Państwa. Kilka osób zdecydowało się jednak wrócić. Jednym z nich był Szymon Sycz, który osiedlił się blisko rodzinnej wsi – w Ropkach gdyż do Czertyżnego nie miał po co wracać, wieś zrównano z ziemią.
    W rodzinne strony chciała tez wrócić Maria Błaszczak: mięliśmy jechać w 1956 lub 58 roku, mąż załatwił dokumenty i dom w Ropkach. Rozchorował się jednak i wszystko odstąpiliśmy jego siostrze – Katarzynie Sycz, która zamieszkała później w Łosiu.
            Inni Czertyżnianie jeździli po to, aby zobaczyć to, co się stało z miejscem, gdzie mieszkali oni oraz ich przodkowie. Jak opisuje to Sylwester Madzelan: w kwietniu 1954 r. byłem pierwszy raz od wysiedlenia w Czertyżnem razem ze swoim bratem Semanem i Mikołajem Kopyściańskim. Ze wsi nie zostało już nic, wszystko było rozkradzione, po domach zostały tylko podmurówki. Byliśmy w Prezydium Rady Narodowej w Gorlicach, gdzie powiedzieli nam, że wracać można, ale w Czertyżnem niczego nie ma, a oni dużo nie mogą nam pomóc. Pismo, jakie dostaliśmy w odpowiedzi na nasze podania w tej sprawie mówiło, że „pozostawione przez Was gospodarstwo zostało rozdysponowane. W tych warunkach zwrot gospodarstwa posiadanego przez obywatele w tut. powiecie nie jest możliwy”. Od 1977 r. jeździłem prawie co roku w nasze góry, żeby wstąpić na rodzinną ziemię czertyzniańską.
            Do Czertyżnego, jeździł również Szymon Błaszczak, który po raz pierwszy trafił tam razem z Szymonem Syczem podczas jego przeprowadzki do Ropek. W roku 1970 r. była tam także Maria Błaszczak: nic nie zostało, tylko zdziczałe śliwki i doły po domach. W latach pięćdziesiątych do wsi przyjechał też Demian Sycz, który odebrał pieniądze za krowę, pozostawioną u szwagra z Wysowej tuż przed wysiedleniem. Również w latach pięćdziesiątych rodzinną wieś odwiedził Jan i Michał Sycz, i wtedy to wykonano prawdopodobnie jedyne fotografie pozostałości po miejscu, gdzie się urodzili i przez wiele lat mieszkali.

    Fot. 5
    Jan i Michał Sycz przy resztkach fundamentu domu w Czertyżnem – lata siedemdziesiąte


    Fot. 6
    Jan i Michał Sycz w Czertyżnem – lata pięćdziesiąte

    1. Wieś Czertyżne z perspektywy 50 lat


    Po przeszło pięćdziesięciu latach od momentu wysiedlenia, Czertyżne pozostało już tylko w pamięci nielicznych żyjących, byłych mieszkańców wsi. W miejscu, gdzie kiedyś istniały domy, zagrody i pola, dzisiaj pozostała tylko ogromna polana wśród lasów, na której w kilku miejscach zauważyć można fragmenty fundamentów i rosnące w pobliżu zdziczałe drzewa owocowe.
    Jedynymi widocznymi śladami świadczącymi o tym, że w tym miejscu istniała wieś zamieszkała przez kilkanaście rodzin jest kapliczka przydrożna, drewniany krzyż ustawiony w miejscu, gdzie kilkadziesiąt lat temu znajdowała się cerkiew oraz ogrodzony kawałek ziemi, na którym przez ponad dwieście lat grzebano Czertyżnian.
    I tylko cmentarz świadczy o tym, że ktoś jeszcze o wsi pamięta. Znajdują się na nim tylko trzy zniszczone nagrobki, lecz teren jest uprzątnięty i ogrodzony, a w pobliżu bramy wejściowej ustawiono krzyż upamiętniający 50-lecie wysiedlenia mieszkańców. Już na terenie cmentarza ustawiono w dniu 24.07.2000 r. postument upamiętniający jego odzyskanie.
    Droga, która biegła przez środek wsi stała jest obecnie wąską polna drogą. W trakcie mojego kilkugodzinnego pobytu na terenach wsi, drogą tą przejechał jeden ciągnik, wiozący drewno, składowane później na polanie w pobliżu cmentarza.
    Nazwa Czertyżne jest wymieniana sporadycznie w niewielu przewodnikach jako „nieistniejąca wieś”, przez którą nie wiodą żadne znaczące szlaki turystyczne. Brak też jest jakichkolwiek publikacji naukowych, które w sposób choćby przybliżony mogłyby opisać historię tej wsi (tak jak to uczyniono z innymi miejscowościami zrujnowanymi po Akcji „Wisła”) z wyjątkiem wspomnień umieszczanych w prasie łemkowskiejTak więc można powiedzieć, że wokół Czertyżnego panowała zupełna cisza, która została przerwana dopiero w początkach lat dziewięćdziesiątych, kiedy to byli Czertyżnianie rozpoczęli starania o zwrot siłą odebranej im ziemi.
    W dniu 10.12.1992 r. tereny na których leżała wieś zostały przez Wojewodę Nowosądeckiego przekazane Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa Oddział w Rzeszowie. Wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby Czertyżnianie mogli odzyskać swoją własność. Już wcześniej Sylwester Madzelan (który w momencie wysiedlenia miał 15 lat) zwrócił się do Urzędu Gminy w Uściu Gorlickim z prośbą o rozważenie możliwości zwrotu bądź odkupienia ziemi, która uprzednio należała do jego rodziny. Skończyło się jednak na zapewnieniu przez Urząd, że wnioskodawca będzie na bieżąco informowany o decyzjach dotyczących tego terenu. Pomimo braku jakichkolwiek reakcji ze strony władz, Sylwester Madzelan postanowił uporządkować zrujnowany cmentarz. Razem ze swoją żoną – Heleną Madzelan oraz Piotrem Syczem zwrócili się do Urzędu Gminy w Uściu Gorlickim z propozycją zabezpieczenia cmentarza. Jak wynika ze sporządzonej dokumentacji ustalono że żerdzie niezbędne do ogrodzenia terenu cmentarza zostaną zakupione ze środków Urzędu Gminy, natomiast reszta materiałów zostanie dostarczona przez byłych mieszkańców wsi, którzy zajmą się wykonaniem ogrodzenia i uporządkowaniem cmentarza, jednak wcześniej Urząd Gminy musi dokonać pomiarów w celu ustalenia powierzchni cmentarza, co świadczy o tym, że „gospodarz” tych terenów nie wiedział o istniejącym miejscu pochówku. Ustalono, że prace na cmentarzu rozpoczną się w lipcu 1993 r., jednak termin ten nie został dotrzymany z winy samych zainteresowanych. Na pisemne upomnienie Urzędu Gminy, Sylwester i Helena Madzelanowie odpowiedzieli, że z uwagi na ich stan zdrowia, przyjazd do Czertyżnego stał się niemożliwy i porządkowanie cmentarza są w stanie rozpocząć dopiero w 1994 roku. I tak tez się stało, w lipcu 1994 r. (po „Watrze”), 45 osobowa grupa Łemków (byłych mieszkańców Czertyżnego oraz ich dzieci) przyjechała na miejsce, które musiała opuścić przed laty i uporządkowała teren na których leżą prochy ich przodków.
    Umysły przesiedleńców nie zaprzątała jedynie sprawa cmentarza. Sylwester Madzelan w dalszym ciągu czekał na możliwość wykupienia swojej ojcowizny. Nie wiedział jednak, że tereny Czertyżnego zostały przekazane przez gminę Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Tym większym szokiem okazała się dla niego wiadomość którą usłyszał podczas swojej obecności na Łemkowskiej „Watrze” w Zdyni – Czertyżne zostało kupione przez prywatna osobę, całkowicie nie związaną z tą wsią. Okazało się, że kilkadziesiąt hektarów terenu byłej wsi zostało kupione przez zamieszkałego w pobliskiej Banicy Jana Tomaśkę. W dniu 30.09.1994 r. Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa oddział w Rzeszowie przeprowadziła przetarg publiczny gruntów na których leżało Czertyżne. Przetarg ten wygrał Jan Tomaśko, kupując dokładnie 61 ha ziemi „niczyjej”, który powiedział później:” Dałem za to prawie miliard starych złotych. Pożyczkę musiałem brać”. Na podstawie aktu notarialnego nr rep. A 386/95 z dnia 27.01.1995 r. Czertyżne przeszło na własność Jana Tomaśki za około 70000 zł.
    Sprzedaż wsi wstrząsnęła jej byłymi mieszkańcami, jednak najgorsze było to, że razem z ziemią w prywatne ręce trafił cmentarz na którym znajdowały się całe pokolenia Czertyżnian. Jednym z marzeń Sylwestra Madzelana było zostać pochowanym w rodzinnej miejscowości, na cmentarzu, gdzie spoczywają jego przodkowie. Rozpoczęto więc starania o odzyskanie co najmniej tego kawałka gruntu i wyjaśnienie jakim prawem cmentarz mógł zostać sprzedany. Na wysłane pismo do AWRSP Sylwester Madzelan otrzymał odpowiedź w której wyjaśniono, ze przetarg na tereny Czertyżnego odbył się zgodnie z obowiązującą litera prawa. Równocześnie zaznaczono, że sam zainteresowany nie przystąpił do przetargu i nie zgłosił żadnych roszczeń do objętych nim terenów. Ponadto Urząd Gminy w Uściu Gorlickim stwierdził, że S. Madzelan nie figuruje w dokumentacji jako właściciel jakichkolwiek gruntów w Czertyżnem, dlatego też brak było jakichkolwiek przesłanek do informowania go i mającym nastąpić przetargu. Pomimo poruszonej przez S. Madzelana sprawy cmentarza AWRSP uchyliła się od odpowiedzi na najbardziej kłopotliwe pytania. Z prośbą o interwencję w sprawie sprzedania Czertyżnego, Sylwester Madzelan zwrócił się także do Prezydenta – Aleksandra Kwaśniewskiego, który przekazał dokumentację Urzędowi Gminy w Uściu Gorlickim celem wyjaśnienia sprawy. Pismem z dnia 06.09.1996 r. UG w dalszym ciągu podtrzymuje swoją opinię, że wg dokumentacji S. Madzelan Nigdy nie był właścicielem gruntów na terenie gminy, nigdy tez nie wysuwał jakichkolwiek roszczeń dotyczących Czertyżnego, zaznaczając, że Urząd Gminy nigdy nie był władny do dysponowania gruntami wsi. I podobnie jak w poprzednim przypadku sprawa cmentarza została pominięta przy wyjaśnieniach urzędu. Ponowne pismo skierowane do rzeszowskiego oddziału AWRSP z prośbą o wyjaśnienie sprawy cmentarza spowodowało odpowiedź, z której wynikało, że pracownicy Agencji przeprowadzili wizje lokalną cmentarza i „potwierdzili jego istnienie”, zaznaczając, że nie figurował on w żadnych dokumentach geodezyjnych, równocześnie przeprowadzone zostały rozmowy z Janem Tomaśką, który zaoferował nieodpłatne przekazanie terenu cmentarza parafii greckokatolickiej w Śnietnicy . W dalszym ciągu podtrzymano jednak stanowisko zawarte we wcześniejszej korespondencji dotyczące prawomocności przeprowadzonego przetargu.
    Tak więc sądząc na podstawie korespondencji, którą Sylwester Madzelan prowadził z Agencją Własności Rolnej i Urzędem Gminy w Uściu Gorlickim, cmentarz w Czertyżnem oficjalnie nie istniał. Nie było żadnej dokumentacji mogącej świadczyć, że miejsce na którym pasły się owce jest miejscem pochówku. Pamiętali o nim jedynie byli mieszkańcy wsi. którzy starali się zwrócić uwagę urzędów na fakt, że razem z ojcowizną zostały sprzedane kości ich przodków.
    Sylwester Madzelan zmarł 13.02.1997 r. nie odzyskawszy ziemi swoich rodziców. Jego córka Anna Madzelan zaczęła kontynuować dzieło ojca, chcąc spełnić jego marzenie, aby został pochowany na cmentarzu w Czertyżnem. Ten jednak w dalszym ciągu był w prywatnych rękach. Dlatego też Sylwester Madzelan spoczął ostatecznie na cmentarzu w Wysowej, gdzie zamieszkała jego córka. I to właśnie ona postanowiła nagłośnić sprawę wyprzedaży terenów po byłych łemkowskich wsiach, do których chętnie wróciliby ich prawowici właściciele. Ponieważ korespondencja z urzędami nie przynosiła żadnych efektów (pomimo dużego zaangażowania organizacji łemkowskich) , Anna Madzelan nagłośniła sprawę Czertyżnego w mediach. Po ukazaniu się szeregu artykułów w tak opiniotwórczych tytułach jak „Gazeta Wyborcza” i „Polityka” oraz wyemitowaniu w TVP reportażu dotyczącego wsi, problemy związane ze sprzedażą przez AWRSP ziemi na której znalazły się cmentarze łemkowskie, jak i próby odzyskania przez Łemków utraconej ziemi ujrzały światło dzienne. Sprawą tą zajęło się biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Sytuacja mająca miejsce w Czertyżnem stała się głównym tematem obrad sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.        
    I dopiero po ujawnieniu historii Sylwestra Madzelana , głos zabrały osoby odpowiedzialne za ten stan rzeczy twierdząc, że nikt nie wiedział o istnieniu cmentarza. „Cmentarze w większych miejscowościach są często odwiedzane i dlatego ludzie o nich wiedzą ,ale we wsiach, które zniknęły z mapy po wysiedleniu czas i przyroda zrobiły swoje” – tłumaczy Józef Radzik – Wójt Gminy Uście Gorlickie. Natomiast dyrektor rzeszowskiego oddziału AWRSP Zygmunt Sosnowski oświadczył, że gdy agencja przejmowała ziemię po byłym PGR, a następnie sprzedawała ją sprzedawała, nie mogła wiedzieć o cmentarzu; nie było go ani w dokumentach geodezyjnych gminy, ani w księgach wieczystych, ani w planie zagospodarowania przestrzennego. Jego pozostałości były trudne do zlokalizowania nawet przez okolicznych mieszkańców. Inaczej twierdzi właściciel Czertyżnego – Jan Tomaśko „Od dziecka pamiętam, że jest tam cmentarz”, a na pytanie dlaczego kupił cmentarz odpowiada: bo ziemię sprzedawali razem z cmentarzem. Tymczasem Aleksander Maślej, przewodniczący Zjednoczenia Łemków w Gorlicach mówi, że niemal każda dawna wioska łemkowską – a agencja sprzedała jego zdaniem więcej połemkowskich terenów – miała swój cmentarz, wystarczyło zajrzeć do starych map katastralnych. Opinię o braku jakichkolwiek działań ze strony urzędów potwierdził Tomasz Gelert z biura RPO mówiąc: sądzę, że sprzedający nawet nie oglądał tego terenu i zapowiedział szczegółowe zbadanie sprawy.
    W trakcie odbytego w dniu 29.06.2000 r. posiedzenia sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych z udziałem prezesa Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa i przedstawicieli Stowarzyszenia Łemków, Zjednoczenia Łemków oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji najważniejszym punktem obrad były problemy związane ze sprzedażą przez AWRSP gruntów na których położone są cmentarze łemkowskie, gdzie klasycznym przykładem nieprawidłowości dotyczących sprzedaży było Czertyżne. Na posiedzeniu tym padło wiele zarzutów ze strony przedstawicieli organizacji łemkowskich, którzy słusznie twierdzą, że Czertyżne zostało sprzedane zza biurka, a sprzedaż cmentarzy stanowi przykład bałaganu prawnego i bezduszności w kraju. Przedstawiciele AWRSP w dalszym ciągu twierdzili, że nikt nie wiedział o cmentarzu w Czertyżnem, gdyż gmina Uście Gorlickie nie przekazała żadnych informacji o prośbach Sylwestra Madzelana. Jednak prezes ARWSP oświadczył: jeżeli chodzi o miejsce pochówku we wsi Czertyżne, to zgodnie z ugodą zawartą w 1996 r. grunty na których zlokalizowany był cmentarz odkupimy od nabywcy i przekażemy gminie. Równocześnie agencja wstrzyma się od sprzedaży terenów na których znajdują się inne cmentarze łemkowskie i przeprowadzi na podległych sobie terenach ich ewidencjonowanie. Komisja postanowiła również podjąć kroki zmierzające do zebrania wszelkich informacji dotyczących cmentarzy prosząc środowiska łemkowskie o przesłanie będących w ich posiadaniu spisów oraz do zobligowania wojewodów (za pośrednictwem premiera) do sprawdzenia działania władz gminnych, aby historia cmentarza w Czertyżnem nigdy już się nie powtórzyła w odniesieniu do innych terenów.
    Tak więc mała wioska, która ponad pół wieku temu została zniszczona i skazana na zapomnienie, pojawiła się ponownie, tym razem jako symbol prób odzyskania przez Łemków zabranych im siłą gospodarstw.
    ZAKOŃCZENIE



            Celem powyższej pracy, była próba opisania historii nieistniejącej już wsi, oraz losów jej mieszkańców, którzy zmuszeni zostali do opuszczenia miejsc w których żyli od wieków a następnie do osiedlenia się na całkowicie obcym im terenach. Zmuszano ich również do porzucenia zwyczajów, które kultywowali przez wieki. Samą natomiast wieś skazano na zapomnienie.
    Na podstawie bardzo małej ilości materiału źródłowego starałam się w sposób syntetyczny zebrać wszelkie możliwe informację mogące odtworzyć choćby w sposób przybliżony dzieje Czertyżnego, gdyż na temat tej miejscowości do tej pory nie ukazała się żadna publikacja. Wynika to być może z tego, że dokumentacja dotyczącą wsi jest niekompletna i rozproszona, a i samo położenie geograficzne powodowało, że znajdujący się na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych zespół trzydziestu paru gospodarstw nigdy nie zasługiwał na uwagę przedwojennych badaczy kultury i dziejów ziemi łemkowskiej. Dostępne są bowiem prace dotyczące wielu łemkowskich wsi, jak np. Florynki, czy też nawet pobliskiej Banicy. W trackie zbierania materiałów do niniejszej pracy, przeglądałam przedwojenną prasę łemkowską będącą w posiadaniu biblioteki Stowarzyszenia Łemków w Legnicy, w której opisywano dzieje praktycznie każdej łemkowskiej wsi. O Czertyżnem znalazłam jedynie krótka wzmiankę informującą, że miejscowość taka w ogóle istniała.
    Tak więc myślę, że moja praca w jakiś sposób odtworzenia pewnego fragmentu historii ziem łemkowskich, która to historia jest dopiero odkrywana.

    PRZYPISY

    bear


    Document Information

    Document URL: http://lemko.org/selo/czertyzne/index.html

    Icon       Return to Lemko Home Page

    Date Posted: February 22, 2001
    Last Revision: June 22nd, 2002


    LV Productions Ltd.
    c/o Walter Maksimovich
    3923 Washington Street,
    Kensington MD 20895-3934

    USA
    © All Rights Reserved.