Rzeczpospolita
24.04.02 Nr 96
Kilka tysięcy Łemków może wystąpić o zwrot gruntów zabranych im w wyniku akcji "Wisła" i po wywózce do ZSRR

Trudne powroty na ojcowiznę

Stefan Hładyk po korzystnym dla niego orzeczeniu Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nakazał zwrot znacjonalizowanego pół wieku temu lasu

FOT. PIOTR KOWALCZYK

JÓZEF MATUSZ

Stefan Hładyk, prezes Zjednoczenia Łemków w Polsce, po ponad pięćdziesięciu latach odzyskał las, odebrany jego babce w 1947 roku podczas akcji "Wisła". To pierwszy taki przypadek. Teraz, kiedy szlak administracyjno-sądowy został przetarty, ruszyła lawina łemkowskich wniosków o zwrot ojcowizny.

Maria Hładyk we wsi Kuńkowa w powiecie gorlickim miała 11- -hektarowe gospodarstwo, które straciła w 1947 roku, gdy jej rodzinę objęto akcją "Wisła" i wywieziono na ziemie odzyskane. W ciągu jednego dnia Hładykowie stracili dorobek całego życia. Dopiero po pięćdziesięciu latach wnuk Marii Stefan Hładyk odzyskał część gospodarstwa - las. Orzeczenie z 1954 roku o jego nacjonalizacji unieważnił w czerwcu 2000 roku Ryszard Masłowski, pochodzący z Gorlic i sprzyjający Łemkom wojewoda małopolski, a w ubiegłym roku poparł go minister rolnictwa i rozwoju wsi. Nadleśnictwo Łosie, władające lasem Hładyków, domagało się w Naczelnym Sądzie Administracyjnym uchylenia tych decyzji. NSA oddalił skargę nadleśnictwa. - To orzeczenie jest pilotażowe i pokazuje innym drogę - podkreśla Stefan Hładyk.

Zagmatwana historia

- Mam nadzieję, że po tylu latach ja też nareszcie odzyskam ojcowiznę - mówi z ulgą Wacław Szlanta z Gorlic. Jego rodzinę wywieziono w 1947 roku w okolice Międzyrzecza Wielkopolskiego w dzisiejszym województwie lubuskim. W Beskidzie Niskim zostawili zabudowania i osiem hektarów ziemi. Przy pierwszej okazji, po odwilży październikowej w 1956 roku, Szlantowie wrócili do rodzinnej wsi. Dom ocalał i nie był jeszcze zajęty. - Rodzicom przyznano zwrot prawie połowy ziemi, o resztę walczyli przez ponad 40 lat. Zmarli, nie doczekawszy się zwrotu. Dopiero dwa lata temu wojewoda małopolski stwierdził, że orzeczenie Powiatowej Rady Narodowej w Gorlicach, która przejęła majątek na rzecz państwa, jest nieważne - dodaje Wacław Szlanta.

Niemal każda ze spraw łemkowskich jest inna. Wszystkie jednak układają się w zagmatwaną historię skrzywdzonej po wojnie grupy ludności. Maria Jewusiak miała 4,4 hektara ziemi. Podczas akcji "Wisła" majątku tego nie włączono do mienia państwowego i mogłoby się wydawać, że nie powinna mieć problemu ze zwrotem czegoś, co do niej należy. Tymczasem administracyjne procedury zwrotu własności ciągną się już kilka lat.

Wieś kupił biznesmen

- Pytałem w nadleśnictwie, jakim prawem przejęli mój las, a oni powtarzają, że muszą mieć decyzję, że las jest mój i mogą go zwrócić - opowiada Teodor Fedor Gocz z Zyndranowej, który walczy o 5,5 hektara ojcowizny. Ma wszystkie dokumenty, ale jego sprawa jest wyjątkowa, gdyż jest nieobjęta akcją "Wisła". Jego rodziny nie wysiedlono i nie zabrano majątku. Dopiero później las przejęło nadleśnictwo, ziemię Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna "Solidarność", a następnie PGR.

Jego żona Maria oraz jej 83-letnia matka Anna Burjak domagają zwrotu kilkunastu morgów pola, które mieli w Smerecznem. Problem w tym, że nie mają na to żadnych dokumentów. W czasie wojny wieś została całkowicie spalona. Trzydzieści rodzin tułało się po okolicy, a w 1947 roku rodzinę Burjaków wysiedlono do Osiny k. Nowogardu. W 1963 roku wrócili do Zyndranowej.

- Wsi Smereczne już nie ma, a na początku lat dziewięćdziesiątych Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa sprzedała teren jakiemuś biznesmenowi z Krakowa. Lasy użytkuje nadleśnictwo. Po wojnie ratowaliśmy życie i nikt nie myślał o dokumentach. Teraz chodzę po urzędach, powtarzają mi, że oni nie są biurem poszukiwawczym - mówi Maria Gocz. Jej matka, najstarsza we wsi, dodaje, że wkrótce nie będzie już nawet komu poświadczyć, co ludzie posiadali, bo wszyscy wymrą.

Powrót z Ukrainy

Paraskiewia Czomko mieszka we Lwowie, gdzie żyją też jej dwie siostry i brat. W 1945 roku jej rodzinę przymusowo wysiedlono do ZSRR. W Zyndranowej (Podkarpackie) zostawili dwa domy. Byli jednymi z najbogatszych we wsi. Dziadek był leśniczym, samego lasu posiadali 12 hektarów. Paraskiewia ma teraz 80 lat i 5 lat temu zapragnęła wrócić na ojcowiznę do Zyndranowej. Ma kartę stałego pobytu w Polsce i wszystkie dokumenty, które niczym relikwie przechowywała przez ponad pięćdziesiąt lat. Tylko ziemi nie może odzyskać. Nadleśnictwo już nawet oznakowało teren należący kiedyś do jej rodziny, ale lasu nie oddaje, bo czeka na decyzję władz administracyjnych lub sądu. Paraskiewia ma nadzieję, że jeszcze przed śmiercią odzyska własność i zostanie pochowana w rodzinnej Zyndranowej.

Sprzedawano nawet cmentarze

Sprawą zwrotu nieruchomości wysiedlonych po wojnie Łemków zainteresował się rzecznik praw obywatelskich. - Akcja "Wisła" była aktem ogromnej niesprawiedliwości. To nie tylko sprawa zwrotu ojcowizny. Wielu wysiedlonych nie może nawet znaleźć grobu swego ojca czy dziadka. Zdarzało się, że sprzedawano teren w ciemno i nikt nawet nie sprawdzał, czy to cmentarz - mówi Tomasz Gellert, naczelnik samodzielnego Wydziału Ochrony Praw Cudzoziemców i Mniejszości Narodowych w Biurze RPO. We Florynce w gminie Grybów prywatnej osobie sprzedano pastwisko, na którym jest łemkowski cmentarz. Jest tam czynne osuwisko i każdego roku rzeka wypłukuje szczątki ludzkie. Właściciel chce oddać teren, ale nikt nie chce mu dać innej działki. - Po naszej wizycie zebraliśmy pokaźny materiał i będziemy interweniować, gdzie tylko można - dodaje Tomasz Gellert.

Pięć tysięcy poszkodowanych rodzin

Precedensowe orzeczenie NSA w sprawie Stefana Hładyka przetarło szlak innym Łemkom. - Sąd przyznał mi rację, że nie można było jakimś ogólnym aktem, zawierającym tylko nazwiska właścicieli i wielkość ogólnej powierzchni, pozbawić kogoś własności. Akt nacjonalizacyjny powinien dokładnie wskazywać dane właściciela, wielkość, granice i położenie gruntu oraz numer ewidencyjny działki - mówi Stefan Hładyk.

Zjednoczenie Łemków szacuje, że zwrotu nieruchomości może domagać się około pięciu tysięcy rodzin łemkowskich. Połowa z nich po akcji "Wisła" nie uzyskała żadnych rekompensat za zabrane im mienie. Lasy Państwowe przyznają, że zarządzają mniej więcej czterema tysiącami gruntów łemkowskich w Małopolsce i na Podkarpaciu, do których mogą być roszczenia z tytułu wysiedlenia w ramach akcji "Wisła" i wywózki do ZSRR. Terenami połemkowskimi gospodarują też: Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa, parki narodowe, samorządy oraz osoby fizyczne. Do wojewody podkarpackiego wpłynęło już blisko sto wniosków od Łemków w sprawie zwrotu nieruchomości przejętych przez skarb państwa. Napływają kolejne. Podobnie jest w województwie małopolskim. Mnóstwo spraw zalega w sądach, gdyż spadkobiercy wysiedlonych Łemków od lat nie mogą skutecznie przeprowadzić postępowania spadkowego.

Nie oddamy lasów bez walki

- W przypadku lasów, do których udokumentowane zostały roszczenia, ale nie zapadły jeszcze wiążące decyzje administracyjne, nadleśnictwa wstrzymują pozyskiwanie drewna. Dotyczy to wszystkich spornych lasów - podkreśla Mirosław Wardęga, rzecznik Lasów Państwowych w Krośnie. W ubiegłym roku dyrektor generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski wydał oświadczenie, w którym m.in. stwierdził: "Z uwagi na niezaprzeczalną konieczność naprawienia krzywd wyrządzonych byłym właścicielom leśnym, jednocześnie bez naruszenia obecnej struktury własnościowej zasobów leśnych, najlepszym rozwiązaniem byłoby wypłacenie odszkodowań".

- Orzeczenie NSA w sprawie Stefana Hładyka jest precedensowe, ale to nie oznacza, że oddamy lasy bez walki - komentuje Waldemar Tomkiewicz, rzecznik prasowy Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. - Jest zalecenie dyrektora generalnego, by nie robić przeszkód, ale nadleśnictwa są samodzielne i one podejmują decyzję, czy w konkretnej sprawie należy wykorzystać wszystkie możliwości prawne. Nadleśnictwa też poniosły nakłady na utrzymanie lasów. Najlepszym rozwiązaniem byłaby ustawa sejmowa, ale na razie musimy przestrzegać obowiązujących przepisów - dodaje rzecznik. -

Akcja "Wisła" wymierzona była przeciw oddziałom Ukraińskiej Powstańczej Armii i polegała na przesiedleniu mieszkańców południowo-wschodniej Polski na ziemie odzyskane. Od kwietnia do sierpnia 1947 roku przesiedlono ponad 33 tys. rodzin ukraińskich, w tym dziesięć tysięcy rodzin łemkowskich. Wielu Łemków więziono w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie.

Akcja "Wisła" była drugim po wojnie aktem czystek etnicznych na tych terenach. W latach 1944 - 1946 przesiedlono ok. pół miliona osób do ZSRR. Nieruchomości łemkowskie przejęto na podstawie dekretu z 5 września 1947 roku o przejęciu na własność państwa mienia pozostałego po osobach przesiedlonych do ZSRR i dekretu z 27 września 1949 roku o przejęciu na własność państwa niepozostających w faktycznym władaniu właścicieli nieruchomości ziemskich - dotyczy osób przesiedlonych na ziemie odzyskane. Oba dekrety wciąż obowiązują.

Dotychczas władze polskie nie uregulowały spraw własnościowych Łemków. W 1991 roku Senat w specjalnej uchwale potępił akcję "Wisła" i zapowiedział podjęcie starań o naprawienie krzywd. W 1991 roku w Sejmie powstał projekt ustawy o zwrocie majątków skonfiskowanych w ramach akcji "Wisła", ale nie był rozpatrywany, bo miała to uregulować ustawa reprywatyzacyjna, której nie ma do dziś.



Opracowanie Centrum Nowych Technologii, (C) Copyright by Presspublica Sp. z o.o.